Archiwa tagu: literatura szwedzka

Kryminały nie tylko na wakacje

Zbrodnia prawdziwa

Tak będzie prościej, Przemysław Semczuk

Rebis, 2018

Liczba stron: 426

Chociaż autor oparł swoją książkę na prawdziwej, niewyjaśnionej dotąd zbrodni, nie jest to reportaż, lecz powieść. Mimo to, najważniejsze fakty związane z morderstwem przewodnika sudeckiego Tadeusza Stecia są prawdą. Ze względu na osobowość i interesy Stecia śledztwo prowadzone jest w różnych kierunkach – tajemnicą poliszynela jest jego homoseksualizm oraz skłonności pedofilskie, po okolicy krążą legendy o wielkim bogactwie zgromadzonym przez przewodnika, w trakcie śledztwa wychodzi na jaw również afera przemytnicza. Wiele wątków, wiele setek stron akt sprawy, zaangażowanie mnóstwa ludzi, a efekt marny. Sama książka bardzo dobra, wielowątkowa, stawiająca pytania i portretująca policję i straż graniczną po 1990 roku, gdy obie służby przechodziły kryzys w związku ze zmianą ustroju. Akcja rozgrywa się w malowniczych okolicach Śnieżki i w Jeleniej Górze.

Uwagę zwraca warsztat pisarza-dziennikarza – bardzo dobry research oraz dziennikarski styl, skupiający się na konkretach. Nie brak w książce scen mrożących krew w żyłach (dosłownie! mam na myśli wjazd wyciągiem na Śnieżkę w środku śnieżycy) oraz elementów humorystycznych. Bardzo wciągająca, ciekawa, godna polecania. I doskonała na upały!

Mamusia i tatuś skandynawskiej szkoły kryminałów

Zabić policjanta, Maj Sjowall & Per Wahloo

Amber, 2012

Liczba stron: 318

Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak

Początkowo starałam się czytać po kolei, ale pod koniec dziesięciotomowego cyklu trochę się pogubiłam i przeczytałam tom 10 przed 9. „Zabić policjanta” to część dziewiąta z Martinem Beckiem – równie godna polecenia, co pozostałe. Na pewno must-read dla miłośników skandynawskiego kryminału z silnym tłem społecznym, ponieważ na tym duecie wzorowali się Mankelle, Larssony i inni.

Martin Beck prowadzi śledztwo w nadmorskiej miejscowości, gdzie zamordowano mieszkającą samotnie kobietę. Opinia publiczna wydaje wyrok przed zamknięciem sprawy – dla wszystkich oczywiste jest to, że morderca mieszka po sąsiedzku, ponieważ mężczyzna lata temu był sądzony i skazany za gwałt i morderstwo. Beck nie wierzy, żeby to było tak proste i opiera się naciskom z góry. W międzyczasie dochodzi do strzelaniny między policjantami i przestępcami, w której giną ludzie. Wszystkie siły policja rzuca do poszukiwań sprawców strzelaniny.

Autorzy rozprawiają się z wizerunkiem policjanta, który nie zawsze jest tylko ofiarą. Zwracają uwagę na to, że przeciętny funkcjonariusz jest okrutnie niewyszkolony, niedoinwestowany i dodaje sobie autorytetu w niedozwolony sposób. Potępiają również stosowanie nacisków na śledczych oraz bezrefleksyjne wybieranie najprostszych rozwiązań. Bardzo ciekawy obraz szwedzkiego społeczeństwa w latach 70. oraz działań policji w epoce sprzed internetu i łączności bezprzewodowej. Warto czytać i to od razu całą serię!

Kryminał retro

Seans w Domu Egipskim, Maryla Szymiczkowa

Znak, 2018

Liczba stron: 304

Na każdy tom z Zofią Szczupaczyńską czekam z wielką niecierpliwością, bo jestem adoratorką profesorowej. Tym razem małżonka profesora wybiera się na niezwykłe przyjęcie sylwestrowe połączone z oglądaniem zaćmienia księżyca oraz wywoływaniem duchów. Chociaż jest sceptycznie nastawiona do seansu spirytystycznego, zżera ją ciekawość co do pozostałych gości. Pierwszy raz będzie miała okazję spotkać się twarzą w twarz z wyznawcą szatana Stanisławem Przybyszewskim i jemu podobnymi. Gdy towarzystwo zasiada do stolika, gospodarz spotkania pada martwy. Nie ma wątpliwości, że ktoś pomógł mu zejść z tego świata. Sposobność mieli wszyscy, większość również miała powód. Szczupaczyńska ma cztery dni na rozwiązanie zagadki. I już nawet nie ukrywa swojego zaangażowania w śledztwo. Z tym, że prowadzi je po swojemu – plotkując, rozmawiając, doprowadzając do mistyfikacji.

