Archiwa tagu: popularnonaukowa

Ciało. Instrukcja dla użytkownika, Bill Bryson

Zysk i S-ka, 2019

Tłumaczenie: Aleksander Wojciechowski

Tekst powstał we współpracy z Virtualo.

Na początek zagadka:

Co to jest? Każdy je ma, a ono ma każdego z nas. Jest cudowną machiną, która działa nieprzerwanie od poczęcia do śmierci. Rzadko się nim zajmujemy – najwięcej uwagi poświęcamy mu, gdy zaczyna szwankować?

Ciało!

Bill Bryson w swojej ciekawej, przystępnie napisanej i okraszonej dużą dawką humoru książce popularnonaukowej opisuje je z dużą dokładnością i zajmuje się wyjaśnianiem jego cudownej natury oraz kroków milowych w medycynie, które pomogły nam zrozumieć działanie ludzkiego ciała. Odkrycia medyczne natomiast dały możliwość naprawy tego, co w nim się psuje. Autor przechodzi od tego, co na zewnątrz (skóry i włosów) do tego, co mamy w środku (mózgu, trzewi, serca, płuc itd.), zamieszcza również rozdziały dotyczące takich spraw jak: sen, choroby, śmierć.

Czy wiedzieliście, że:

Pozbywamy się swojej skóry dość rozrzutnie i niedbale: jakieś 25 tysięcy płatków na minutę, ponad milion sztuk na godzinę. Przejedź palcem po zakurzonej półce, a w znacznej mierze oczyścisz ją za pomocą fragmentów swojego poprzedniego „ja”. Bezszelestnie i bezlitośnie zmieniamy się w pył.

Bryson słynie nie tylko z błyskotliwych metafor, lecz także z rzetelnego podejścia do faktów. Podczas pisania tej książki odbył wiele rozmów z naukowcami, m.in. Michaelem Kinchem, który z zaniepokojeniem opowiada o antybiotykoterapii.

Od lat 50. do lat 90. na amerykański rynek wprowadzano mniej niż trzy antybiotyki rocznie. Dziś jest to jeden antybiotyk na dwa lata. Wskaźnik wycofywania antybiotyków – dlatego, że już nie działają lub okazały się przestarzałe – jest dwukrotnie wyższy niż liczba nowości. (…) Arsenał leków, którymi mamy leczyć zakażenia bakteryjne, spada. Nic nie wskazuje na to, żeby udało się zahamować ten trend.

A dlaczego nie? Na to pytanie autor również odpowiada. Po prostu firmom farmaceutycznym nie opłaca się wymyślanie nowych antybiotyków, które muszą przejść długie i kosztowne badania przed wprowadzeniem na rynek. O wiele prościej jest produkować suplementy, które przynoszą ogromny zysk, a nie wymagają kosztownych licencji. Główka pracuje!

A pracuje, bo mieści się w niej mózg. Niezwykła machina, nie do końca poznana, owiana tajemnicą, którą naukowcy odkrywają mozolnie i kawałek po kawałku. Mózg pracuje przez całą dobę, zwykło się uważać, że jest dla nas dużym wysiłkiem energetycznym, ale spala zaledwie 400 kalorii dziennie i to…

W przeciwieństwie do innych części ciała mózg spala owe 400 kalorii w stałym tempie, niezależnie od tego, co robisz. Niestety, ciężka praca umysłowa nie pomoże ci schudnąć.

To druzgocząca wiadomość. Chyba nie tylko ja miałam nadzieję, że ślęczenie nad trudnymi tekstami pozwoli mi zjeść dodatkową czekoladkę. W schudnięciu nie pomoże również seks, bo:

według Davida Spiegelhaltera średnie zużycie energii podczas stosunku wynosi około 100 kalorii dla mężczyzn i 70 dla kobiet.

Jeśli jesteśmy przy przyjemnościach, to sprawdźmy, co Bryson ma do powiedzenia o tym, co lubię robić najbardziej. Co to jest? Spanie, oczywiście. Bardzo zaciekawił mnie fragment dotyczący snu, bo wyjaśnia pewne nurtujące mnie kwestie.

