Archiwa tagu: literatura polska

Prochem i cieniem, Vera Eikon

Hologram, 2018

Liczba stron: 450

To ważna dla mnie książka, ponieważ zmieniła nieco moje postrzeganie self-publishingu. Dotychczas czytane książki zazwyczaj potwierdzały moje uprzedzenia – zła redakcja lub całkowity jej brak, korekta do niczego, brak pomysłu na książkę i wielkie pragnienie, żeby wydać produkt książkopodobny ze swoim nazwiskiem na okładce. „Prochem i cieniem” nie podpada pod żadną z tych kategorii, to starannie obmyślona, dobrze napisana i zredagowana powieść sensacyjna, która absolutnie w niczym nie odstaje od twórczości pisarzy wydawanych przez wielkie wydawnictwa i promowanych za równie wielkie pieniądze.

Alan Berg jest byłym policjantem. Niedawno złożył odznakę i zatrudnił się jako szef ochrony bogatego biznesmena. Wszyscy zachodzą w głowę, co nim kierowało? Rozczarowanie zawodem, kwestie materialne, a może po prostu mu odbiło? Największy problem jednak leży w tym, że ochraniany przez Berga biznesmen od dawna jest na celowniku policji – wywiadowcy co prawda nie mają żadnych dowodów na jego nielegalną działalność, ale wierzą, że wystarczy zajrzeć głębiej, żeby coś znaleźć. Szkopuł w tym, że dzięki Bergowi uszczelniony został dostęp do rezydencji, interesów i osoby biznesmena.

Niektórzy policjanci, ci dla których Berg był autorytetem podczas służby, są bardzo rozgoryczeni, inni wręcz uważają go za zdrajcę, który przeszedł na drugą stronę z chciwości. Wkrótce jednak szeregami policji wstrząsną takie dramaty, że większość nie będzie miała czasu na roztrząsanie postawy byłego już kolegi. Pogoń za bossem o ksywie Wujek, który kieruje największym gangiem narkotykowym w mieście, dostarczy im wszystkim mnóstwa mocnych wrażeń.

Zachęcam Was słowami, które ukazały się na okładce książki.

Zabójstwo z urzędu, Lilia Łada

Hipki Krzy, 2018

Liczba stron: 336

Bardzo chętnie sięgam po książki, których akcja rozgrywa się w Poznaniu, bo orientuję się w topografii, wiem, jak gdzie dojść i potrafię wyłapać małe smaczki tylko dla zorientowanych. Z wielką ciekawością sięgnęłam po debiut Lilii Łady, tym bardziej, że jest to kryminał.

W poznańskim Urzędzie Miasta dochodzi do zbrodni. Wczesnym rankiem urzędniczki znajdują zwłoki nielubianego przez wielu szefa działu prasowego. Mężczyzna wydawał się dość tępy i ograniczony, a swoje stanowisko zyskał dzięki czyjemuś wstawiennictwu i generalnie był dość tajemniczy i nieprzystępny. Jego podwładne nie miały o nim najlepszego zdania, zarówno jeśli chodzi o kulturę osobistą, jak i kompetencje. Przybyły na miejsce policjant szybko orientuje się, że raczej nikt nie będzie szczerze płakał po tym człowieku. Co więcej, przekonuje się, że typowe metody śledcze słabo się sprawdzają w środowisku urzędników, gdzie niemal każdy udaje kogoś innego i próbuje trzymać się tylko sprawdzonych informacji, żeby pozostać lojalnym w stosunku do pracodawcy i współpracowników. Na szczęście śledczy wpada na pomysł, żeby poprowadzić przesłuchania w sposób mniej formalny – na przykład w kawiarni na Starym Rynku. Dopiero wtedy poznaje ogrom plotek krążących po urzędzie i chwyta ważne wątki, które mogą mu pomóc z zamknięciu śledztwa.

