Archiwa tagu: literatura włoska

Czarna trasa, Antonio Manzini

czarna-trasaMuza SA, 2017

Liczba stron: 288

Tłumaczenie: Paweł Bravo

Dzięki twórczości Andrei Camilleri włoski kryminał znany jest na całym świecie. Manzini stworzył wicekwestora Rocco Schiavone, który za karę został zesłany z Rzymu do alpejskiej Doliny Aosty. Czy autor i jego bohater mają szansę zdobyć podobną popularność jak Montalbano i jego Camilleri?

Pewnego wieczoru Schiavone zostaje poinformowany, że wysoko na stoku góry ratrak przejechał po człowieku. Mieszczuch nie jest przygotowany na wędrówki po górach w śniegu, nic więc dziwnego, że daleko mu od entuzjazmu. Jego humor psuje się jeszcze bardziej, gdy już po pobieżnych oględzinach wiadomo, że nie jest to zwykły wypadek. Wicekwestor najbardziej ceni sobie święty spokój, a tu szykuje się robota. Jako nowy w tej okolicy i nie do końca ma rozeznanie pośród współpracowników, nieomylnie jednak wskazuje tych, którzy są najmniej rozgarnięci i wysyła ich do najnudniejszej pracy z dala od siebie. Podobnie sprawa ma się z lokalnymi powiązaniami – Rocco nie jest wprowadzony w plotki i nie zna ludzi, ale ostatecznie najłatwiej jest założyć, że wszyscy mieszkańcy alpejskiej wsi są jakoś ze sobą spokrewnieni.

„Czarna trasa” to kryminał z niespieszną akcją, pozbawioną wątków sensacyjnych. Najbardziej charakterystyczna i zapadająca w pamięć jest postać głównego bohatera – cynicznego, chamskiego, nieliczącego się ze słowami gbura z miasta, który, jak się w pewnym momencie okazuje, ma również ludzkie odruchy. Zaintrygowało mnie jego życie prywatne – mam nadzieję, że kolejne tomy (liczę na kontynuację wydawania serii!) ujawnią, o co w nim chodzi. Sam wątek kryminalny może nie jest wybitny, ale na tyle intrygujący, żeby chcieć poznać jego rozwiązanie. Bardzo odpowiada mi połączenie czarnego humoru z małomiasteczkową społecznością. Dobrze się bawiłam i to mi wystarczy, żeby rekomendować wam tę książkę.

Jak podróżować z łososiem, Umberto Eco

jak-podrozowac-z-lososiemNoir Sur Blanc, 2017

Liczba stron: 206

Podróżowanie z łososiem nie jest łatwe, o czym przekonał się Umberto Eco. Co więcej, podróżowanie z łososiem bywa dość kosztowne, szczególnie, gdy łosoś ma leżeć w hotelowej lodówce. W felietonach zawartych w tej niedługiej książce Eco pisze o absurdach otaczającego nas świata, które wyłapuje z mistrzowską spostrzegawczością.

Wszystkie felietony napisane są w formie instrukcji, ich tytuł zaczyna się od słowa „jak”. Autor tworzy osobliwy przewodnik po różnych sytuacjach życiowych, zwykle skupiając się na drobiazgach, z których kilkoma zdaniami potrafi wydobyć pokłady tragikomizmu. Rozpoczynający książkę felieton pt: „Jak grać Indianina” daje pojęcie, co nas czeka i jakie to będzie odświeżające, zabawne, trafne. Wiecie jak zagrać w filmie Indianina? Ja też nie wiedziałam, ale Eco wspaniale i szczegółowo rozpisał kolejne etapy zauważone w wielu westernach, w których Indianie zachowują się jakby zależało im na tym, by zostali schwytani. A wiecie jak pisać wstęp i podziękowania? Tu przytyk dla kolegów pisarzy, którzy szczegółowo wymieniają za co i komu dziękują, sięgając po banały. (Jako  tłumacz wyjątkową niechęcią darzę wszelkie podziękowania – nie ma nic gorszego nad te wyliczanki).

Nie sposób wymienić wszystkich felietonów ani nawet tematyki, której dotykają, bo ta oscyluje pomiędzy pisaniem, jedzeniem, podróżowaniem, korzystaniem z internetu i wypowiadaniem się w mediach. Warto jednak podkreślić, że choć teksty powstawały w latach 1975-2014 to wszystkie są tak świeże jakby dopiero po raz pierwszy zeszły z taśmy drukarskiej. Warto się poświęcić (!) i nie czytać zachłannie. Lepiej smakować, rozkoszować się, zachwycać, uśmiechać do siebie, czytać domownikom na głos, razem z nimi pękać ze śmiechu.

