Archiwa tagu: literatura włoska

Zamki z piasku, Alessandro Baricco

Czytelnik, 2006

Liczba stron: 273

„Zważywszy, że nie jesteśmy skarpetkami, ale ludźmi, naszym głównym celem nie jest to, by pozostać czystymi. Pragnienia to najważniejsza rzecz, jaką mamy, i nie można ich oszukiwać w nieskończoność.  (…) Robi się świństwo, a potem za nie płaci. I tylko to jest naprawdę ważne: żeby, gdy przyjdzie czas zapłacić, ktoś nie pomyślał o ucieczce i zapłacił z godnością. Tylko to jest ważne.”

Tak, właśnie. To książka o pragnieniach, także o tych mniejszych, ale przede wszystkim o tych wielkich, które pozornie są niemożliwe do zrealizowania. To powieść o ludziach z pasją, ludziach, którzy nie znają granic wyobraźni i wolą się sparzyć niż zrezygnować z marzeń.

Autor snuje luźno powiązane wątki, z których z biegiem czasu wyłania się magiczno-poetycka opowieść o mieszkańcach miasteczka Quinnipak. Historia sięga XIX wieku, początków kolei, przełomu w podróżowaniu, architekturze, obyczajach. Opowieści koncentrują się wokół posiadłości państwa Rail – właścicieli huty szkła. Pan Rail to prawdziwy oryginał, którego wciąż gna po świecie. Ze swoich podróży przywozi nie tylko rozmaite pomysły, ale także kilkuletniego syna oraz … lokomotywę. Po jej zakupie pan Rail ma już tylko jeden cel – wprawić maszynę w ruch, zbudować jej kilometry torów kolejowych.

W Quinnipak jest więcej takich oryginałów m.in Pekisch, który żyje dla muzyki, organizuje niesamowite występy muzyczne, konstruuje instrumenty, cały jest muzyką. Miejsce to przyciąga także innych marzycieli, w tym architekta skoncentrowanego na zrealizowaniu marzenia o szklanej budowli. Najbardziej niezwykłą postacią jest jednak żona Raila – Jun. Jej osoba wciąż mnie zaskakiwała i do końca pozostała tajemnicą.

Magiczna, bajkowa atmosfera oraz liczne eksperymenty w strukturze językowej i kompozycyjnej powieści nie każdemu przypadną do gustu. Mnie najmniej spodobał się rozdział kończący książkę – zupełnie niepotrzebny, odzierający powieść z poetyczności, praktycznie niepowiązany z pozostałymi wątkami. Mimo to „Zamki z piasku” sprawiły, że mam niezmierną ochotę zapoznać się z najbardziej znaną książką Baricco pt: „Jedwab”.

Na koniec jeszcze jeden cytat:

„Wydało mu się, że zapisać coś, to jakby wziąć to w posiadanie – złudzenie, ku któremu skłania się wcale niemała część ludzkości. Pomyślał o setkach stron zapisanych ciasno słowami i poczuł, że świat jest o wiele mniej straszny.”

Głos skrzypiec, Andrea Camilleri

Noir Sur Blanc, 2004

Liczba stron: 170

O mały włos nie zetknęłabym się z twórczością włoskiego autora powieści kryminalnych z komisarzem Montalbano. Albo zetknęłabym się znacznie później, co też byłoby stratą. Najpierw przeczytałam wygraną w konkursie powieść „Wycieczka do Tindari”, która to sprawiła, iż nazwisko Camilleri zostało zapamiętane, choć wcześniej nic mi nie mówiło. Od tamtej pory staram się od czasu do czasu odświeżyć swoją znajomość z komisarzem Salvo Montalbano i jego policjantami z komisariatu w Vigacie.

Tym razem zaczyna się od pecha – Montalbano jedzie na pogrzeb służbowym samochodem, jego kierowca doprowadza do stłuczki – uszkadzają samochód zaparkowany przy dojeździe do willi. Zatykają za wycieraczkę numer kontaktowy i jadą dalej, ponieważ nikt nie wychodzi z domu. Kierowany dziwnymi przeczuciami komisarz postanawia sprawdzić dlaczego właściciel auta nie zgłasza się na komisariat. W willi odkrywa zwłoki nagiej młodej kobiety. Potem wydarzenia następują szybko jedno po drugim. Sprawa zostaje odebrana posterunkowi w Vigacie, ale po kilku dniach Montalbano znowu dostaje polecienie kontynuowania śledztwa. Policjanci odkrywają coraz to nowe fakty z życia zamordowanej, a Montalbano zaprzyjaźnia się z jej przyjaciółką.

„Głos skrzypiec” to nie tylko sprawa kryminalna, to także obraz społeczeństwa włoskiej prowincji – próby zatuszowania kardynalnych błędów w śledztwie podejmowane są  na wysokich stanowiskach, porachunki między mafią a kwesturą mogą doprowadzić do poważnego kryzysu, bohaterowie zjadają dużo dobrego jedzenia, na codzień oglądają piękne krajobrazy sycylijskie. Montalbano nie żyje tylko pracą – autor konsekwentnie wraca w powieściach do skomplikowanego związku Montalbano i Livii, podkreśla też znaczenie przyjaźni i zaufania wśród vigackich policjantów. Mnie zawsze najbardziej urzeka kontrast pomiędzy prawym i moralnie nieskazitelnym Montalbano a językiem, jakim się posługuje. Montalbano soczyście klnie, rozstawia swoich współpracowników po kątach, nie boi się ani mocnych słów, ani zdecydowanych działań.

