Archiwa tagu: literatura polska

Króliczek, Olgierd Dudek

http://img.kolporter.pl/mid/63/92770_Kroliczek.jpg
Książka frapująca, aczkolwiek prosta w wyrazie artystycznym i chyba dzięki temu tak wciągająca, bo wydaje się jakby akcja przetaczała się przed naszymi oczami. „Króliczek” to powieść współczesna i realistyczna, składają się na nią proste dialogi, bohaterami są zwykli ludzie w prowincjonalnym mieście pogrążonym w marazmie. Polska kategorii B w całej krasie ze wszystkimi swoimi problemami i bolączkami – bezrobociem, alkoholizmem, biedą, nudą, dulszczyzną i ogólną beznadzieją.
Na powieść składają się dwie części, które zazębiają się miejscem akcji oraz drugoplanowymi bohaterami.
Autor stawia ważne pytania: czy podążać za głosem serca czy za stabilizacją życiową, czy zaczynać wszystko od nowa czy budować związek na niezbyt pewnym gruncie. Obnaża polską religijność na pokaz, pranie brudów w gronie rodziny, plotkarstwo i typowe dla małych społeczności wściubianie nosa w cudze sprawy.
Klemek, bohater pierwszej części książki to facet myślący, dokonujący wyborów, empatyczny, rozdarty. Dzięki temu bardzo realny, prawie namacalny. Artur z drugiej części to podobny typ, ale ten przedstawiony jest bardziej ogólnikowo.
Duży plus dla autora za subtelność i za to, że nie uciekł się do taniego chwytu jakim jest nadużywanie wulgaryzmów. Mimo tego, że w książce opisywane są zdarzenia i osoby żyjące w półświatku autor szokuje realizmem opisów, a nie językiem.

Zupa z granatów, Marsha Mehran; Szachinszach, Ryszard Kapuściński

zupa z granatów

 

Pisząca po angielsku Marsha Mehran pochodzi z Iranu, a jej debiutancka powieść „Zupa z granatów” ściśle jest związana z historią najnowszą tego państwa. Rewolucja w Iranie stała się powodem, dla którego rodzina autorki opuściła ojczyznę szukając spokoju w wielu krajach zachodnich. Bohaterki książki, trzy siostry, są także emigrantkami z Iraku. Uciekły z kraju do Anglii, a następnie Irlandii przed okrucieństwem rewolucji oraz z powodów osobistych.

„Zupa z granatów” oraz wcześniej przeczytana przeze mnie książka Ryszarda Kapuścińskiego pt: „Szachinszach” to historia tego samego kraju opowiedziana z dwóch różnych punktów widzenia. Dlatego też nie umiem rozdzielić tych dwóch pozycji.

U Kapuścińskiego mamy więcej faktów historycznych dotyczących panowania szacha Iranu Rezy oraz najnowszych dziejów państwa bogatego w ropę i tym samym w dewizy. Dowiadujemy się m.in. w jaki sposób zafascynowany zachodem szach próbował zreformować i zmodernizować gospodarkę i społeczeństwo irańskie nie bacząc na absurdalność swoich zachowań. Dla przykładu nakazywał budowę nowoczesnych linii produkcyjne w fabrykach, do których nie można było dojechać ze względu na nierozwiniętą infrastrukturę dróg; inwestował miliardy dolarów w armię co raz kupując sprzęt wojskowy, którego irańscy żołnierze nie potrafili obsługiwać. Na pustyniach powstawały w ten sposób ogromne industrialne cmentarzyska złożone nowiutkich z maszyn wojennych.

Społeczeństwo Iranu było podzielone. Faworyci szacha czyli uprzywilejowani mieszkali w bogatych dzielnicach, w willach okapujących bogactwem i złotem, niekoniecznie w przenośnym znaczeniu tego słowa. Ich ogromne wille znajdowały się za wysokim murem, oddzielając ich od reszty ludności żyjącej na skraju ubóstwa. Gdy do tego wszystkiego dodamy okrutną, lubującą się w torturach policję państwową oraz powszechne szpiegowanie i donosicielstwo mamy obraz kraju pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

To wszystko w połączeniu z oczywistym zauroczeniem szacha kulturą zachodnią zostało odczytane przez fundamentalistów za zagrożenie kultury i religii kraju. W 1978 roku wybuchła rewolucja, podczas której zginęły tysiące ludzi, wielu uciekło z kraju, sam Reza szukał schronienia w Europie i Stanach Zjednoczonych.

I tutaj dochodzimy do „Zupy z granatów”. Siostry Aminpur o dźwięcznych imionach Mardżan, Bahar i Lejla to emigrantki z Iranu. Szczęścia i zapomnienia szukają w Anglii, a potem w małym irlandzkim miasteczku. Najstarsza z rodzeństwa Mardżan zakłada restaurację serwującą egzotyczne dania. Do pomocy ma dwie młodsze siostry. Niestety, przybyszki nie zostają serdecznie przyjęte w mieście. Mieszkańcy nie ufają im z różnych względów – razi ich ciemna skóra kobiet, ich nieprzeciętna uroda staje się potencjalnym zagrożeniem dla żon i matek, a restauracja jest silną konkurencją dla pubów i klubów będących w rękach miejscowego bogacza Thomasa McGuire’a.