Istota zła, Luca D’Andrea

istota-zlaWAB, 2016

Liczba stron: 477

Uzdolniony amerykański scenarzysta telewizyjny, Salinger, przeprowadza się z rodziną do Europy. Osiedlają się z żoną i pięcioletnią córką w małej górskiej miejscowości u podnóży Dolomitów. Taki osiadły i nieco nudny tryb życia szybko mu się nudzi, wpada więc na pomysł nakręcenia serialu o pracy ratowników górskich. Sprowadza swojego wspólnika i rozpoczynają zdjęcia do zakrojonego na szeroką skalę paradokumentu. Podczas jednej z akcji w Dolomitach dochodzi do tragicznego wypadku – z życiem uchodzi tylko Salinger. Żyje potem dręczony wyrzutami sumienia oraz przeświadczeniem, że na jego życie czyha pradawna Bestia zamieszkująca w górach.

Gdy Salinger dowiaduje się, że w pobliżu jego domu, w wąwozie Bletterbach kilkadziesiąt lat temu doszło do potwornego potrójnego morderstwa, a sprawcy zbrodni nigdy nie zostali ujęci, postanawia wgryźć się w tę sprawę. Jego żona i teść są bardzo niezadowoleni z jego zaangażowania w tę dawną, zapomnianą już historię, chcą by odpoczywał i zdystansował się to tragedii, jaką sam niedawno przeżył. Jednak dla Salingera praca jest najlepszym odpoczynkiem. Przeczesuje archiwa, rozmawia w mieszkańcami, próbuje jak najwięcej wyciągnąć od teścia. Okazuje się, że nie tylko styka się z murem milczenia, lecz także z otwartą wrogością – mieszkańcy nie wybaczyli mu jeszcze tego, że przeżył wypadek w górach, a on już pragnie rozdrapywać zabliźnione rany.

To powieść, w której bardzo długo nie wiadomo, w jaką stronę potoczą się wydarzenia. Opis i początkowe sceny sugerują działania sił nadprzyrodzonych, Bestii mieszkającej w górach i mieszającej w głowach ludziom, którzy podeszli do niej zbyt blisko. Wiele miejsca poświęca się tu stosunkom rodzinnym, przede wszystkim konfliktowi między Salingerem a jego żoną, która upiera się, by choć przez rok nie pracował i zażywał przepisane mu leki. Sporo uwagi poświęca się również córce tej pary – dziewczynce  dociekliwej i spostrzegawczej. Najważniejszym wątkiem okazuje się jednak zbrodnia w wąwozie Bletterbach. Czy mieszkańcom miasteczka naprawdę nie zależy na odkryciu winnych śmierci trójki młodych ludzi? Czy mają coś na sumieniu? Czy to możliwe, żeby wszyscy sprzysięgli się, żeby zachować w tajemnicy to, co wiedzą?

Autorowi udało się odtworzyć duszną, psychodeliczną atmosferę miasteczka, które na powierzchni wydaje się przesympatyczne i otwarte, lecz niewiele trzeba, by przekonać się o tym, jakie jest prawdziwe oblicze jego mieszkańców. Bardzo udanie odtwarza też stany psychiczne Salingera – zagubienie, strach, determinację, by mimo wszystko dowiedzieć się prawdy. A potem dezorientację, gdy nie wie, co z tą prawdą zrobić.

Bardzo lubię mroczne thrillery, które niosą za sobą obietnicę czegoś wstrząsającego, przygnębiającego i grożą kacem książkowym po lekturze. Tutaj ku uldze jednych, a niezadowoleniu drugich, mrok rozjaśniają sceny iście melodramatyczne i sielankowe z udziałem najbliższych Salingera. To oraz szczegółowe opisy każdej postaci sprawiają, że książka nie razi „istotą zła”, lecz jest lekturą, przez którą brnie się dość mozolnie w niektórych jej częściach. Gdzieś tak od połowy akcja nabiera rumieńców i znacznie przyspiesza. Wiadomo już w jakim kierunku się potoczy, lecz nie wiadomo jaki będzie finał. Zdradzę tylko, że zaskakujący i dramatyczny.

Wenecki anonim, Giuseppe Berto

wenecki anonim giuseppe bertoMuza SA, 2003

Liczba stron: 116

Czytam nie tylko świeżynki, nowości i przedpremiery. Czasem mruga do mnie okiem jakaś dawno kupiona i zapomniana na półce książka. Ta króciutka powieść niosła za sobą wielką niewiadomą – zupełnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać.

Ona przyjeżdża na jeden dzień do Wenecji. Na jeden dzień zostawia dzieci i nowego partnera, żeby spotkać się ze swoim byłym mężem. Nie do końca wie, dlaczego to robi, lecz odnosi wrażenie, że jego zaproszenie jest ważne. Od pierwszej chwili pomiędzy nimi panuje duże napięcie i dystans. On nie chce zdradzić powodu swojego zaproszenia, ją przepełniają pretensje – o brak zainteresowania dzieckiem, o uparte niezgadzanie się przez niego na rozwód. Krążą po Wenecji, która była świadkiem ich młodzieńczej miłości, choć nie mają nadziei na wskrzeszenie uczucia, które wtedy między nimi wybuchło.

