Archiwa tagu: o sztuce

Banksy. Nie ma jak w domu, Steve Wright

Sine Qua Non, 2011

Liczba stron: 112

„W graffiti właśnie o to chodzi, o kreatywny, pokojowy protest. Chodzi o jedną osobę, która jest w stanie coś zmienić. (…) Banksy odniósł sukces jako interwencjonista, a jego wyczucie miejsca i sytuacji jest genialne. ” (cytat z książki)

Najbardziej znany grafficiarz na świecie – Banksy. Znany a nieznany. Popularny, a nie szczerzy się z pierwszych stron gazet, nie mądrzy się w telewizji. Co ma do przekazania, przekazuje wprost na ulicy. Na czym polega fenomen Banksego? Autor przepytuje jego znajomych, sięga do publikacji sygnowanych nazwiskiem artysty, wreszcie rozmawia z nim samym. Zastanawia się również dlaczego Bristol stał się „stolicą” brytyjskiego graffiti.

Czym wśród innych grafficiarzy wyróżnia się Banksy? Przede wszystkim tym, że korzysta głównie z szablonów. Ponadto jego wrzuty komentują bieżące sprawy kraju. Jest dowcipny, a jego ironia jest powszechnie rozumiana, pod każdą długością geograficzną. Operuje obrazami, jest oszczędny w kolorach. Niektórzy grafficiarze z Bristolu zarzucają mu, że żeby się wypromować wyjechał do Londynu. Inni z kolei zarzucają Londyńczykom, że żeby zauważyli wartościową sztukę, trzeba im było podstawić ją pod nos.

Jakkolwiek by nie było, Banksy osiągnął rozgłos, a co za tym idzie również sukces finansowy. Sygnowane przez niego prace sprzedają się za setki tysięcy funtów; sama Angelina Jolie zostawiła ponad 200 tys. na jednej z aukcji. Wright dotarł również do znawców sztuki, którzy zgodnie twierdzą, że ceny prac Banksego mogą być przejściowe i dopiero czas zweryfikuje czy utrzymają się na tym poziomie. Banksy jest modny – do tego stopnia, że w Bristolu wzrosły ceny nieruchomości, na których widnieje jego graffiti. Władze miasta usuwają malunki innych grafficiarzy, oszczędzając te sygnowane przez Banksego. Pracownicy kolei przeszkolili swoje służby porządkowe, aby umieli rozpoznać i oszczędzić wrzuty Banksego.

Po lekturze stawiam sobie pytania: Czy Banksy się skomercjalizował? Czy stał się taki jak ci, z których szydzi? Naprawdę trudno udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi. Są bowiem pewne przesłanki świadczące o tym, że Banksy wciąż jest wierny ideałom ulicy, choć jego talent, kreatywność i wrażliwość wykraczają znacznie poza możliwości przeciętnego grafficiarza. Jakie to przesłanki? Odkryjcie je sami, czytając tę lub inną książkę o tym artyście. Polecam także rozdziały opisujące brawurowe akcje w największych muzeach i galeriach.

Czego mi zabrakło? Wśród wielu barwnych fotografii brakuje tych najbardziej wymownych z muru w Palestynie. Mało miejsca poświęcono reakcjom zwykłych ludzi (nie grafficiarzy, nie znawców sztuki, nie znajomych Banksego) na pojawiające się w różnych miejscach świata wrzuty artysty. Według mnie, za dużo miejsca poświęcono bristolskiej scenie artystycznej. Rozdziały rozpoczynające książkę aż kipią od nazwisk i ksywek zupełnie nieznanych mi artystów, tak jakby autor chciał uhonorować wielu innych, mniej znanych grafficiarzy. A może wahał się czy pisać bardziej o Bristolu czy bardziej o Banksym.? Strona po stronie książka robi się lepsza, choć wiele tematów, o których ja chętnie bym poczytała, ledwie sygnalizuje.

Jestem ciekawa czy zapowiadana jeszcze na ten rok książka rozwija te potraktowane skrótowo tematy i czy wydana jest równie ładnie jak „Nie ma jak w domu.”

Nie widać nic. Opowiadanie obrazów, Daniel Arasse

DodoEditor, 2012

Liczba stron: 167

Naczytałam się ostatnio tyle kryminałów, że musiałam dać sobie odpocząć. Pragnęłam poszukać książki umiejscowionej na drugim biegunie wrażliwości. Swoim wyborem trafiłam w dziesiątkę. Bo „Nie widać nic” wciąga jak powieść sensacyjna, ale pozostawia po sobie spokój i wyciszenie.

Daniel Arasse, historyk sztuki opowiada obrazy. Nie są to jednak typowe wykłady o sztuce. Formy opowiadania o działach sztuki są różne – od listu do kobiety, poprzez zapis „głośnego myślenia”, aż po dialog z innym ekspertem. Czym wyróżniają się jego interpretacje? Wszystkim! Arasse odrzuca ikonografię i opisuje to, co widzi. A to, co widzi, często bardzo odbiega od tego, czego od lat uczą nas inni historycy sztuki. A jakie dzieła mamy na tapecie?

1. Mars i Wenus zaskoczeni przez Wulkana – Tintoretto – Arasse zastanawia się co właściwie zobaczył Wulkan. Czy rzeczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że Mars ukrywa się pod stołem? Okrywa czy odkrywa swoją żonę? Dlaczego ignoruje ujadającego psa? I jakie znaczenie ma lustro umieszczone w takim dziwnym miejscu?

