Archiwa tagu: satyryczna

Morderstwo na Korfu, Alek Rogoziński

morderstwo na korfu alek rogozińskiWydawnictwo Melanż, 2015

Liczba stron: 304

Amatorskie śledztwo, które o mały włos nie doprowadziło do tragedii, oraz dramatyczne wydarzenia, w których Joanna straciła swojego młodszego kochanka, wyczerpały psychicznie najbardziej energiczną powieściopisarkę i jej agentkę, Betty. O tych wydarzeniach możecie przeczytać w pierwszej części pt: „Ukochany z piekła rodem”.  W „Morderstwie na Korfu” zabawny duet powraca i ma do rozwiązania kolejną kryminalną łamigłówkę.  Tym razem akcja przenosi się na grecką wyspę Korfu. Joanna zamierza leczyć tam skołatane nerwy oraz napisać kolejny, wyczekiwany przez wydawcę i czytelników, romans. Jej plany pokrzyżuje morderstwo, którego ofiarą padnie przystojny Grek, właściciel luksusowego pensjonatu.

Zanim dojedzie do zbrodni, Joanna zdąży wyrobić sobie zdanie o swoich wakacyjnych współtowarzyszach z Polski. Nie jest jednak świadoma, że wszyscy ci poczciwie wyglądający ludzie, mają motyw, by zabić Greka. Łączące go z nimi interesy i prywatne sprawy ciągną się od lat i właśnie osiągnęły punkt krytyczny.  Ta anonsowana na okładce śmierć nie jest jedynym tragicznym wydarzeniem, do którego dochodzi podczas turnusu w Grecji. Joanna i Betty znowu mają pełne ręce roboty.

Druga książka Alka Rogozińskiego utrzymana jest w podobnym stylu co jego debiut. Powieści tej nie można jednoznacznie przypisać do określonego gatunku – kryminał miesza się tu z satyrą na współczesny świat, wątki obyczajowe i kryminalne przenikają się nawzajem, liczne dygresje wprowadzają element rozrywkowy. Autor ma naprawdę lekkie pióro i talent do wymyślania intrygujących zagadek detektywistycznych. Niełatwo rozgryźć motyw zbrodni oraz wytypować zabójcę, więc ci, którzy lubią powieści z dreszczykiem, powinni być usatysfakcjonowani. Ci, którzy w książkach szukają wątków romantycznych i obyczajowych, dostaną dużą porcję sercowych dylematów. Ci, którzy dostrzegają absurdalność współczesnego świata celebrytów, niejednokrotnie zgodzą się w autorem i uśmiechną się rozszyfrowując aluzje do polskiej rzeczywistości. Ja już wiem, że książki Alka Rogozińskiego wprawiają mnie w dobry nastrój. Wy również powinniście sprawdzić ich terapeutyczne właściwości.

Biurko, Aleksander Potiomkin

Poradnia K, 2015

Liczba stron: 199

„Biurko” to historia miłosna, opowieść o uczuciu silniejszym niż rozsądek, obezwładniającym zafascynowaniu i niekończącej się zależności. Obiektem na wpół erotycznego zafascynowania jest biurko. Zakochanym –  rosyjski urzędnik wysokiego stopnia.

Bohater tej powieści ma jeden cel w życiu – utrzymać się na stołku wystarczająco długo, by zdążyć odłożyć na zagranicznym koncie kilkanaście milionów. Pieniądze te zarabia w sposób nieuczciwy, wykorzystując swoją pozycję, której symbolem jest tytułowe biurko. Przez cały dzień przyjmuje interesantów, których życie już nauczyło, że aby coś załatwić, muszą zaoferować atrakcyjne wynagrodzenie urzędnikowi lub inną, pożądaną gratyfikację, np. w formie tytułu szlacheckiego. Jeśli suma zadowoli siedzącego za biurkiem urzędnika, jest skłonny przymknąć oko na łamanie prawa, oszustwa podatkowe i defraudację funduszy państwowych.