To klasyczny kryminał, czyli trup na początku, wnikliwy gliniarz, który umie i lubi rozmawiać, ma nosa do szczegółów i nie boi się ryzyka oraz zaskakujące, lecz prawdopodobne rozwiązanie. Ten konkretny policjant szybko uczy się, jak nie pogubić się w rozległej, urzędniczej sieci powiązań służbowych i prywatnych i garściami czerpie z życiowej prawdy, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy. To powieść o zachłanności na władzę, pieniądze, autorytet, o sile plotek i pomówień. Oraz o ludziach pogubionych i niepewnych swojej wartości. Naprawdę warto przeczytać, nawet jeśli nie zna się Poznania, bo poruszana tematyka jest uniwersalna, a wątek kryminalny wciągający i dynamiczny. Polecam!

Kwadratowy jeż, Janusz Garbaliński

Manufaktura Słów, 2018

Liczba stron: 189

Nie lubię chodzić do fryzjera (naprawdę nie obrażę się, jeśli ktoś z Was powie „to widać”), wzdrygam się, jak ktoś obcy dotyka mnie po głowie, nudzi mnie czekanie, wkurzają ploteczki. Są jednak tacy, którzy z przyjemnością chłoną atmosferę zakładu fryzjerskiego i chętnie wracają na kolejne zabiegi i strzyżenie.  Janusz Garbaliński napisał nawet książkę o zakładzie fryzjerskim, jednym z najdłużej działających w jednym miejscu i chyba najbardziej znanym na Mokotowie.

Zaczyna książkę jak biografię – jeden z fryzjerów opowiada, jak trafił do zawodu, jak terminował u mistrza i co musiał zrobić, żeby dostąpić zaszczytu zbliżenia się z nożyczkami do klienta. Wkrótce jednak książka zmienia się w zbiór anegdot oraz historii zasłyszanych przez fryzjerów. Pojawiają się znane nazwiska polityków, aktorów, celebrytów, zagranicznych dyplomatów. W tle toczy się historia – ciężki okres PRL-u, a jednocześnie czasy, gdy luksusowe prostytutki, które przez pewien czas czesały się w tym konkretnym zakładzie, opływały w to, czego brakowało innym ludziom. Później, gdy Solidarność zaczęła rosnąć w siłę, mistrz fryzjerski musiał bardzo pilnować, żeby rozmowy klientów nie schodziły na tematy polityczne. Nigdy nie wiadomo, kto stał, po której stronie i co mogło wyniknąć z chwili szczerości na fotelu fryzjerskim.

Okazuje się, że fryzjer nie tylko musi być artystą, lecz także psychologiem, rozjemcą, pocieszycielem dla klientów oraz wzorem i wychowawcą dla stażystów. Niektóre opowieści wzbudzają uśmiech, inne smutek – zwłaszcza, gdy opowieść dotyczy starszych ludzi porzuconych przez swoje dzieci lub przez nie okradanych. Połączenie historii, prawd życiowych i anegdot jest przyjemną, niezobowiązującą lekturą, choć stylowi autora można co nieco zarzucić.

Kryminały nie tylko na wakacje

Zbrodnia prawdziwa

Tak będzie prościej, Przemysław Semczuk

Rebis, 2018

Liczba stron: 426

Chociaż autor oparł swoją książkę na prawdziwej, niewyjaśnionej dotąd zbrodni, nie jest to reportaż, lecz powieść. Mimo to, najważniejsze fakty związane z morderstwem przewodnika sudeckiego Tadeusza Stecia są prawdą. Ze względu na osobowość i interesy Stecia śledztwo prowadzone jest w różnych kierunkach – tajemnicą poliszynela jest jego homoseksualizm oraz skłonności pedofilskie, po okolicy krążą legendy o wielkim bogactwie zgromadzonym przez przewodnika, w trakcie śledztwa wychodzi na jaw również afera przemytnicza. Wiele wątków, wiele setek stron akt sprawy, zaangażowanie mnóstwa ludzi, a efekt marny. Sama książka bardzo dobra, wielowątkowa, stawiająca pytania i portretująca policję i straż graniczną po 1990 roku, gdy obie służby przechodziły kryzys w związku ze zmianą ustroju. Akcja rozgrywa się w malowniczych okolicach Śnieżki i w Jeleniej Górze.