Siostry skrywają przed światem prawdziwą przyczynę wyjazdu z Iranu. Związana jest ona z osobą średniej siostry Bahar, a także trudną sytuacją w ich ojczyźnie. Iran jawi się siostrom we wspomnieniach z dzieciństwa i wczesnej młodości jako piękny, daleki kraj, pachnący egzotycznymi przyprawami, to także troskliwi rodzice i względna stabilizacja. Iran to też niestety kraj niepokojów społecznych, podziemia politycznego, aresztowań, całkowitej władzy mężczyzn nad kobietami, czadorów i bezprawia. To miejsce, do którego żadna z nich już chyba nie chce wrócić.

Książka to także zbiór przepisów kulinarnych. Każdy rozdział zaczyna się przepisem na jedną potrawę, wokół której toczy się akcja. Tytułowa zupa z granatów to potrawa szczególna, bo dwa razy odgrywa ważną rolę w życiu sióstr.

„Zupa z granatów” to ciepła optymistyczna opowieść o złamanym życiu, samotności i nadziei na lepsze.

Pudełko ze szpilkami, Grażyna Plebanek

http://www.ksiegarnia-polska.com/images/Plebanek_Pudelko.jpg

 

To moje drugie spotkanie z twórczością  Grażyny Plebanek. „Dziewczyny z Portofino” pochłonęłam całą sobą wspominając moje szczenięce lata. „Pudełko ze szpilkami” czytałam może nie z mniejszym apetytem, ale za to z większymi wątpliwościami.

Książka opowiada historię dziewczyny z małego misteczka robiącej tzw. karierę w Warszawie. Kariera w dużej korporacji wiadomo, że polega głównie na: niekończących się godzinach pracy z nadzieją na awans, braku stałego związku lub wręcz jakichkolwiek związków z płcią przeciwną. Marta, bohaterka powieści, ma jeszcze przyjaciółki, siostrę bliźniaczkę z licznym przychówkiem oraz rozwiedzionych rodziców.

Marta odkrywa, że jest w ciąży. Ojcem dziecka jest mężczyzna poznany niedawno, a właściwie niewiele jej znany. Jak się okazuje facet jest na tyle odpowiedzialny, że nie zostawia jej na lodzie tylko prowadzi do ołtarza.

Marta to osoba zagubiona, obserwująca bacznie i wsłuchująca się w innych. Próbuje sprostać wymaganiom rodziny swojej i męża, słucha podszeptów życzliwych koleżanek. Stoi na życiowym rozdrożu – nie wie czy pisana jest jej rola matki czy yuppie pnącej się po drabinie kariery. W obu rolach czuje się niepewnie, przeżywa mnóstwo rozterek, miota się obserwując wśród znajomych kalejdoskop awansów, narodzin, rozstań.

Przez większość książki czytałam o Marcie ze wzrastającą irytacją, czując, że wcale jej nie poznałam. Poznałam świat dookoła niej, jej pracę, najbliższych, przyjaciółki, ale Marty ani trochę. Przez cały czas brakowało mi informacji o tym, jaką ona ma rodzinę, czy dom jest dla niej schronieniem. Autorka skrzętnie ukryła osobę męża Marty, ojca jej dziecka. Jego rola w powieści jest maksymalnie ograniczona, nic o nim nie wiadomo, tym samym czytelnikowi brakuje istotnych informacji o głównej bohaterce.

Mnie ta niewiedza doskwierała prawie przez cały czas. Tak bardzo chciałam dowiedzieć się czy Marta ma wsparcie w mężu, czy czuje się przy nim bezpieczna, czy on ją akceptuje, czy się kochają, czy wreszcie jest z nim szczęśliwa.

Aż wreszcie… dowiedziałam się i już mi lepiej. Książkę oceniam wysoko.

Senność, Wojciech Kuczok

http://merlin.pl/Sennosc_Wojciech-Kuczok,images_big,29,978-83-7414-486-5.jpg

Od razu zaznaczam, że filmu nie oglądałam, a książkę dostałam w prezencie. Wcześniej nie spotkałam się z twórczością Wojciecha Kuczoka, chociaż nazwisko autora oczywiście nie było mi obce.

Kuczok pisze w ciekawy sposób, ma nietypowy sposób narracji ocierajacy się o strumień świadomości, ale znacznie bardziej porywający niż w przypadku osławionego Jamesa Joyce.

Opisywane w powieści trzy historie, to nie ma co ukrywać, historie smutne. Chwilami zamykałam oczy i zadawałąm sobie pytanie: Czy nie ma juz na świecie ludzi szczęśliwych? Adam, Róża i Robert to postacie cierpiące, przeżywające ból, smutek i rozczarowanie życiem. To także osoby, które dobrowolnie lub wbrew sobie uwikłane zostają w przerastające ich sytuacje: nieudane małżeństwo, zależność od rodziców żony, homoseksualne zauroczenie i ostracyzm.

Autor równolegle prowadzi trzy opowieści i ukazuje pojedyncze, ale znaczące sceny z życia głównych bohaterów. Sprytnie  prowadzi nas od osoby do osoby, co raz doadając kolejne szczegóły. Z czasem akcja książki się zagęszcza, bohaterowie dojrzewają do decyzji, poszukują samych siebie – tych lepszych siebie, wyzwolonych od przykrych konwencji, od wspomnień, od toskycznych ludzi. A spotkanie bohaterów to tylko kwestia czasu.

Podobało mi się zakończenie książki, nie spodziewałam się takiej dozy optymizmu po tych wszystkich smutkach, których doświadczali.