W nocy jesteśmy bardziej niespokojni, niż się większości z nas wydaje. Średnio przewracamy się lub znacząco zmieniamy pozycję 30 do 40 razy. Również budzimy się znacznie częściej, niż sądzimy. Łączny czas pobudzeń i krótkich przebudzeń w ciągu nocy może wynieść nawet 30 minut, choć tego nawet nie rejestrujemy.

Wiedzieliście, że tak się wiercicie w nocy? Mąż coś tam wspominał, że wierzgam, ale przekonuje mnie dopiero opinia naukowców, która wyjaśnia też dlaczego zazwyczaj budzę się niewyspana – na pewno brakuje mi tych 30 minut do pełnego wypoczynku!

„Ciało. Instrukcja dla użytkownika” to książka, o której można opowiadać bez końca, przytaczać cytaty, po jej przeczytaniu sypać w towarzystwie anegdotami i mało znanymi faktami jak z rękawa. Przede wszystkim jednak warto ją przeczytać dla siebie, do czego namawiam, bo jak mówi sam autor:

Całe życie spędzamy w jednym ciele, a jednak wielu z nas nie ma pojęcia, ani jak ono dokładnie działa, ani z czego się konkretnie składa. Ideą, która przyświecała mi podczas pisania książki, była próba zrozumienia tego niezwykłego i tajemniczego mechanizmu, jakim jest każdy z nas.

Ebooka kupicie na Virtualo pod tym LINKIEM.

Elon Musk. Co naprawdę myśli & Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania, Stephen Hawking

Znak Horyzont, 2019

Liczba stron: 256

Pod red.: Macieja Gablankowskiego

Te dwie książki trochę mnie zawiodły. Z różnych powodów.

Elon Musk uważany jest za wizjonera. Swoje umiejętności przewidywania przyszłości udowodnił już wielokrotnie, angażując się w przedsięwzięcia biznesowe, które przyniosły mu ogromne profity. W tej książce zebrano cytaty z jego wypowiedzi publikowanych w sieci i pogrupowano je tematycznie. W związku z tym, jest w niej dużo powtórzeń. I chociaż znalazłam tu kilka inspirujących myśli (widać zakładki na zdjęciu), to w ogólnym rozrachunku nie jestem zachwycona. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki o Musku, nie śledzę jego przedsięwzięć, orientuję się w nich bardzo ogólnikowo. Dlatego też wyjęte z kontekstu fragmenty wypowiedzi, pozbawione wyjaśnień i przypisów nie poszerzyły zbytnio mojej wiedzy. Musiałabym co chwila szukać artykułów w sieci, żeby doczytać na dany temat. Dlatego nie polecę jej tym, którzy mało wiedzą na temat działalności Elona Muska. To książka tylko dla wiernych fanów.

Zysk i S-ka, 2018

Liczba stron: 264

Tłumaczenie: Marek Krośniak

Trochę inaczej było z książką Stephena Hawkinga. Poruszane w niej tematy są bardzo ciekawe i miałam wielką ochotę poznać opinie wielkiego naukowca. I owszem, poznałam, dowiedziałam się m.in. jakie są najważniejsze kierunki rozwoju świata, ale za nic w świecie nie byłam w stanie zrozumieć szczegółów odpowiedzi na niektóre pytania. Moja wiedza z zakresu fizyki nie wykracza poza podstawówkę, więc długie opisy działania sił, cząsteczek i wzajemnych zależności jednych od drugich strasznie mnie przytłoczyły. Mam wrażenie, że najwięcej było tego w środkowej części książki, końcówka okazała się bardziej przystępna. Nie porzuciłam książki tylko dlatego, że w każdym rozdziale Hawking pokazywał swoje oblicze człowieka dowcipnego, rozumiejącego ludzkie słabości (także niedostatki wiedzy fizycznej) i przemycał do tekstu również fragmenty znane mi z jego autobiografii. Jestem przekonana, że więcej z książki wyniosą ci, którzy mają umysł ścisły, humanista dowie się sporo, ale nie będzie umiał przeprowadzić dowodu.

