Archiwa tagu: reportaż

Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej, Cezary Łazarewicz

Czarne, 2018

Liczba stron: 240

To nie jest moje pierwsze zetknięcie z tajemnicą sprawy Gorgonowej. Zagadka śmierci Lusi Zarembianki intrygowała wielu twórców i pojawiła się w kilku książkach, a także w filmie Janusza Majewskiego z 1977 roku. Film widziałam jako dziecko, z opisami zbrodni zetknęłam się wielokrotnie podczas różnych lektur. W związku z tym opis tego, co zdarzyło się grudniowej nocy 1931 roku w Brzuchowicach nie był dla mnie nowością. Intrygowało mnie natomiast czy oskarżona o morderstwo rzeczywiście je popełniła i co stało się Gorgonową po opuszczeniu więzienia.

Cezary Łazarewicz odtwarza przebieg zdarzeń na podstawie zachowanych akt sprawy oraz artykułów prasowych. W 1932 roku cała Polska żyła procesem oskarżonej i przedstawiciele prasy brali udział w posiedzeniach sądu – niektóre gazety protokołowały przebieg rozpraw dokładniej niż sądowi protokolanci. Autor jest skrupulatny, bada wszystkie wątki, konsultuje się z prawnikami w celu sprawdzenia wiarygodności aktu oskarżenia oraz przebiegu procesu. Co więcej, ustala również, że współczesna medycyna mogłaby pomóc w rozwianiu wątpliwości co do winy Gorgonowej, gdyby udało odnaleźć się dowody. Wobec tego reporter rusza na poszukiwanie dowodów oraz żyjących świadków, osób, które znały skazaną. Udaje mu się dotrzeć m.in. do jej dwóch córek. Te spotkania są ważne, ale wciąż nie odpowiadają na najważniejsze pytanie – czy Gorgonowa zabiła swoją podopieczną?

Autor podjął się jeszcze jednego karkołomnego zadania – próbował zrekonstruować losy Gorgonowej po opuszczeniu więzienia w 1939 roku. Nie było to łatwe, ponieważ jej uwolnienie zbiegło się z wybuchem wojny, ludzie zajmowali się swoimi sprawami i nikt nie miał głowy do przejmowania się losem jakiejś więźniarki. Jednak to, czego Łazarewicz się dowiedział i to, co ustalił, to najsilniejszy punkt tej książki. Aż osłupiałam czytając ten fragment. To było naprawdę mocne.

Dla osoby, która już wcześniej znała ustalenia i czytała o zbrodni, większa część książki nie zawiera rewelacji. Wydaje mi się, że w opisie przebiegu zbrodni zabrakło pewnych szczegółów, o których mówiono później podczas procesu. Tak jakby autor zapomniał napisać o jednym (istotnym) dowodzie. Niemniej jednak uważam, że czytelnicy, którzy dotąd nie zetknęli się ze sprawą Gorgonowej na pewno przeczytają o tajemnicy dworku w Brzuchowicach z dużym zainteresowaniem. Tym bardziej, że Łazarewicz porusza kwestie społeczne i szokujące w owych czasach „niemoralne” zachowanie osób zamieszanych w sprawę. Wspomina, że feministyczne dziennikarki nieustanie brały stronę Gorgonowej, broniąc ją przed opinią publiczną reprezentowaną przez matrony oraz ławą przysięgłych, na której zasiadali sami mężczyźni, głównie emerytowani urzędnicy państwowi. Z jednej strony ich zaangażowanie wydaje się usprawiedliwione, z drugiej istnieje podejrzenie, że dziennikarki niedostatecznie zagłębiły się w zawiłości sprawy i skupiły na warstwie obyczajowej, która stawiała oskarżoną w bardzo złym świetle.

Na pewno jest to książka, którą warto przeczytać, niezależnie od tego, czy znacie film i inne książkowe opisy tej zbrodni i procesu. Łazarewicz dokonał tego, czego nie udało się nikomu przed nim i rozwikłał większość wątpliwości, więc jest to dobry powód, żeby sięgnąć po „Koronkową robotę”.