Póki rekin śpi, Milena Agus

Wydawnictwo WAB, 2009

Liczba stron: 179

Ta krótka opowieść jest tak przesycona bólem i smutkiem, że po jej przeczytaniu odczułam ulgę, że to już koniec. Opowiadana przez młodą dziewczynę historia jej rodziny o pięknym nazwisku Sevilla Mendoza, toczy się wartko, ale sprowadza na czytelnika coraz to nowe ciosy.

Rodzice narratorki to zupełnie niedobrana para, aczkolwiek wszystko wskazuje na to, że się kochają. Brakuje jednak namiętności, iskry, szaleństwa. Ojciec dba o zabezpieczenie materialne rodziny, pozwala matce na rozwój artystyczny, jednak notorycznie ją zdradza, wciąż jest nieobecny, ponieważ jego misją życiową jest pomaganie innym w odległych zakątkach świata. Matka to kobieta eteryczna, przewrażliwiona, stąpająca kilka centymetrów nad ziemią. Nie umie żyć we wpółczesnym świecie, wycofuje się i zajmuje malowaniem obrazów. Swoją prawdziwą miłość odnajduje o wiele za późno. Młodszy brat narratorki jest podobny do matki – wrażliwy, uzdolniony myzycznie, wybiera żmudne ćwiczenia na instrumencie, odrzucając trudną do zaakceptowania rzeczywistość. Najbarwniejszą postacią jest młodsza siostra matki narratorki – szukająca miłości, sypiająca z wieloma mężczyznami, wielokrotnie zraniona przez facetów, silna kobieta, która potrafi lepiej niż rodzice zaopiekować się swoimi siostrzeńcami.

Wreszcie sama narratorka, nastoletnia dziewczyna zagubiona w świecie bez właściwych wzorców, świetna obserwatorka. Podobnie jak inni szuka miłości. Znajduje tylko jej namiastkę, gdy wchodzi w wyniszczający ją psychicznie i fizycznie związek z żonatym mężczyzną o skłonnościach sado-masochistycznych. Jej kolejny związek z „weterynarzem” pokazuje jej czym może być prawdziwa namiętność, czułość i oddanie. Jednak tak jak wszystko w tej książce i ta miłość kończy się nagle i pozostawia tragiczne w skutkach konsekwencje.

Czytanie tej opowieści to jak grzebanie w cudzych sekretach, poznawanie życia od tej gorszej strony. Autorka pokazuje, że w życiu nie może być łatwo. Uczucia, które wydają się być prawdziwe, które członkowie rodziny uznają za ważne, w konsekwecji ranią ich i pozostawiają po sobie pustkę. Wielokrotnie autorka dowodzi, że gdy zanurzymy się w miłości po czubek głowy, tracimy świadomość na skutek uduszenia. Nic nie jest stałe, a prawdziwa miłość przychodzi wtedy, gdy nie ma sposobu na to, by ją przyjąć i nie poranić śmiertelnie innych. Narratorka nie neguje szczęścia, zdaje sobie sprawę, że można być szczęśliwym, ale aby osiągnąć ten stan trzeba przechytrzyć los. Porównuje stan w jakim znajduje się ona i jej bliscy do przebywania w okropnym brzuchu groźnego rekina. Aby się wydostać z jego paszczy trzeba poczekać i wykorzystać moment nieuwagi, gdy rekin śpi. Komu się uda wypłynąć z paszczy odnajdzie szczęście.

Tak jak wspominałam we wstępie, odczułam ulgę zamykając książkę. Cieszyłam się, że to już koniec, że już więcej nikt nie będzie cierpiał, że może jednak wszystko się ułoży, ponieważ ostatni rozdział przy odrobinie dobrej woli możnaby nazwać optymistycznym. Z drugiej strony, Milena Agus pisze w sposób hipnotyzujący, pochaniający bez reszty, sprawia, że nie sposób przestać czytać dopóki nie dotrze się do końca tej historii, mimo tego, że prawie fizycznie odczuwa się ból istnienia opisany na kartach powieści.

Filozofia frywolna, Umberto Eco

Znany filozof, znawca sztuki, felietonista, Umberto Eco w nieco innej, bo humorystycznej odsłonie, wypada średnio.

Autor prezentuje postaci znanych filozofów oraz głównych nurtów filozofii w formie, z założenia, śmiesznych rymowanek. Tylko, że one mnie za bardzo nie śmieszą. Brakuje mi wiedzy z tej dziedziny, by ogarnąć wszystkie niuanse. Może jako ekspresowa ściąga dla studentów zaliczających egzamin z filozofii, by się nadały. Autor zaczął je bowiem pisać jako student na wykładach z filozofii, aby nadać trochę życia poważnemu przedmiotowi i pomóc sobie i innym szybciej skojarzyć fakty. Oprócz wierszy w książce znajdują się zabawne rysunki, od których zaczęła się w u studenta Eco zabawa filozofią.

Fragment, który bliski jest molom książkowym dotyczy filozofujących pisarzy związanych z nurtem egzystencjalnym:

„Albo ten na zamku Kafka,

którego wciąż dręczy czkawka

przed tajemniczym procesem,

który przegrywa z kretesem

(w tym bogatym materiale,

kim jest K, nie wiemy wcale)”

„Co zaś do Sartre’a, pisarza,

filozofa, kobieciarza,

był nieszczęśliwą osobą,

bo kłócił się sam ze sobą.”