Archiwa tagu: przygodowa

Całodobowa księgarnia pana Penumbry, Robin Sloan

calodobowa ksiegarnia pana penumbryWydawnictwo Albatros, 2015

Liczba stron: 320

Marzycie o pracy w księgarni? Bohater tej książki niekoniecznie, ale skoro wreszcie udało mu się znaleźć pracę, podszedł do niej bardzo rzetelnie. Co z tego, że księgarnia pana Penumbry jest dziwna i podejrzana? Chociaż prawie nikt niczego w niej nie kupuje, otwarta jest przez całą dobę. Lokal, który zajmuje, jest wąski i bardzo wysoki. Na regałach z przodu sklepu stoi niewiele książek, na pewno nie ma tam bestsellerów. Za to z tyłu, w miejscu niedostępnym dla klientów, znajduje się mnóstwo tomów, po które trzeba się wspinać na drabinie. Ta część księgarni działa na zasadzie wypożyczalni i obsługuje wybrane grono klientów. Za każdym razem pracownik musi odnotować w rejestrze nie tylko tom, jaki został wypożyczony, ale również wygląd, strój, nastrój wypożyczającego.

Okazuje się, że księgarnia należy do tajnego stowarzyszenia, a jego członkowie od ponad 500 lat rozwiązują zagadki zaszyfrowane w książkach. Nowy pracownik Penumbry, nudząc się na nocnych zmianach, postanawia skomputeryzować rejestr. Z pomocą przychodzi mu Kat, programistka z Google’a. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice, pracują nad nimi już nie bibliofile, lecz komputerowi geniusze i najlepszy sprzęt, jaki wymyślono. Czy to się godzi? Czy można tak odrzucać tradycje?

„Całodobowa księgarnia pana Penumbry” to napisana lekkim językiem powieść o miłośnikach książek, którzy gotowi są poświęcić całe życie na wertowanie papierowych stron i szukanie ukrytego na nich kodu do szyfru. Autor zgrabnie łączy tradycję z nowoczesnością. Pokazuje, że można kochać książki i czytać je z elektronicznego czytnika nawet będąc księgarzem w podeszłym wieku. Ta przygodowa powieść na pewno przypadnie do gustu wielbicielom historii o zaszyfrowanych tajemnicach. Nie ma tu jednak scen mrożących krew w żyłach, są zabawne dialogi i liczne zwroty akcji. Polecam.

Anglicy na pokładzie, Matthew Kneale

Wiatr od Morza, 2014

Liczba stron: 523

Polskiej premierze tej książki towarzyszył spory rozgłos, bardziej związany z polityką wydawcy, niż z samą treścią powieści. Wydawca wpadł bowiem na pomysł, by powieść przetłumaczyło tylu tłumaczy, ilu jest narratorów w książce, a autor wyraził zgodę na to, by jego dzieło poddać translatorskiemu eksperymentowi. Teraz wiadomo już, że eksperyment wypadł pomyślnie.

Jest połowa XIX wieku. Natchniony, konserwatywny i niezbyt rozgarnięty pastor Wilson, pragnie przekonać niedowiarków i odnaleźć na Tasmanii ziemski ogród Eden. Z pomocą finansową zamożnego protektora organizuje wyprawę do tej odległej kolonii, znanej z wielkich obozów dla skazańców wysyłanych tam z Anglii. Wraz z nim do Tasmanii mają wyruszyć doktor medycyny oraz młody botanik. Panowie wynajmują w londyńskim porcie statek z załogą składającą się z kapitana Kewleya oraz grupy mieszkańców Wyspy Man. Podróżni nie wiedzą, że na antypody płyną statkiem wypełnionym ukrytą kontrabandą, upłynnienie której okazało się dla kapitana problemem i wpędziło go w niezłą kabałę, z której uratuje go tylko zniknięcie na jakiś czas z półkuli północnej.

Czytelnik śledzi akcję toczącą się dwutorowo – zmierzający na południe statek ze skłóconymi członkami ekspedycji religijno-naukowej oraz opowieść o dramatycznych wydarzeniach rozgrywających się na Tasmanii, widzianych oczami jednego z ostatnich aborygenów oraz białych kolonizatorów wyspy. To, co zaszło w ostatnich latach na Tasmanii nie ma nic wspólnego z rajem, którego poszukują Anglicy. Aborygen, Peevay, opowiada o losach swojego plemienia, które potraktowano z najwyższym okrucieństwem – zabijając wielu jego bliskich, przeganiając ich z miejsca na miejsce, a wreszcie trzymając w niewoli na małej wyspie, gdzie zapadali na przywleczone z Europy choroby.