Zaginione miasto Z, David Grann

WAB, 2018

Liczba stron: 448

Tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska

Aż trudno w to uwierzyć, że na początku XX wieku wciąż były białe plamy na mapie świata. Wiele z nich znajdowało się w Ameryce Południowej, a największą zagadką były amazońskie dżungle. Gdy trochę przeminął szał na ekspedycje polarne, podróżnicy wzięli się za wyprawy w tropiki.  Panowała tam spora konkurencja, a poszczególne wyprawy strzegły swoich sekretów. Jednym z najbardziej tajemniczych eksploratorów dżungli był Percy Fawcett, brytyjski wojskowy, oficer artylerii, który w pewnym momencie swojego życia postanowił zrobić coś niezwykłego.

Fawcett był dobrze przygotowany do podróży do Amazonii, znał się na przyrządach i miał niezwykłą odporność. Jako jeden z nielicznych, być może jedyny, posługiwał się narzeczami plemion zamieszkujących dorzecza Amazonki. Umiał się odpowiednio zachować i zjednywał sobie przychylność tubylców,  zwykle niezbyt przyjaźnie nastawionych do białych, którzy kojarzyli im się z bezsensowną przemocą. Po kilku podróżach w głąb dżungli Fawcett zapragnął odnaleźć miasto ze świątynią, które nazywał miastem Z. By nikt go nie ubiegł, zacierał za sobą ślady, nie podawał żadnych współrzędnych, a na wyprawę zabrał tylko najstarszego syna i jego przyjaciela. Niestety, nie są znane losy tej wyprawy, a tajemnica zaginięcia Fawcetta wciąż nurtuje poszukiwaczy. Jego tropem ruszyło wielu podróżników, wielu nie wróciło już z dżungli. David Grann zapragnął sprawdzić, co mogło stać się z podróżnikami i czy udało im się odnaleźć miasto Z. Zanim dotarł do Amazonii, przeprowadził śledztwo w archiwach i dotarł do potomków sławnego podróżnika.

Ależ to się świetnie czyta! Grann odwalił dużo mozolnej, nudnej papierkowej roboty i to, czego się dowiedział opisał w sposób nie tylko znośny, lecz wręcz fascynujący. Poznajemy osobowość Percy’ego Fawcetta, widzimy zmiany, jakie zachodzą w tym mało znaczącym oficerze, gdy postanawia stać się podróżnikiem, obserwujemy również jego relacje z innymi i najbliższą rodziną. Zaczynamy rozumieć jego obsesję na punkcie Amazonii, tam człowiek, zwłaszcza człowiek epoki wiktoriańskiej, może wreszcie być sobą, poluzować krawat i zdjąć białą koszulę. Do przodu gnało go nie tylko pragnienie odnalezienia Eldorado z jego legendarnymi bogactwami, lecz także nadzieja na zapisanie się w historii, Opisy trudów amazońskich ekspedycji oraz wyborów, jakie musiał podejmować przywódca grupy pozostaną długo w mej pamięci. Dawno żadna książka mnie tak nie zaciekawiła. I dawno nie dałam żadnej książce tak wysokiej oceny.

Ekspedycja. Historia mojej miłości, Bea Uusma

Marginesy, 2017

Liczba stron: 320

Tłumaczenie: Justyna Czechowska

Ta książka jest piękna. Wystarczy na nią spojrzeć, wziąć do rąk i przekartkować – mnóstwo zdjęć, grafik, tabele, strony w różnych kolorach według pewnego klucza, który podczas czytania staje się oczywisty. Ta książka jest piękna, bo jest pięknie napisana i opowiada niesamowicie ciekawą historię.

Bea Uusma zakochała się. Historia jej miłości zawarta jest w tym tomie. Obiektem miłości nie jest mężczyzna, lecz trzech mężczyzn, uczestników wyprawy na Biegun Północny, nieżyjących od ponad stu lat. Temat przyszedł do niej sam, zupełnie przypadkiem i nękał ją przez kilkanaście lat, w których podjęła wiele prób dotarcia na wyspę, na której umarli śmiałkowie, zbadała niezliczoną liczbę tropów i wyszkoliła się w wielu dziedzinach, by lepiej zrozumieć, co tam się stało. A to było tak:

Na początku było wielkie marzenie. Trzech Szwedów zapragnęło zdobyć Biegun Północny. Wymyślili, że dostaną się nad biegun od strony nieba, po prostu przelecą nad nim balonem. Pomysł wydawał się tak dobry, że udało się go sfinansować. Był rok 1897, gdy wyruszyli z najdalej wysuniętego na północ skrawka lądu marząc o sławie, lądowaniu po drugiej stronie ziemi, przyjęciach, na które udadzą się w jedwabnych krawatach i smokingach przezornie spakowanych w bagażach.  Jeden z nich marzył również o swojej narzeczonej, którą chciał poślubić po powrocie do domu.