2. Zwiastowanie – Francesco del Cossa – o co właściwie chodzi z tym gigantycznym ślimakiem umieszczonym na pierwszym planie sceny zwiastowania? Czy ślimak jest symbolem, czy może środkiem do uzyskania jakiegoś efektu artystycznego?

3. Pokłon trzech króli – Bruegel’a z 1564 roku – Tutaj posłużę się cytatem z książki: „dlaczego właśnie czarnemu królowi przeznaczył Bruegel rolę emisariusza naszego spojrzenia na obrazie?” Przy okazji Aresse pyta: w co i dlaczego właśnie tam, wpatruje się klęczący przed Jezusem król? Tak, tak – udziela odpowiedzi na te pytania.

4. Wenus z Urbino – Tycjana – czym, o ile w ogóle, Wenus Tycjana różni się od współczesnych pin-up girls? O co chodzi w jej spojrzeniu i geście lewej ręki? I gdzie ona właściwie leży? Jaka jest rola służącej w kufrze?

5. Las Meninas – Diego Velazqueza – pewnie sądzicie, że wszystko, co można było powiedzieć o tym obrazie, zostało już powiedziane i zapisane. Otóż, Aresse potrafi z niego wyciągnąć jeszcze nie jedno. Na przykład, spróbujcie się zastanowić dlaczego pies na obrazie śpi?

Książka to jednak znacznie więcej niż moje przykłady. Aresse stawia trudne pytania i stara się na nie odpowiedzieć najlepiej jak potrafi. A potrafi sporo. Nie upiera się jednak przy jednej interpretacji – podkreśla często, że każdy zobaczy w dziele sztuki coś innego, pod warunkiem, że poświęci mu trochę czasu i odrzuci sporą część ikonografii. Nie jest to jednak dzieło naukowe, bo autor zrezygnował z przypisów. Przytaczając wypowiedzi innych ekspertów czasem podaje źródło, a czasem pisze, że nie chce mu się sprawdzać. Bo przecież nie źródło jest najważniejsze w odbiorze sztuki – ważne jest to, co my widzimy i jak na nas oddziałuje dany obraz.

Po prostu muszę napisać jeszcze kilka słów o jakości wydania książki. Dostajemy ją wydrukowaną na grubym (nie kredowym) papierze, z dużą liczbą kolorowych reprodukcji w środku. Część z nich wydrukowana jest na dwóch stronach, ale są i mniejsze – przedstawiające omawiany fragment obrazu w przybliżeniu.

Uwielbiam tę książkę – przede wszystkim za wspaniałą podróż w krainę sztuki i zachęcanie czytelnika do odwagi w interpretacji malarstwa.

Chomik Wincent i świat sztuki (S. Wyspiański), A. Chudzik & I. Marcinek

Bosz, 2012

Liczba stron: 48

To pierwsza z serii książeczek dla dzieci mających na celu przybliżać im sztukę. Bohaterem tej odsłony jest Stanisław Wyspiański. Opowiada o nim chomik Wincent, świetnie orientujący się w historii sztuki, z racji tego, że mieszka w sali wykładowej ASP. To, czego się tam nasłuchał jest podstawą do snucia historii o życiu i twórczości malarza i pisarza.

Mamy więc Kraków, krótką biografię artysty, przykłady jego rysunków oraz innych dzieł – witraży, polichromii z kościołów Mariackiego i Franciszkanów. Przy okazji omawiania różnych technik, chomik zachęca młodych czytelników do wykonywania zadań – kolorowania, wykonania witraża wg instrukcji i innych prac plastycznych. Na końcu książki jest również quiz sprawdzający zrozumienie i pamięć czytelnika.

Mój prawie, że gimnazjalista – syn, również chętnie przeczytał książeczkę, chociaż wiekowo wyrasta już ponad normę przewidzianą przez autorki i wydawcę. Oczywiście nie garnął się do wykonywania prac plastycznych, ale gdyby był młodszy, to też nie udałoby się go do nich namówić.

Mnie podobało się to, że autorki nie traktują młodego czytelnika jak małego ignoranta, podają i wyjaśniają trudniejsze hasła, ale nie wytykają niewiedzy. Język książki jest przystępny. Dobrym pomysłem jest wskazanie miejsc, w których można obejrzeć dzieła artysty. Odniosłam jednak wrażenie, że odbiorcą docelowym jest mały Krakus, bo wskazuje się głównie na to miasto. Na końcu książki dowiadujemy się, że Muzeum Narodowe w Krakowie przyczyniło się do powstania tej pozycji, i wszystko jest już jasne.

Naszła mnie jeszcze jedna myśl – co by było gdybym miała dzieciaka, zapalonego plastyka, który musi od razu wykonać zadania plastyczne? Z kolorowaniem nie ma problemu, bo kredki w domu są. Gorzej z pastelami i kolorowymi bibułami. Dlatego dobrze byłoby dodać w widocznym miejscu listę zakupów uzupełniających do książki, aby początkujący artysta mógł od razu przystąpić do pracy i nie czekać aż mama w weekend skoczy do marketu na zakupy. Przez ten czas to i dorosły straciłby zapał…