Życie w średniowiecznym zamku, Joseph Gies & Frances Gies

zamekZnak Horyzont, 2017

Liczba stron: 415

Tłumaczenie: Jakub Janik

Czytając o „Życiu w średniowiecznym zamku” spotkałam się z określeniem, że tytuł sugeruje najnudniejszą książkę na świecie. Znalazłam też informację na okładce, że George R. R. Martin inspirował się nią tworząc opisy i fabułę swojego najbardziej znanego cyklu pt: „Gra o tron”.  Mnie nie przeraził ten tytuł, bo autentycznie byłam ciekawa jak żyło się w tych zimnych, wysokich wnętrzach. I, jako że nie czytałam żadnej książki Martina ani nie oglądałam serialu, nie miałam żadnych narzuconych wyobrażeń.

Autorzy tej popularnonaukowej rozprawy o średniowieczu opierają się głównie na materiałach dotyczących konkretnego angielskiego zamku w Chepstow, choć oczywiście większość wniosków można rozciągnąć na inne powstałe w tym okresie warownie.  Na szczęście nie jest to tylko opis pomieszczeń i mieszkańców, lecz również opowieść o życiu w cieniu zamku, podległości jego właścicielowi, o chłopach, rycerzach i ich związkach z panem na warowni. Zaczyna się jednak od samej genezy powstawania dużych budowli pełniących funkcję obronną, a jednocześnie będących domem mieszkalnym dla ich właściciela, jego rodziny i służących. Poznajemy zajęcia pani i pana zamku, miejsce, gdzie ucztują i gdzie sypiają. Początkowo była to ta sama sala reprezentacyjna, w której przyjmowali gości i poddanych. Ciekawe jest to, jak z biegiem lat, właściciele coraz bardziej cenili sobie prywatność i zaczęli wycofywać się do komnat niedostępnych dla ogółu.

Poszczególne rozdziały opisują dzień na zamku oraz rok na zamku – widzimy codzienne zajęcia mieszkańców i święta. Możemy nawet zajrzeć w talerze i zobaczyć, co jedli średniowieczni władcy. Oczywiście większość mięsnych potraw musieli sobie upolować, a rozdział o zasadach związanych z polowaniem i ochroną zasobów leśnych przed kłusownikami jest naprawdę zajmujący i pokazuje, że ówczesnym władcom nieobca była ekologia (która wtedy jeszcze nie miała nazwy).

Na pewno nie jest to najnudniejsza książka na świecie, lecz również nie stanie się bestsellerem. Niektóre dygresje są niezbyt istotne, czasami czytanie się dłuży. Wiele informacji wypada z głowy zaraz po przełożeniu kartki. Jednak bez zmuszania się dotarłam do końca i odkryłam, że wydawca uzupełnił książkę o krótkie opisy polskich zamków, dla tych, którzy szczególnie zainteresowali się tematyką. Myślę, że „Życie w średniowiecznym zamku” najbardziej spodoba się tym, którzy czytają powieści osadzone w tym okresie historycznym i zastanawiają się, jak wyglądało bardziej przyziemne życie bohaterów, łącznie z tym, gdzie załatwiali swoje fizjologiczne potrzeby, co gotowali i skąd brali produkty żywnościowe.

W Dolinie Królów. Howard Carter i odkrycie grobowca Tutanchamona, Daniel Meyerson

w-dolinie-krolowPrószyński i S-ka, 2015

Liczba stron: 304

Tłumaczenie: Magda Witkowska

Zupełnie nie wiem skąd się u mnie bierze zainteresowanie pewnymi sprawami. Przychodzi znikąd i prowadzi mnie przez rzadko  odwiedzane zakamarki mojej biblioteczki. Tak było z historią odkrycia grobowca Tutanchamona. To przypadek, że akurat miałam tę książkę, bo zadowoliłaby mnie jakakolwiek opowieść o odkryciach archeologicznych w Egipcie.

Daniel Meyerson opowiada przede wszystkim o Carterze, a nie o jego odkryciu. Ten sławny archeolog bez wykształcenia nie miał łatwo. Zmuszony sytuacją finansową wyjechał na pierwsze wykopaliska jako nastolatek i zajmował się tam dokumentacją znalezisk. Najpierw je malował, następnie dostawał coraz bardziej odpowiedzialne zajęcia, w końcu sam zaczął szukać stanowisk do badań. Jako człowiek bez odpowiedniego pochodzenia wszędzie miał pod górkę, musiał pracować dla innych i nie był traktowany poważnie. Sytuację pogarszały jego maniery – grubiańskie zachowanie i język. Na swojej drodze napotkał ludzi, którzy pomogli mu w nauce wszystkiego, co niezbędne do prowadzenia prac archeologicznych, a także umożliwili wieloletnią działalność w Dolinie Królów, która już na początku XX wieku uważana była za całkowicie wyeksploatowaną. Carter udowodnił, że jest inaczej.