Ta niewielka książeczka opowiada o odchodzeniu, miłości i oddaniu sztuce. To sztuka ma być portalem, który poniesie w przyszłość to, co człowiek chce przed śmiercią przekazać światu. To sztuka ma być jego powiernikiem, jego opus magnum, które udowodni, iż nie całe życie zostało zmarnowane, że nawet w człowieku przegranym można odnaleźć przebłyski geniuszu.

To również powieść o miłości – tej pierwszej i najważniejszej, która choć już odeszła w przeszłość, nadal jest ważna w życiu byłych kochanków. Bo chociaż oddaliły ich od siebie różnice, to wciąż kochają w sobie to, co ich pierwotnie zachwyciło. Mimo nowych partnerów, cynicznego podejścia do dawnej miłości i nowych doświadczeń życiowych to, co zachwycało w byłym partnerze, nadal jest im bliskie, choć spychane do podświadomości.

Szkoda tylko, że książka składa się z drętwych dialogów – choć podobno bohaterowie są ludźmi inteligentnymi, zachowują się jak rozkapryszone dzieci, przerzucają głupimi uwagami, a nawet ranią się słowem i gestem. Psychologia postaci zupełnie mnie nie przekonuje, gdyby książka była dłuższa, nie dałabym rady jej skończyć. Na szczęście dość szybko docieramy do finału, który tak naprawdę już nie jest zaskakujący, lecz na pewno przynosi ulgę. Dobry pomysł, średnie wykonanie.

Tylko ty, Federico Moccia

tylko ty federico mocciaMuza SA, 2016

Liczba stron: 320

Tym, którzy czytali „Chwilę szczęścia” nie muszę przedstawiać głównych bohaterów. Mam jednak świadomość, że nie wszyscy czytają po kolei, tym bardziej, że w przypadku tej serii nie ma takiej potrzeby, więc najpierw kilka słów o bohaterach.

Nicco ma dwadzieścia trzy lata, niedawno zmarł jego ojciec, więc chłopak jest teraz głową rodziny. Przejmuje się złym stanem emocjonalnym matki oraz młodszej siostry. Sam Nicco  pogrążony jest w smutku po śmierci swojego ojca i odejściu dziewczyny, ale stara się jakoś trzymać. Wspiera go najlepszy kumpel zwany Grubym. Jest całkowitym przeciwieństwem romantycznego, melancholijnego Nicco. Chętnie angażuje się w przelotne romanse, wiecznie wpada w kłopoty, z których wychodzi z wdziękiem bawidamka.

Nicco znajduje pocieszenie w ramionach Ani, turystki z Polski. Ania jednak wyjeżdża i nie zostawia swojego adresu. Nicco nie jest do końca pewien swoich uczuć do dziewczyny, ale w głębi serca czuje, że powinien ją odnaleźć. Gdy zdobywa trochę gotówki, postanawia wziąć kilka dni urlopu i pojechać do Polski. Towarzyszy mu Gruby. Szybko okazuje się, że zdobyty w hotelu adres jest nieprawdziwy, a chłopaki w nieznanym kraju mogą co najwyżej szukać wiatru w polu. Już mają zrezygnować, gdy ich wzrok pada na wielkoformatową reklamę, na której widzą podobiznę Ani. Teraz trzeba tylko znaleźć kogoś, kto ma znajomości w branży reklamowej. Pomoże im pewien zbieg okoliczności.

Ta całkiem prosta historia oparta na zbiegach okoliczności i szczęśliwych trafach. Młody chłopak próbuje odnaleźć dziewczynę, w której się zakochał, choć tak naprawdę niewiele o niej wie. W związku z tym wciąż targają nim wątpliwości. A jeśli Ania nie jest singielką? A jeśli go nie zechce? A jeśli to, co się między nimi wydarzyło, uznała za wakacyjny romans, do którego nie ma powrotu? A jeśli tylko mu się zdawało, że Ania coś do niego czuje? A jeśli zrobi z siebie durnia pojawiając się bez zapowiedzi na progu jej domu? Na szczęście Gruby i pomagający mu Polacy nie mają takich rozterek i skutecznie aranżują przyszłe spotkanie.

Federico Moccia przeniósł akcję włoskiego romansu do Polski. Nicco i Gruby spędzają kilka dni w Warszawie, potem w Krakowie, a na końcu w Zakopanem. Wydaje mi się, że w ten sposób autor chciał podziękować swoim polskim. wiernym czytelniczkom. Poza tym ciekawie ogląda się kraj oczami Włochów, na przykład, kawa im nie smakuje, jednak polskie dziewczyny wydają się niezwykle apetyczne.

Nie jest to literatura wysokich lotów, świetnie się jednak sprawdzi na plaży, na hamaku, gdy upał osłabia i potrzebujemy lekkich, dowcipnych historii, które nas nie dobiją i nie zmęczą. Bardziej dla młodzieży niż dla dorosłych, bardziej dla dziewczyn niż chłopaków, choć i ci mogą się odnaleźć w tej historii, która opowiadana jest z punktu widzenia mężczyzny. Czyta się błyskawicznie, a opowieść jest nam bliska przez to, że dzieje się w Polsce. Może się skusicie?