Uwagę zwraca warsztat pisarza-dziennikarza – bardzo dobry research oraz dziennikarski styl, skupiający się na konkretach. Nie brak w książce scen mrożących krew w żyłach (dosłownie! mam na myśli wjazd wyciągiem na Śnieżkę w środku śnieżycy) oraz elementów humorystycznych. Bardzo wciągająca, ciekawa, godna polecania. I doskonała na upały!

Mamusia i tatuś skandynawskiej szkoły kryminałów

Zabić policjanta, Maj Sjowall & Per Wahloo

Amber, 2012

Liczba stron: 318

Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak

Początkowo starałam się czytać po kolei, ale pod koniec dziesięciotomowego cyklu trochę się pogubiłam i przeczytałam tom 10 przed 9. „Zabić policjanta” to część dziewiąta z Martinem Beckiem – równie godna polecenia, co pozostałe. Na pewno must-read dla miłośników skandynawskiego kryminału z silnym tłem społecznym, ponieważ na tym duecie wzorowali się Mankelle, Larssony i inni.

Martin Beck prowadzi śledztwo w nadmorskiej miejscowości, gdzie zamordowano mieszkającą samotnie kobietę. Opinia publiczna wydaje wyrok przed zamknięciem sprawy – dla wszystkich oczywiste jest to, że morderca mieszka po sąsiedzku, ponieważ mężczyzna lata temu był sądzony i skazany za gwałt i morderstwo. Beck nie wierzy, żeby to było tak proste i opiera się naciskom z góry. W międzyczasie dochodzi do strzelaniny między policjantami i przestępcami, w której giną ludzie. Wszystkie siły policja rzuca do poszukiwań sprawców strzelaniny.

Autorzy rozprawiają się z wizerunkiem policjanta, który nie zawsze jest tylko ofiarą. Zwracają uwagę na to, że przeciętny funkcjonariusz jest okrutnie niewyszkolony, niedoinwestowany i dodaje sobie autorytetu w niedozwolony sposób. Potępiają również stosowanie nacisków na śledczych oraz bezrefleksyjne wybieranie najprostszych rozwiązań. Bardzo ciekawy obraz szwedzkiego społeczeństwa w latach 70. oraz działań policji w epoce sprzed internetu i łączności bezprzewodowej. Warto czytać i to od razu całą serię!

Kryminał retro

Seans w Domu Egipskim, Maryla Szymiczkowa

Znak, 2018

Liczba stron: 304

Na każdy tom z Zofią Szczupaczyńską czekam z wielką niecierpliwością, bo jestem adoratorką profesorowej. Tym razem małżonka profesora wybiera się na niezwykłe przyjęcie sylwestrowe połączone z oglądaniem zaćmienia księżyca oraz wywoływaniem duchów. Chociaż jest sceptycznie nastawiona do seansu spirytystycznego, zżera ją ciekawość co do pozostałych gości. Pierwszy raz będzie miała okazję spotkać się twarzą w twarz z wyznawcą szatana Stanisławem Przybyszewskim i jemu podobnymi. Gdy towarzystwo zasiada do stolika, gospodarz spotkania pada martwy. Nie ma wątpliwości, że ktoś pomógł mu zejść z tego świata. Sposobność mieli wszyscy, większość również miała powód. Szczupaczyńska ma cztery dni na rozwiązanie zagadki. I już nawet nie ukrywa swojego zaangażowania w śledztwo. Z tym, że prowadzi je po swojemu – plotkując, rozmawiając, doprowadzając do mistyfikacji.