Wspaniała jest ta Szczupaczyńska – autorzy obdarzyli ją takimi cechami jak inteligencja, spostrzegawczość, ciekawość świata, lecz także małostkowość, przysłowiowa krakowska oszczędność, próżność. Samo to jest dobrą pożywką dla różnych scen humorystycznych. Oprócz śledztwa i humoru, mamy tu również obraz krakowskiego społeczeństwa pod koniec XIX wieku, panujące wówczas mody, plotki i aspiracje tych, którzy pragną dostać się do lepszego towarzystwa. Koniecznie przeczytajcie, najlepiej wszystkie 3 tomy.

Polska panna Marple ma 30 lat i pracuje w korpo

Nikt nie słucha starych ludzi, Iwona Wilmowska

Axis Mundi, 2018

Liczba stron: 252

Agata i jej siostra dużo zawdzięczają swojemu wujkowi, więc kiedy mężczyzna ma duży kłopot, Agata, która w przeciwieństwie do siostry jest bezdzietną singielką, rusza mu na pomoc. Przyjaciółka wuja, starsza pani mieszkająca w tej samej klatce schodowej, popełnia samobójstwo, rzucając się z okna. Wuj nie wierzy w taką wersję wydarzeń, ale policja wie swoje – sprawę należy zamknąć jak najszybciej i nie drążyć tematu. Agata nie ma doświadczenia detektywistycznego, ale postanawia porozmawiać z rodziną sąsiadki, rozejrzeć się po mieszkaniu i przejrzeć komputer emerytki. W tym ostatnim pomaga jej kolega  pracy, który też ma swoje tajemnice. Okazuje się, że pani sąsiadka była osobą skrytą, a w szafach trzymała pełno trupów.

To powieść obyczajowo-kryminalna, z przewagą kryminału na szczęście, bo obyczajówek nie lubię. Bardzo ciepła, może nie do końca wiarygodna książka, ale kto by się czepiał, skoro na papierze tak fajnie wszystko się składa. Podobało mi się i uważam, że na książki, które nie epatują przemocą, lecz opowiadają o skomplikowanych relacjach rodzinnych, prowadzących do niekontrolowanych wybuchów emocji również jest miejsce na księgarnianych półkach. I na moich półkach także. Cieszę się, że drugi tom trafi do mnie lada dzień. Wam również polecam.

Miłość, diament i naziści

Miejsce i imię, Maciej Siembieda

Wielka Litera, 2018

Liczba stron: 488

Przed przeczytaniem książki byłam na spotkaniu autorskim z Maciejem Siembiedą, podczas którego autor opowiadał, co jest faktem, a co zmyśleniem w książce, więc kiedy ją czytałam, czasem aż przechodziły mnie dreszcze. Znany z „444” Jakub Kania ma odnaleźć nieoznaczony grób holenderskich Żydów zamordowanych w obozie koncentracyjnym na Górze Świętej Anny. Nie wie, że odnalezieniem tego miejsca interesują się różni ludzie i niekoniecznie chodzi im o upamiętnienie ofiar. Jednocześnie śledzimy wątek rozgrywający się w latach 30. XX wieku w Holandii słynącej z obróbki i handlu diamentami. Gdy na rynku pojawia się kamień w innym, tzw. czarnym szlifie, cała branża dostaje amoku – gdyby wiedzieli, jak osiągnąć ten efekt, mogliby dyktować ceny na całym świecie.

Co tu dużo mówić, to świetna książka. Niezwykle obrazowa, dobrze napisana, udokumentowana historycznie. Autor ma dużą wiedzę o obróbce diamentów oraz funkcjonowaniu obozu na Górze Świętej Anny. Historia młodego szlifierza, choć oczywiście wymyślona, wydaje się tak prawdopodobna, że aż ściska za serce. Jeśli jeszcze nie znacie, koniecznie przeczytajcie. Nie jest to typowy kryminał, bardziej powieść historyczno-przygodowa z elementami kryminalnymi, lecz powinna znaleźć się na Waszych listach książek do przeczytania.