Nie przewidzieli kilku rzeczy, jak choćby takiego szczegółu, że przed lotem warto wypróbować balon, przemyśleć trasę, sprawdzić warunki. Nie można ich winić, w tamtych czasach panowało przekonanie, że nad biegunem zawsze jest czyste niebo i świeci tam słońce. Wyprawa skończyła się tragicznie. Do tej pory jej przebieg i dramatyczny koniec jest jedną z największych zagadek w Szwecji. Napisano o niej wiele książek, ale śmiem wątpić, by którakolwiek była tak dobra, poruszająca i wnikliwa jak ta, którą napisała Bea Uusma. Jej książka powstała z miłości.

Jeśli jeszcze ne czytaliście, naprawdę powinniście to zrobić. Opowiedziana historia jest fascynująca, pełna luk, zagadek do rozwikłania. Język, jakim ją napisano, daleki jest od sprawozdania czy reportażu. Widać, że autorka naprawdę przeżywa to, czego się dowiaduje, przeżywa również, gdy mimo prób nie udaje jej się czegoś dowiedzieć. Jej samej jest w tej książce dość dużo, ale to zupełnie nie przeszkadza, bo jest ważną postacią i to od niej zależy, w którą stronę potoczy się ta opowieść. Czytając, żyłam tą historią. Wspaniała książka!

Afronauci. Z Zambii na Księżyc, Bartek Sabela

Wydawnictwo Czarne, 2017

Liczb stron: 216

Autor natknął się na fantastyczny temat. Temat-marzenie reportera.  W latach 60. Zambia przystąpiła do wyścigu gwiezdnego za sprawą człowieka, który wydawał się wizjonerem. Edward Mukuka Nkoloso rzucił wyzwanie Stanom Zjednoczonym, ZSRR oraz księżycowi. Jego kontrowersyjne wypowiedzi i działalność wzbudziły zainteresowanie świata i kilka krajów wysłało swoich dziennikarzy do Zambii, żeby pokazać postać Nkoloso. Autor tego reportażu postanowił znaleźć ludzi, którzy pamiętają jedynego wykładowcę Narodowej Akademii Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii. Liczył również na znalezienie śladów jego działalności w archiwach państwowych.

Zambijczycy zaskoczyli autora, który miał już spore doświadczenie w kontaktach z Afrykanami. W zasadzie nie otrzymał jednoznacznych odpowiedzi na swoje pytania. Najbardziej bowiem intrygowało go to, jak współcześni postrzegali Edwarda Nkoloso i jego akademię astronautów. Czy był traktowany poważnie, gdy w plastikowych beczkach przygotowywał swoich astronautów do lotu w kosmos? Czy ktokolwiek w kraju wierzył, że jeden człowiek wspomagany przez grupę nastolatków zbuduje rakietę? Czy sam Nkoloso wierzył w to, że mu się uda? Czy był zdrowy psychicznie? A może bawił się swoją rolą, pomysłami i zamieszaniem, jakie wywołał?

Mam wrażenie, że reporter miał nieco inne założenia, gdy zaczynał pisać książkę. Zapewne liczył na głębsze analizy, szczere rozmowy z osobami znającymi bohatera książki, dokumenty świadczące o tym, jak postrzegali go m.in. politycy i lokalni dziennikarze. Okazało się, że nie był w stanie dotrzeć do źródeł. Ostatecznie napisał książkę w dużej części o Zambii, historii kraju, tym, jak tam się obecnie żyje, jeden rozdział poświęcił państwowej uroczystości religijnej odbywającej się na zapełnionym stadionie. O samym Nkoloso dowiedział się niewiele. Nie znalazł słuchaczy jego uczelni. Syn okazał się mało wiarygodny źródłem informacji. W związku z czym oparł się w dużej części na istniejących materiałach dziennikarskich – filmach, wywiadach, reportażach z lat 60. i 70. , co ani o krok nie przybliżyło go do odpowiedzi na pytanie o to, kim był Edward Mukuka Nkoloso. Szkoda, bo temat jest fascynujący, ale wygląda na to, że nie da się już więcej  z niego wycisnąć. Mimo to, polecam tę książkę, chociażby dla opisów działalności Narodowej Akademii Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii.