Wspaniała jest ta Szczupaczyńska – autorzy obdarzyli ją takimi cechami jak inteligencja, spostrzegawczość, ciekawość świata, lecz także małostkowość, przysłowiowa krakowska oszczędność, próżność. Samo to jest dobrą pożywką dla różnych scen humorystycznych. Oprócz śledztwa i humoru, mamy tu również obraz krakowskiego społeczeństwa pod koniec XIX wieku, panujące wówczas mody, plotki i aspiracje tych, którzy pragną dostać się do lepszego towarzystwa. Koniecznie przeczytajcie, najlepiej wszystkie 3 tomy.

Polska panna Marple ma 30 lat i pracuje w korpo

Nikt nie słucha starych ludzi, Iwona Wilmowska

Axis Mundi, 2018

Liczba stron: 252

Agata i jej siostra dużo zawdzięczają swojemu wujkowi, więc kiedy mężczyzna ma duży kłopot, Agata, która w przeciwieństwie do siostry jest bezdzietną singielką, rusza mu na pomoc. Przyjaciółka wuja, starsza pani mieszkająca w tej samej klatce schodowej, popełnia samobójstwo, rzucając się z okna. Wuj nie wierzy w taką wersję wydarzeń, ale policja wie swoje – sprawę należy zamknąć jak najszybciej i nie drążyć tematu. Agata nie ma doświadczenia detektywistycznego, ale postanawia porozmawiać z rodziną sąsiadki, rozejrzeć się po mieszkaniu i przejrzeć komputer emerytki. W tym ostatnim pomaga jej kolega  pracy, który też ma swoje tajemnice. Okazuje się, że pani sąsiadka była osobą skrytą, a w szafach trzymała pełno trupów.

To powieść obyczajowo-kryminalna, z przewagą kryminału na szczęście, bo obyczajówek nie lubię. Bardzo ciepła, może nie do końca wiarygodna książka, ale kto by się czepiał, skoro na papierze tak fajnie wszystko się składa. Podobało mi się i uważam, że na książki, które nie epatują przemocą, lecz opowiadają o skomplikowanych relacjach rodzinnych, prowadzących do niekontrolowanych wybuchów emocji również jest miejsce na księgarnianych półkach. I na moich półkach także. Cieszę się, że drugi tom trafi do mnie lada dzień. Wam również polecam.

Miłość, diament i naziści

Miejsce i imię, Maciej Siembieda

Wielka Litera, 2018

Liczba stron: 488

Przed przeczytaniem książki byłam na spotkaniu autorskim z Maciejem Siembiedą, podczas którego autor opowiadał, co jest faktem, a co zmyśleniem w książce, więc kiedy ją czytałam, czasem aż przechodziły mnie dreszcze. Znany z „444” Jakub Kania ma odnaleźć nieoznaczony grób holenderskich Żydów zamordowanych w obozie koncentracyjnym na Górze Świętej Anny. Nie wie, że odnalezieniem tego miejsca interesują się różni ludzie i niekoniecznie chodzi im o upamiętnienie ofiar. Jednocześnie śledzimy wątek rozgrywający się w latach 30. XX wieku w Holandii słynącej z obróbki i handlu diamentami. Gdy na rynku pojawia się kamień w innym, tzw. czarnym szlifie, cała branża dostaje amoku – gdyby wiedzieli, jak osiągnąć ten efekt, mogliby dyktować ceny na całym świecie.

Co tu dużo mówić, to świetna książka. Niezwykle obrazowa, dobrze napisana, udokumentowana historycznie. Autor ma dużą wiedzę o obróbce diamentów oraz funkcjonowaniu obozu na Górze Świętej Anny. Historia młodego szlifierza, choć oczywiście wymyślona, wydaje się tak prawdopodobna, że aż ściska za serce. Jeśli jeszcze nie znacie, koniecznie przeczytajcie. Nie jest to typowy kryminał, bardziej powieść historyczno-przygodowa z elementami kryminalnymi, lecz powinna znaleźć się na Waszych listach książek do przeczytania.