Mimo że książkę czyta się dobrze mimo braku wiedzy o starożytnym Egipcie, to po lekturze byłam trochę rozczarowana. Liczyłam bowiem, że autor skupi się na odkryciu grobowca Tutanchamona, opisze zgromadzone tam skarby, ich znaczenie, miejsce, do którego trafiły po wydobyciu spod ziemi, kontrowersje związane z prawną stroną przedsięwzięcia, procesy toczące się o prawa własności do skarbów itp. Owszem, autor o tym wspomina, ale tylko po łebkach i na marginesie. Tak jakby koniecznie już chciał zakończyć tę książkę. W ten sposób jedno z największych odkryć archeologicznych XX wieku zostało sprowadzone na punktu w życiorysie Howarda Cartera.

Nie odradzam lektury, ale radziłabym zrewidować swoje oczekiwania – to bardziej książka biograficzna o Howardzie Carterze niż opowieść o odnalezieniu grobowca Tutanchamona.

Dziki seks. Niesamowite, zaskakujące i absolutnie porażające fakty z życia intymnego zwierząt, Carin Bondar

dziki-seksZnak Literanova, 2017

Liczba stron: 368

Autorka tej publikacji jest naukowcem zajmującym się badaniem „seksu” zwierząt. W czasie urlopu macierzyńskiego zaczęła prowadzić stronę internetową, w której opisywała zdumiewające zwyczaje godowe zwierząt. Jej teksty szybko zyskały dużą popularność, co otworzyło jej drogę do rynku wydawniczego. Książka, którą otrzymujemy, składa się z trzech części opisujące kolejno: okres zalotów, sam akt seksualny, następstwa, czyli np. wychowanie potomstwa.

Gdyby kiedykolwiek przyszło Wam do głowy nazwanie jakiegoś zachowania seksualnego niezgodnym z naturą, powinniście się ugryźć w język. Nie ma czegoś takiego jak niezgodne z naturą. Przedstawiciele różnych gatunków zwierząt i owadów przerabiają różne scenariusze, o jakich nawet nam się nie śniło. Niewierność jest na porządku dziennym, dość często dochodzi do konsumpcji partnera po stosunku, zdarzają się gwałty (nawet międzygatunkowe), a nawet napastowanie „nieletnich”.  Sam akt seksualny to opowieść, która na tyle wariantów, że nie wiadomo od czego zacząć. Bo jak opisać seks ślimaków, które są obojniakami, a to, jaką rolę przyjmą zależy od ich… refleksu.

Nigdy nie interesowała mnie biologia, a to, czego mnie uczono w liceum zakrawało o pomstę do nieba, było nudne jak flaki z olejem i całkowicie nieprzydatne humaniście. Do tej pory pamiętam jak zakuwałam układy rozrodcze, trawienne i inne u ślimaków, żab i innych stworzeń. O człowieku nas nie uczyli. Nawet nie próbowano nas zainteresować jakimiś niesamowitymi faktami, czymś, co „spersonalizowałoby” tych właścicieli wszelkich układów. Natomiast autorka tej książki opowiada o obiektach swoich badań z taką pasją, wybiera tak niesamowite i ciekawe przykłady, że naprawdę trudno oderwać się od czytania. Nawet, gdy pisze o pająkach, których nienawidzę. Nawet, gdy pojawiają się jakieś fachowe terminy. Przyznam się, że w trakcie lektury opowiadałam mężowi najbardziej zaskakujące fakty z życia intymnego zwierząt, bo dokonane odkrycia wydawały mi się zbyt ważne, żeby zostawiać je tylko dla siebie. Gorąco polecam tę książkę tym, których skrzywdzono na biologii w szkole, i tym, którzy zainteresowali się przyrodą.