To pierwsza książka, którą przeczytałam na Kindle korzystając z usługi abonamentowej Legimi. Super sprawa! Chcielibyście więcej poczytać jak się korzysta z abonamentu na Kindle?

Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu, Marcin Wójcik

Agora, 2017

Liczba stron: 304

Trochę obawiałam się tej książki, bowiem pisząc na taki drażliwy temat łatwo przegiąć w którąś stronę i napisać reportaż z tezą. Marcin Wójcik swoich bohaterów musiał poznać dość dobrze i zyskać ich zaufanie, skoro ci opowiadali mu o swoich najintymniejszych przeżyciach. W bardzo wielu opowieściach wyczuwam nawet pewną sympatię i współczucie, a nie stronniczość i uprzedzenia.

Bohaterami tej książki są seks i osoby duchowne. Nie można bowiem myśleć o księżach jak o osobach pozbawionych pociągu seksualnego. Celibat nie jest gwarantem wstrzemięźliwości, tym bardziej, że niektórzy interpretują go w taki sposób, by usprawiedliwić swoje zachowanie i nie spowiadać się ze współżycia. Ponadto, jak podkreślają rozmówcy autora, seminarium duchowne nie przygotowuje młodych chłopców do radzenia sobie z seksualnością, która w pewnym momencie zaskakuje i osacza ich do takiego stopnia, że uciekają w pornografię, masturbację, homoseksualizm, sekretne związki z kobietami. Wielu nie radzi sobie z tym problemem i porzuca studia, inni, biorąc przykład ze starszych, uczą się żyć w hipokryzji.

Wójcik rozmawia z kobietami księży, z księżmi, którzy odeszli i z tymi którzy zostali w kościele. Porusza szeroką tematykę – uzależnienie od pornografii, sposoby radzenia sobie z księżmi, którzy założyli rodziny, homoseksualizmem w seminarium oraz na plebaniach, hipokryzją, zakłamaniem, rozpustą oraz niestety tuszowaną pedofilią. Przy okazji pokazuje jakie rentowne interesy robią księża i jak traktują swój zawód/powołanie. Dla przeciwwagi zamieszcza rozmowę z księdzem, który, jak sam mówi, opiera się pokusom cielesnym, złożone śluby traktuje poważnie, nie szuka dla siebie wymówek, choć przyznaje, że walka z własnym ciałem jest wyczerpująca i wymaga dużego heroizmu.

Przez większość książki współczułam tym chłopcom, którzy w wieku nastu lat wyrzekli się czegoś, czego nawet nie zdążyli posmakować. Ich wiara często nie miała szans – nie tylko dlatego, że nie radzili sobie z celibatem. Przede wszystkim dlatego, że nie radzili sobie z hipokryzją panującą w kościele. Idealiści, którzy wstąpili do seminarium zderzają się często z betonem, hierarchami, którzy swoją rolę postrzegają przez pryzmat korzyści, jakie mogą czerpać ze stanowiska i zaufania społecznego. Dzięki ochronie kościoła jako instytucji zyskują bezkarność oraz dostęp do środków materialnych pozwalających na wystawne życie.

Jako osoba, której nie po drodze z wszelkimi wyznaniami, przyjęłam tę książkę na chłodno. W zasadzie nic mnie nie zdziwiło. Chodzę po tym świecie nie od dziś, czytam gazety, oglądam telewizję (choć rzadko) i wiem, o co w tym chodzi. Chciałabym jedynie poznać skalę problemu, lecz wiem, że takich danych nikt nie opublikuje ani nie zbierze w rzetelny sposób. Zastanawiam się natomiast jak na ten reportaż reagowały osoby wierzące – czy spotkał się z ich aprobatą, zrozumieniem, smutną konstatacją stanu faktycznego? A może wręcz przeciwnie, po przeczytaniu zaprzeczały i piętnowały autora, który śmiał tknąć temat tabu? Czy ktoś z Was ma wiedzę na ten temat? Możecie podrzucić linki do recenzji, artykułów, komentarzy?