Nieudziwniony, porządny polski kryminał

Dziewczynka z zapalniczką, Mariusz Czubaj

WAB, 2018

Liczba stron: 320

Mam już serdecznie dosyć mody na 800-stronicowe kryminały z milionem wątków, z czego tylko niektóre są zamknięte w pierwszym tomie. Najbardziej lubię te książki, w których na pierwszym planie jest detektyw, policjant czy też dziennikarz prowadzący śledztwo i narrację z jego perspektywy. Byłoby idealnie, żebym nie była zaskakiwana jakimiś faktami, o których bohater wiedział, ale nie powiedział.

Tu jest normalnie. Jest przestępstwo – w dziwnych okolicznościach ginie emerytowany policjant, który miał swoistą obsesję na punkcie nierozwiązanej sprawy morderstwa dziecka sprzed lat. Istnieje podejrzenie, że nadal ją badał na własną rękę i być może doszedł do prawdy. Znany z poprzednich części serii Rudolf Heinz postanawia przyjrzeć się tej zagadce i podążyć tropami, które wydają się mało prawdopodobne. Prawda okazuje się druzgocząca.

Co prawda daleko przed końcem domyśliłam się, kto zabił, ale nie wiedziałam po co i kto tej osobie pomógł, więc nie było zawodu. Porządny kryminał z szybką akcją, bez fałszywych ambicji na bycie czymś więcej niż rozrywką, bez setek wątków pobocznych i bohaterów znikających po jednym rozdziale. Brawo! Tak trzymać! (To najlepsza książka Czubaja, jaką czytałam, ale nie czytałam wszystkich, więc się nie znam).

Czeskie pogranicze i jego ciemne sprawki

Przedawnienie, Jiri Brezina

Afera, 2018

Liczba stron: 280

Tłumaczenie: Agata Wróbel

Tomas Wolf jest policjantem, który dyscyplinarnie został zesłany z dochodzeniówki do archiwum. Nudzi mu  się, więc przegląda stare, niewyjaśnione sprawy. Gdy trafia na akta śledztwa z 1991 roku, najbardziej intrygują go dwie rzeczy: brak części dokumentów i ostatnia osoba, która wypożyczała akta. W ten sposób trafia do gabinetu polityka, który kandyduje na ministra spraw wewnętrznych. Jako młody policjant brał on bowiem udział w śledztwie prowadzonym na pograniczu, w którym nikt ostatecznie nie został skazany. Teraz postanawia opowiedzieć tę historię młodszemu koledze. Ale czy można mu wierzyć? Sprawa dotyczy morderstwa popełnionego na dwóch staruszkach, którzy zamieszkiwali w okolicy pogranicza czesko-austriackiego. Czym sobie zasłużyli na taką gwałtowną śmierć? Co kryło się w ich przeszłości?

Oprócz naprawdę fascynującej opowieści o zbrodni, poznajemy również trudną historię pogranicza przez lata zgodnie zamieszkiwanego przez ludność niemiecką i czeską. Dopiero dojście do władzy nazistów i reperkusje wojenne skomplikowały wzajemne stosunki mieszkańców i dopuściły do tego, że ujawniły się najniższe instynkty w ludziach.

O, jakie to było dobre! Świetnie napisane, wciągające, ciekawe, pouczające. Jeśli jeszcze nie odkryliście serii Czeskie Krymi, to najwyższy czas sięgnąć po autorów czeskich. Zaręczam, że są doskonali!

Strzeżcie się, przestępcy

Polskie archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary, Mariusz Nowak, Piotr Litka, Bogdan Michalec

Wydawnictwo WAM, 2018

Liczba stron: 272

To literatura faktu, lecz postanowiłam zamieścić tę książkę razem z powieściami, ponieważ czy to w beletrystyce, czy w życiu chodzi o to, żeby dopaść przestępcę. Autorzy tej książki opowiadają o tym, co pozwala im po latach wskazać mordercę w sprawach, które wcześniej zostały odstawione na półkę.