W tej napisanej z rozmachem powieści zderzają się ze sobą dwa światy, które nie są w stanie się porozumieć, w związku z czym ten silniejszy, zurbanizowany i korzystający z udogodnień cywilizacyjnych, rozjeżdża świat aborygenów żyjących w zgodzie z naturą. Biali „zdobywcy”patrzą na aborygenów z góry, próbując ich „ucywilizować” i zagarnąć ich ziemie. Ponadto w tamtych czasach wielką popularność zaczynają zyskiwać wyssane z palca teorie o podłożu rasistowskim. Stosunek białych do coraz mniej licznych rodzimych mieszkańców wyspy jest protekcjonalny i podszyty hipokryzją. Choć takie postępowanie jest wstrętne i budzi moralny sprzeciw, to jednak nie dziwi. Czytelnik uodporniony jest na niegodziwość białych, którzy swoje uprzedzenia, nienawiść i zawiść rozciągają również na przedstawicieli swojej rasy. Ten, który z początku wydaje się najbardziej zdemoralizowany, okazuje się wrażliwym człowiekiem z sumieniem. Ci, którzy górują nad innymi za sprawą wychowania, edukacji i pozycji społecznej, wkrótce pokazują swoje prawdziwe oblicze.

To książka pełna zaskoczeń, zawierająca wiele zabawnych i kilka dramatycznych fragmentów. Jest połączeniem powieści przygodowej z fabularyzowanym reportażem o tragicznych losach rodzimej ludności w brytyjskiej kolonii. Czyta się ją doskonale również za sprawą wspomnianego we wstępnie przekładu. Polecam.

Wiking 1. Dziecko Odyna, Tim Severin (garść refleksji)

Anakonda, 2013

Liczba stron: 421

Z radością informuję, że właśnie ukazała się pierwsza część trylogii Wiking, pt: „Dziecko Odyna”. Jako że sama przełożyłam ją z angielskiego, nie będę podejmowała się recenzji, zdradzę jednak co nieco z fabuły, żeby namówić Was do sięgnięcia po tę powieść.

Dopóki nie przeczytałam serii Północna Droga Elżbiety Cherezińskiej, miałam bardzo mgliste pojęcie o czasach Wikingów, a ich kultura kojarzyła mi się stereotypowo – długie brody, długie łodzie, okrucieństwo i prymitywizm. Jak wiecie, jestem zauroczona Północną Drogą, bogactwem świata, jaki przedstawia i od zawsze namawiam wszystkich do lektury. Możecie się więc domyślić mojej radości z faktu, że przypadło mi w udziale tłumaczenie powieści o ludach północy.

„Dziecko Odyna” to kronika życia Thorgilsa Leifsona. Tom pierwszy, który mam przed sobą, opowiada i jego dzieciństwie i latach wkraczania w dorosłość. Śledzimy jego perypetie na tle losów osad założonych w Islandii, Grenlandii, u wybrzeży Ameryki oraz w Irlandii. Jako półsierota, odrzucona przez ojca, chłopak tuła się od portu do portu, poznając na swej drodze wielu ciekawych ludzi, biorąc udział w bitwach, ucząc się niemal zapomnianych już Starych Obyczajów, zgłębia pismo runiczne, sposoby wróżenia i przepowiadania przyszłości. Pełne życia opisy przygód chłopca powstały w oparciu o dawne legendy i fakty historyczne. Tim Severin dołożył starań, aby odtworzyć świat Wikingów i ich współczesnych, zauważalna jest dbałość o szczegóły, te dotyczące wiedzy o wydarzeniach historycznych, jak i opisy codziennych zajęć ludzi średniowiecza. A przy tym jest to wciągająca książka przygodowa ze szczyptą magii.

Praca nad przekładem tej książki sprawiła mi wiele radości i wierzę, że jej lektura będzie dla Was przyjemnością. Radzę się pospieszyć z czytaniem, ponieważ na grudzień planowana jest kontynuacja, czyli „Brat krwi”, nad którym obecnie pracuję.

Odmieniec, Philippa Gregory

Egmont, 2013

Liczba stron: 288

Nie czytałam żadnej powieści Philippy Gregory adresowanej dla dorosłego czytelnika. Zniechęca mnie ich objętość – nie umiem porzucić raz rozpoczętej książki i zawsze obawiam się, że w razie gdyby mi się nie spodobało, będę się męczyć przez 600-700 stron. Na początek znajomości z autorką wybrałam więc coś cieńszego i skierowanego do młodszego czytelnika.

Jest XV wiek. Nastoletni Luca – nowicjusz – zostaje wybrany przez samego papieża Mikołaja V do przeprowadzenia ważnych misji w terenie. Chłopak wyrusza w towarzystwie skryby oraz służącego i wiernego przyjaciela. Nie zna celu swojej podróży i o jej kolejnych etapach dowiaduje się z listów od swoich przełożonych.