Nieudziwniony, porządny polski kryminał

Dziewczynka z zapalniczką, Mariusz Czubaj

WAB, 2018

Liczba stron: 320

Mam już serdecznie dosyć mody na 800-stronicowe kryminały z milionem wątków, z czego tylko niektóre są zamknięte w pierwszym tomie. Najbardziej lubię te książki, w których na pierwszym planie jest detektyw, policjant czy też dziennikarz prowadzący śledztwo i narrację z jego perspektywy. Byłoby idealnie, żebym nie była zaskakiwana jakimiś faktami, o których bohater wiedział, ale nie powiedział.

Tu jest normalnie. Jest przestępstwo – w dziwnych okolicznościach ginie emerytowany policjant, który miał swoistą obsesję na punkcie nierozwiązanej sprawy morderstwa dziecka sprzed lat. Istnieje podejrzenie, że nadal ją badał na własną rękę i być może doszedł do prawdy. Znany z poprzednich części serii Rudolf Heinz postanawia przyjrzeć się tej zagadce i podążyć tropami, które wydają się mało prawdopodobne. Prawda okazuje się druzgocząca.

Co prawda daleko przed końcem domyśliłam się, kto zabił, ale nie wiedziałam po co i kto tej osobie pomógł, więc nie było zawodu. Porządny kryminał z szybką akcją, bez fałszywych ambicji na bycie czymś więcej niż rozrywką, bez setek wątków pobocznych i bohaterów znikających po jednym rozdziale. Brawo! Tak trzymać! (To najlepsza książka Czubaja, jaką czytałam, ale nie czytałam wszystkich, więc się nie znam).

Czeskie pogranicze i jego ciemne sprawki

Przedawnienie, Jiri Brezina

Afera, 2018

Liczba stron: 280

Tłumaczenie: Agata Wróbel

Tomas Wolf jest policjantem, który dyscyplinarnie został zesłany z dochodzeniówki do archiwum. Nudzi mu  się, więc przegląda stare, niewyjaśnione sprawy. Gdy trafia na akta śledztwa z 1991 roku, najbardziej intrygują go dwie rzeczy: brak części dokumentów i ostatnia osoba, która wypożyczała akta. W ten sposób trafia do gabinetu polityka, który kandyduje na ministra spraw wewnętrznych. Jako młody policjant brał on bowiem udział w śledztwie prowadzonym na pograniczu, w którym nikt ostatecznie nie został skazany. Teraz postanawia opowiedzieć tę historię młodszemu koledze. Ale czy można mu wierzyć? Sprawa dotyczy morderstwa popełnionego na dwóch staruszkach, którzy zamieszkiwali w okolicy pogranicza czesko-austriackiego. Czym sobie zasłużyli na taką gwałtowną śmierć? Co kryło się w ich przeszłości?

Oprócz naprawdę fascynującej opowieści o zbrodni, poznajemy również trudną historię pogranicza przez lata zgodnie zamieszkiwanego przez ludność niemiecką i czeską. Dopiero dojście do władzy nazistów i reperkusje wojenne skomplikowały wzajemne stosunki mieszkańców i dopuściły do tego, że ujawniły się najniższe instynkty w ludziach.

O, jakie to było dobre! Świetnie napisane, wciągające, ciekawe, pouczające. Jeśli jeszcze nie odkryliście serii Czeskie Krymi, to najwyższy czas sięgnąć po autorów czeskich. Zaręczam, że są doskonali!

Strzeżcie się, przestępcy

Polskie archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary, Mariusz Nowak, Piotr Litka, Bogdan Michalec

Wydawnictwo WAM, 2018

Liczba stron: 272

To literatura faktu, lecz postanowiłam zamieścić tę książkę razem z powieściami, ponieważ czy to w beletrystyce, czy w życiu chodzi o to, żeby dopaść przestępcę. Autorzy tej książki opowiadają o tym, co pozwala im po latach wskazać mordercę w sprawach, które wcześniej zostały odstawione na półkę.

Punktem wyjścia w książce jest aresztowanie człowieka, który zamordował i oskórował krakowską studentkę. Sprawa niedawno była głośna, ponieważ do aresztu trafił człowiek podejrzewany o zabicie dziewczyny. W związku z tym, że nie zapadł jeszcze wyrok w sprawie i specjaliści nie mogą zdradzać szczegółów, które doprowadziły do aresztowania, ten wątek został potraktowany bardziej jako zachęta. W innych rozdziałach książki poznajemy natomiast metody śledcze oparte na psychologii, nowoczesnych technologiach, medycynie itp., które po latach pomogły umieścić za kratkami sprawców ohydnych zbrodni. Wypowiedzi ekspertów robią wrażenie, lecz najsmutniejsza jest konkluzja jednego z nich, który twierdzi, że za wieloma zbrodniami leży brak miłości w rodzinie. Trudno się z tym nie zgodzić po lekturze. Dla ludzi o silnych nerwach, ale naprawdę warta poznania.