Punktem wyjścia w książce jest aresztowanie człowieka, który zamordował i oskórował krakowską studentkę. Sprawa niedawno była głośna, ponieważ do aresztu trafił człowiek podejrzewany o zabicie dziewczyny. W związku z tym, że nie zapadł jeszcze wyrok w sprawie i specjaliści nie mogą zdradzać szczegółów, które doprowadziły do aresztowania, ten wątek został potraktowany bardziej jako zachęta. W innych rozdziałach książki poznajemy natomiast metody śledcze oparte na psychologii, nowoczesnych technologiach, medycynie itp., które po latach pomogły umieścić za kratkami sprawców ohydnych zbrodni. Wypowiedzi ekspertów robią wrażenie, lecz najsmutniejsza jest konkluzja jednego z nich, który twierdzi, że za wieloma zbrodniami leży brak miłości w rodzinie. Trudno się z tym nie zgodzić po lekturze. Dla ludzi o silnych nerwach, ale naprawdę warta poznania.

W pułapce, Magda Stachula

Znak Literanova, 2018

Liczba stron: 304

Czytałam debiut Magdy Stachuli, druga jej książka jakoś mi umknęła. Ta jest trzecia – absolutnie nieodkładalna. Zabrałam się do lektury z zamiarem uważnego, powolnego czytania i wykonywania notatek w trakcie, ponieważ chciałam przygotować się do prowadzenia spotkania autorskiego z autorką. Zanim jednak zdołałam chwycić ołówek, byłam już na ostatniej stronie. Ani na chwilę nie odłożyłam książki przed końcem!

Klara budzi się na klatce schodowej. Ostatnie, co pamięta, to impreza, na której była z koleżankami. Jest jej wstyd, że doprowadziła się do takiego stanu, ale czuje też ulgę, że rodziców nie ma w domu, bo zmyliby jej głowę. Wkrótce, ku swojemu przerażeniu, dziewczyna orientuje się, że gdzieś umknęły jej dwa dni. To niemożliwe, żeby przespała je na korytarzu. Gdzie była? Co się z nią działo? I dlaczego niczego nie pamięta? Dokładnie ogląda swoje ciało i postanawia udać się do lekarza, żeby upewnić się, że nie została zgwałcona. Nie jest w stanie otrząsnąć się z traumy, nie wie, do kogo się zwrócić po pomoc i jak rozwiązać zagadkę swojego zaginięcia. Postanawia zaufać współlokatorce, z którą dzieli studenckie mieszkanie w Krakowie. Ta szybko znajduje inny przypadek dziewczyny, która prawie rok wcześniej przeżyła to samo. Lisa mieszka w Berlinie, więc sprawy wydają się nie łączyć ze sobą, ale jest to jedyny ślad, więc dziewczyny postanawiają dowiedzieć się czegoś więcej. Prawda okazuje się gorsza niż sądziły.

Autorka przeplata trzy plany czasowe. Równolegle czytamy o prywatnym śledztwie prowadzonym przez Klarę i jej przyjaciółkę, Lisie, która zmaga się z traumą po swoim uprowadzeniu, oraz gehennę, którą przeżywa inna uprowadzona kobieta. Nie ma czasu na oddech, nie ma chwili do stracenia. To, czego Klara się dowiaduje, sprawia, że boi się jeszcze bardziej, chociaż wciąż nie ma pojęcia, kto mógł jej źle życzyć.

To bardzo dobrze skonstruowany i napisany thriller – widać, że Magda Stachula nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i zapewne wkrótce poznamy kolejne zaskakujące historie z dreszczykiem. W „W pułapce” znajdziecie ciekawe postacie, zaskakujący finał, szybkie tempo zdarzeń. Życzę Wam, żeby książka wciągnęła Was tak jak mnie!