Równolegle śledzimy dramat jego rówieśnicy – Izoldy. Dziewczyna jest córką bogatego rycerza i księcia, przez ojca traktowana jest na równi ze swoim bratem – ojciec daje jej dużo wolności. Niestety, śmierć ojca kładzie kres tej sielance. Zgodnie z  jego ostatnią wolą dziewczyna trafia do klasztoru i zostaje ksienią. Brat Izoldy przejmuje wszystkie rodzinne dobra.

Od momentu wstąpienia Izoldy do klasztoru, zaczynają się tam dziać różne niesamowite rzeczy. Siostry lunatykują, w amoku próbują ucieczki, na ich dłoniach pojawiają się stygmaty. Siostry podejrzewają, że niepokojące wydarzenia związane są z niedoświadczeniem młodej ksieni oraz faktem, że wstąpiła do klasztoru nie mając powołania. Luca i jego towarzysze przybywają na miejsce, żeby zbadać sprawę i oddzielić czyny ludzkie od czarnej magii i interwencji szatana.

Nie jest to jedyna sprawa „kryminalna”, którą w tej powieści (podobno pierwszej z dłuższego cyklu) rozwiązuje młody bohater-inkwizytor. Zaliczyłabym ją do czytadeł, bo czyta się to wszystko dobrze, lekko, przyjemnie i z dużym zainteresowaniem. To typowa książka przygodowa, nie jest to ani paranormal, ani urban fantasy. Brak w niej wampirów (hura!), a wszystkie zagadki udaje się wyjaśnić w sposób logiczny. Akcja powieści toczy się w XV wieku, ale historii w książce mamy tyle co nic, więc jeśli ktoś nastawia się na to, że P. Gregory napisała powieść historyczną dla młodzieży, może się okrutnie rozczarować. Na pewno jednak nie zawiodą się ci, którzy szukają rozrywki, ciekawych przygód, szybkiej akcji i oryginalnych bohaterów.

Gambit turecki, Borys Akunin

Świat Książki, 2012

Czas nagrania: 7 godz. 35 min. Czyta Krzysztof Gosztyła

Liczba stron: 200

Postanowiłam wysłuchać tych części cyklu o Fandorinie, które doczekały się realizacji w formie audiobooka. „Gambit turecki” jest drugą odsłoną przygód młodego radcy tytularnego, który po osobistej tragedii wyrusza na front wojenny, aby zatrzeć złe wspomnienia i zająć umysł czymś innym niż rozpamiętywanie. Jednak to nie on jest głównym bohaterem tej książki.

Młoda, postępowa Warwara Suworow wyrusza na spotkanie ze swoim narzeczonym. Przedziera się do sztabu wojsk rosyjskich w przebraniu. Romantyczna wyprawa o mały włos nie kończy się dla Warii tragicznie, a dziewczyna wychodzi z opresji obronną ręką dzięki wstawiennictwu i pomocy Erasta Fandorina. Pojawienie się Fandorina w sztabie niesie za sobą konsekwencje – radca tytularny przyjmuje kolejną tajną misję. Ma odnaleźć szpiega w oddziałach rosyjskich oraz pomóc zdemaskować znanego z „Azazela” doradcę władcy tureckiego. Warwara, na skutek różnych zbiegów okoliczności, zostaje sekretarką Fandorina i to o jej przygodach możemy posłuchać / poczytać w „Gambicie tureckim,” ponieważ radca trzyma się cały czas na uboczu i tylko od czasu do czasu rzuca trafne uwagi lub komentarze.

Dużo w tej powieści intryg wojskowych oraz szeroko pojętych planów batalistycznych. Chwilami myśli uciekały mi w innym kierunku i przestawałam śledzić treść. Wracałam i odsłuchiwałam te rozdziały ponownie z niewiele lepszym skutkiem. To chyba najsłabsza powieść Akunina jaką poznałam. Mocno przegadana, rozciągnięta, z rozmytą akcją. Bardziej kwalifikuje się pod powieść przygodową niż kryminalną.

Odniosłam wrażenie, że Akunin na tym etapie nie wiedział jeszcze co zrobić z Fandorinem. „Gambit turecki” jest taką powieścią, która dała autorowi czas na zastanowienie się co dalej począć z radcą tytularnym, który tak bardzo zasłużył się Rosji w „Azazelu.” Zastanawiam się jeszcze czy nie oceniłabym książki lepiej, gdybym sama ją sobie przeczytała. Wiadomo, 200 stron to lektura na jeden wieczór – 7 godzin nagrania słucha się kilka dni, więc pewne sprawy mogą umknąć, rozjechać się, a nawet znudzić (tak jak niektóre rozmowy o strategii postępowania Rosji).

O lektorze – cały czas bardzo dobry i już mi się zrósł z Fandorinem 🙂