A co ja mam z tym wspólnego, Sacha Batthyany / Skarb pana Isakowitza, Danny Wattin

Zupełnym przypadkiem przeczytałam te książki w odstępie kilku tygodni. Pomyślałam, że warto o nich napisać w jednym poście, ponieważ poruszają ten sam temat, lecz traktują go zupełnie odmiennie. Oto mamy współczesnych Szweda i Austriaka, którzy mierzą się z tematem holocaustu, odbywają podróż i poznają historię swojej rodziny sprzed dwóch pokoleń. Jeden z nich jako potomek pomordowanych, drugi jako potomek nazistów.

WAB, 2015

Liczba stron: 256

Tłumaczenie: Ewelina Kmieciak

W nieortodoksyjnej żydowskiej rodzinie Wattinów od dawna mówiło się o skarbie dziadka Isakowitza, który został ukryty w Polsce, w miejscu z którego rodzina uciekała przez nazistami. Nikt nie zwracał uwagi na rodzinną legendę, dopóki nie dotarła do uszu  syna Danny’ego, który, jak to dziecko, zapragnął znaleźć skarb. Ostatecznie na wyprawę wyruszyły trzy pokolenia szwedzkiej odnogi rodziny – dziadek, ojciec i syn. Duża część tej książki to perypetie w podróży i słowne przepychanki pomiędzy dziadkiem (uprzedzonym do Polaków i do wszystkiego, czego nie zna) oraz synem, którym przede wszystkim kieruje ciekawość świata i otwarty umysł. Swary łagodzone są przez wnuka, który umiejętnie rozbraja tykającą bombę zbliżającej się kłótni. W międzyczasie Danny Wattin snuje opowieść o wojennych losach swoich przodków zmuszonych do emigracji, zaginionych w czasie wojny i tych, którzy przeżyli, lecz niewiele chcą mówić o traumie młodości. Gdy docierają na miejsce, stoją przed nimi kolejne wyzwania.

To ciepła, mimo poważnego tematu, napisana z humorem opowieść o ulotnej pamięci i o ratowaniu wspomnień, śladów, okruchów tamtych czasów. Autor dochodzi do wniosku, że dopiero, gdy sam został ojcem i osiągnął pewien wiek, jest w stanie docenić opowieści swoich babć i stryjów, których niezbyt chętnie słuchał jako młody człowiek. Wtedy wydawało mu się, że przeszłość była i minęła, teraz wie, że nie można od niej zapomnieć. Podróż do Polski to sentymentalna podróż w czasie, która przynosi zrozumienie, choć nie niesie ulgi.

Czytelnik, 2017

Liczba stron: 256

Tłumaczenie: Emilia Bielicka

Podtytuł tej książki brzmi: „Zbrodnia popełniona w marcu 1945 roku. Dzieje mojej rodziny”. Autor pewnego dnia przypadkowo trafia na artykuł, z którego dowiaduje się, że jego krewna, hrabina Margit Thyssen-Batthyany, w 1945 roku prawdopodobnie brała udział w zabawie w swoim pałacu, podczas której doszło do rozstrzelania transportu Żydów. Ta historia tkwi w nim jak cierń i chociaż znajomi zadają mu pytanie postawione w tytule „A co ty masz z tym wspólnego?”, dziennikarz postanawia przyjrzeć się sprawie i dotrzeć do tych, którzy mogli być świadkami zdarzeń. Sacha pamięta hrabinę, którą kilka razy odwiedził z rodzicami będąc dzieckiem i chociaż wie, że potomkowie nie ponoszą winy za czyny swoich ojców i przodków, czuje się fatalnie ze świadomością, że ktoś z jego rodziny przyłożył rękę do zagłady Żydów.

