Archiwa tagu: literatura rosyjska

Pelagia i czerwony kogut, Borys Akunin

Będąc do tej pory czytelniczką jednej tylko powieści Akunina spodziewałam się, że autor zawsze pisze tak zachwycająco, jak w „Pelagii i Czarnym Mnichu”. W tej części, zamykającej cykl o Pelagii, brakowało mi jednak wielu rzeczy.

Przede wszystkim zawiedziona byłam fabułą. Pelagia i Mitrofaniusz podróżują statkiem, na którym mają okazję skonfrontować się z wyznawcami różnych religii oraz sekt. Są tam i Żydzi, i przechrzty – osoby, które wyrzekły się prawosławia na rzecz judaizmu, i tak zwane znajdy, kolejny odłam podążający za prorokiem Manujłą, i sekta pod przywództwem charyzmatycznego mężczyzny zwanego Magellanem, i pederaści zmierzający do Sodomy. Podczas rejsu ktoś brutalnie morduje rzekomego proroka. Pelagia ma swoje przypuszczenia i chętnie współpracuje z wyższym rangą przedstawicielem władz. Ta współpraca zawiedzie ją najpierw w głąb Rosji, a potem do samej Jerozolimy. Z początku mniszka nie zdaje sobie sprawy z tego, że swoim zaangażowaniem podpisała na siebie wyrok śmierci – od momentu podróży nieustannie poluje na nią płatny morderca.

Aby wyjaśnić sprawę morderstwa na rzece, Pelagia musi zbadać wiele wątków, dotrzeć do wyznawców różnych wiar, którzy podróżowali z nią statkiem. Podczas gdy ona dzielnie radzi sobie w Jerozolimie, Berdyczowski, za wiedzą samego Mitrofaniusza, prowadzi własne śledztwo na Rusi. Pelagia nie jest świadoma tego, że ciągnie za sobą krwawy ślad – ktoś zabija wszystkie, nawet przypadkowe osoby, które jej pomagały podczas poszukiwań.

Podczas lektury nie ogarniałam wszystkich wątków, bohaterowie pojawiali się na chwilę, byli rzetelnie przedstawieni i opisani, po czym znikali i już nie wracali na karty powieści. Skomplikowane wielostronicowe zagadnienia teologiczne wygłaszane przez bohaterów nie wzbudziły we mnie zainteresowania. Brakło też humoru oraz szybko posuwającej się akcji. Poza tym zakończenie książki jakoś do mnie nie przemawia, bo to, co zrobiła Pelagia, zupełnie nie było w jej stylu.

Pelagia i czarny mnich, Borys Akunin

Zapewne nie sięgnęłabym po tę książkę gdyby nie zmysły wyostrzone na kolorowe tytuły. Literaturą ze wschodu nigdy się nie interesowałam i mam ogromne braki. Akunin? Rosjanin, Gruzin? I jakaś Pelagia, siostra zakonna, detektyw w spódnicy. Trochę mnie to wszystko zaintrygowało i z biblioteki wyszłam nie z jedną, ale z dwiema książkami z serii.

„Pelagia i czarny mnich” przenosi czytelnika na rosyjską prowincję na początku XX w. (tak wywnioskowałam z treści). Do biskupa Mitrofaniusza docierają niepokojące wieści. Nowoararacki monastyr terroryzowany jest przez ducha w czarnym mnisim habicie. Biskup nie wierzy w siły nadprzyrodzone i posyła swoich zaufanych doradców w celu zbadania sprawy. Niestety, wszystkie misje kończą się fiaskiem, a w okolicach monastyru giną ludzie. Wreszcie Pelagia, protegowana biskupa, wyrusza do Nowego Araratu sprzeciwiając się jego woli. Po wielu przygodach udaje jej się rozwiązać zagadkę czarnego mnicha i otrzymać przebaczenie od Mitrofaniusza.

Wyjąwszy początkowe trudności z wejściem w rytm powieści, czytało się świetnie. Najpierw zaskoczył mnie język – wielokrotnie złożone zdania, terminologia prawosławna oraz wyrazy zapożyczone z rosyjskiego. Po kilkudziesięciu stronach przywykłam i dałam się porwać fabule. Akunin kreśli bardzo charakterystyczne postaci, pełne wigoru, żyjące na kartach powieści. Sama Pelagia to wulkan energii w ciele małej rudowłosej i piegowatej kobietki. Pełne humoru dialogi i częste zwroty akcji sprawiły, że przykro mi się rozstawać z Pelagią. Wkrótce więc wrócę z recenzją „Pelagii i czerwonego koguta’.