Radzi sobie poprzez działanie – kontaktuje się z daleką rodziną, objeżdża świat, żeby zebrać relacje i skonfrontować je ze swoim stanem wiedzy. Grzebie w rodzinnej historii, żeby poznać ją jak najlepiej, spotyka się z byłą więźniarką Auschwitz i konsultuje się z psychoanalitykiem. Czy dawne dzieje powinny obciążać sumienie osób urodzonych kilkadziesiąt lat po wojnie? Czy naprawdę nie da się odciąć od przeszłości i żyć swoim życiem? Okazuje się, że nie każdy potrafi, Sacha Batthyany potrzebuje na to czasu i wiedzy. Ta książka odpowiada o zderzeniu młodego współczesnego człowieka z demonami przeszłości. Poruszająca i ważna.

Annabelle, Lina Bengtsdotter

Burda Książki, 2017

Liczba stron: 384

Tłumaczenie: Marta Rey-Radlińska

Zaczęłam tę książkę pewnej nocy. Potrzebowałam czegoś, co ukołysze mnie do snu. Wybór okazał się fatalny, bardzo szybko zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i czytałam łapczywie (na szczęście nie przez całą noc, lecz również w ciągu następnego dnia) dopóki nie dotarłam do ostatniej strony.

Ginie siedemnastoletnia Annabelle. Nie jest to raczej ucieczka z domu, rodzice są przekonani, że stało się jej coś złego. Sztokholmska policja wysyła dwóch policjantów, żeby spojrzeli na sprawę chłodnym okiem profesjonalistów. Policjantka Charlie Lager panikuje przed wyjazdem na miejsce zaginięcia. Okazuje się, że wioska, w której wydarzyło się to nieszczęście, jest jej znana. Spędziła tam kilkanaście lat życia i nie ma najlepszych wspomnień. W zasadzie nigdy nie chciała tam wracać. Teraz będzie musiała zmierzyć się z własną przeszłością oraz skomplikowaną sprawą zaginięcia.

Od samego początku nie jest łatwo. Przede wszystkim dlatego, że tak trudno zrozumieć Annabelle. Ta dziewczyna ma wiele twarzy: pilna uczennica, zdolna, utalentowana, oczytana, krótko trzymana przez zasadniczą matkę, zainteresowana kościołem i wiarą, a jednocześnie ma opinię rozwiązłej, puszczalskiej, takiej, która nigdy nie odmówi alkoholu. Kim więc była naprawdę? I co się z nią stało?

Sztokholmskim policjantom nie pomaga to, że w wiosce wszyscy się znają, a między mieszkańcami zachodzą rozmaite powiązania, często oparte na zależności materialnej. Nikt nie chce zaszkodzić synowi właściciela jedynego działającego w okolicy zakładu produkcyjnego, dzięki któremu nie wszyscy są bezrobotni. Świadkowie, którzy jako ostatni widzieli dziewczynę na imprezie, byli zbyt pijani i odurzeni, żeby pamiętać kiedy i z kim wyszła. Ślad się urywa. Ale policjanci nie tracą nadziei, choć podejrzewają, że czas działa na ich niekorzyść i prawdopodobnie odnajdą tylko ciało. I być może osobę, która przyczyniła się do śmierci Annabelle.

To debiut autorki i to debiut bardzo udany. Stworzyła w nim opresyjną, ponurą, duszną atmosferę, typową dla małych, odizolowanych społeczności. Brak nadziei na lepszy los sprawia, że młodzi są apatyczni, a wolny czas spędzają na imprezach, całkowicie zaniedbując swój rozwój – do niczego nie dążą, niczego nie pragną, są przekonani, że podzielą beznadziejny los swoich rodziców. Tylko nieliczni są w stanie wznieść się ponad przeciętną. Wplecenie w akcję historii toczącej się w przeszłości (długo nie wiadomo, kim są jej młode bohaterki i kiedy działy się opisywane wydarzenia) z początku nieco mnie deprymowało. Dopiero później przekonałam się, że tamta historia ma wpływ na bieżące wydarzenia i zachowanie niektórych bohaterów książki. To dość klasyczny kryminał, ale dzięki specyficznej, ciężkiej atmosferze czyta się go z wielkim zainteresowaniem. Bardzo polecam.

Leon, Mons Kallentoft & Markus Lutteman

leonRebis, 2017

Liczba stron: 340

Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski

Tak sobie skaczę między seriami powieści Kallentofta, nie przywiązując większej wagi do systematyczności i kolejności. Chociaż akurat w przypadku serii Hercules, o której mowa, czytam tak, jak się ukazuje. „Leon” jest tomem drugim z młodym policjantem, do niedawna cudownym dzieckiem wydziału kryminalnego, teraz wrakiem człowieka niszczonym przez demony przeszłości i używki, Zackiem Herry.

To czysty przypadek, że ktoś odnalazł te zwłoki. Morderca przywiązał ciało brutalnie zabitego chłopca do otworu komina w niedziałającej fabryce. Z jednej strony wyeksponował je, z drugiej ukrył przed ludzkim wzrokiem. Zobaczył je miłośnik dronów, który testował w tej okolicy nowy sprzęt. Policjanci, którzy przybyli na miejsce znalezienia zwłok nie kryli wzburzenia – chłopiec sporo wycierpiał przed śmiercią. Zanim policjanci ustalili, kim było zamordowane dziecko, doszło do kolejnego porwania – tym razem zaginął syn bardzo bogatego właściciela firmy produkującej gry komputerowe. Okazuje się, że zabójca jest pewny siebie, bo kontaktuje się wydziałem kryminalnym i przesyła link do zatrważających nagrań.

Chore umysły pragnące zemsty za prawdziwe lub wyimaginowane krzywdy to coś, co może przerazić. Ten tutaj jest trochę zbyt teatralny – uwielbia przebieranki, wie jak dostać się na łamy gazet, wie jak pokonywać swoje ograniczenia i systematycznie ćwiczy się w zabijaniu. Droga do jego odnalezienia będzie długa i bolesna dla policjantów zajmujących się tą sprawą. Poleje się krew, policjanci poniosą straty, które nadwerężą ich morale. Fabuła tej powieści jest bardzo dramatyczna, smutna i pełna goryczy, co jak najbardziej pasuje do gatunku tej książki. Mam jednak jeszcze jedną uwagę osobistą, coraz mniej lubię Zacka – twardzielem jest tylko na zewnątrz, w środku to obraz nędzy i rozpaczy, mięczak, który problemy topi w alkoholu i narkotykach. Wolałabym, żeby jego miękkość przejawiała się w inny sposób – mógłby hodować egzotyczne rośliny lub zbierać zdjęcia kotków. Czy polecam? Jak najbardziej – nie zwiedziecie się na tej książce, bo to dobry kryminał, w którym zachowano odpowiednie proporcje między sensacją a tłem obyczajowym. Zachęcam!

Dwa skandynawskie kryminały

zlo-budzi-sie-wiosnaZło budzi się wiosną, Mons Kallentoft

Rebis, 2012

Liczba stron: 448

Tłumaczenie: Inga Sawicka

Kalletoft będzie niedługo w Polsce, więc wróciłam do cyklu z porami roku. W tej odsłonie serii z Malin Fors dochodzi do potwornej zbrodni. W pobliżu bankomatu wybucha bomba. W wyniku eksplozji giną dwie małe dziewczynki, a ich mama ponosi bardzo poważne obrażenia. Początkowo wszyscy zakładają, że to atak terrorystów, prawda okazuje się bardziej przerażająca. Kallentoft ma specyficzny, pełen dygresji, styl i jeśli się go nie lubi, to nie warto brnąć w całą długą serię. Mnie to nie przeszkadza. W tej części jednak nie podobało mi się zakończenie – jakbym oglądała niskobudżetowy film sensacyjny – wybuchy, dzikie zwierzęta, deszczowa noc, odludna wyspa, groch z kapustą udekorowany bitą śmietaną. Dopóki nie doszło do sceny finałowej, czytało się dobrze i nawet ona nie zniechęciła mnie do kolejnych książek autora.

szumowinySzumowiny, Jorn Lier Horst

Smak Słowa, 2016

Liczba stron: 336

Tłumaczenie: Milena Skoczko

Jakoś umknął mi ten szósty tom serii, gdy ukazał się w księgarniach, dlatego sięgnęłam po niego dopiero niedawno. Horst działa na mnie lepiej niż kawa i sprawia, że zarywam noce. Tym razem było podobnie. Zagadka, którą wyjaśnia Wisting okazała się cholernie skomplikowana. Morze zaczęło wyrzucać obute stopy bez reszty ciała. Identyfikacja szczątków początkowo niewiele pomogła, a nawet jeszcze bardziej skomplikowało sprawę. Gdzieś tam w tle mamy zabójstwo policjanta, morderców wypuszczonych na wolność po odbyciu kary więzienia, skok na bank i tajną organizację. Na szczęście ta mieszanka okazuje się strawna i bardzo ciekawa. Jak zwykle polecam bez zbędnego gadania.

Obie opisane książki można czytać poza serią.