Bohater tej powieści nie jest jednoznacznie zły. On po prostu dostosował się do okoliczności i próbuje czerpać z niej maksimum korzyści. Biurko i władza dają mu nieograniczone niemal niczym możliwości, a petenci są gotowi na wszystko, by załatwić swoje sprawy. Książka jest gorzką satyrą na współczesną Rosję, gdzie każdy oczekuje łapówki i nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby jej odmówić.  Z trudem zdobyte „dochodowe” stanowisko jest na wagę złota, jest ważniejsze niż seks, zaszczyty i miłość. Daje bowiem szansę na nowe życie w innym miejscu i innych okolicznościach. Bohater ma świadomość, że podobnie jak wszystko inne w tym kraju, wysoka pozycja jest również przejściowa.

Odważna, bezkompromisowa książka, która nie może się spodobać władzom zza naszej wschodniej granicy. Warto przeczytać!

Burdubasta albo skapcaniały osioł, czyli łacina dla snobów, Stanisław Tekieli

Poradnia K, 2015

Liczba stron: 72

Język łaciński z roku na rok staje się coraz bardziej martwym językiem. Praktycznie zniknął już z programów nauczania szkół średnich, więc mało kto rozumie łacińskie sentencje i wtrącenia w treści dzieł literackich. Ci, którzy silą się na upiększanie swoich wypowiedzi za pomocą łacińskich słówek, czasem zyskują odwrotny efekt – przekręcając słowa i myląc końcówki.

Stanisław Tekieli postanowił zrobić coś dobrego dla łaciny oraz dla jej potencjalnych użytkowników i napisał książkę, w której przybliża 139 sentencji i powiedzeń łacińskich. Czyni to w sposób jak najbardziej zrozumiały, lekki, łatwy i nade wszystko przyjemny. W treści pisanej prozą przybliża kontekst kulturowy, odnosząc się i do starożytności i do późniejszych epok, które upodobały sobie łacinę. W części pisanej wierszem w sposób zabawny ilustruje użycie sentencji, bawi się językiem. Zwraca uwagę na pułapki związane z użyciem zwrotów łacińskich, w nawiasie podaje wymowę, dla tych, którzy chcieliby zabłysnąć w towarzystwie.

Jaki jest stopień trudności zawartych w książce sentencji i wyrażeń? Zróżnicowany. Są tu tak oczywiste i znane chyba każdemu jak: Veni, vidi, vici czy Memento mori, te nieco trudniejsze, lecz rozumiane przez wielu: tabula rasa, czy nihil novi sub sole oraz rzadko obecnie używane, takie jak tytułowy burdubasta. To zabawne słowo oznacza starego, zdychającego osła w sensie dosłownym, natomiast prześmiewczo nazywano tak podstarzałego gladiatora. Autor sięga również po terminy używane dawniej i obecnie w prawie, np: A mensa et toro (odseparowanie od łoża i stołu), o którym pisze taki zgrabny czterowiersz:

„Odgrodziła mnie małżonka a mensa et toro,

powiedziała, że pożycie nasze sprawą chorą.

Sprowadziła jako świadków trzech swoich kochanków,

szczęściem w porę odgrodziłem ją od konta w banku.”

„Burdubasta” to pouczająca, zabawna, ładnie ilustrowana książka, którą z zainteresowaniem przeczyta każdy, który lubi wiedzieć więcej bez względu na wiek i wykształcenie. POLECAM!

Limeryki, Rafał Bryndal

WAB, 2008

Liczba stron: 160

Limeryki po prostu się dobrze czyta. Często zachwycają pomysłem i puentą. Nie znam nikogo, kto by nie lubił limeryków. Nic dziwnego, że i ja zechciałam zapoznać się z tymi, które wyszły spod pióra Rafała Bryndala. Nie jestem żadną fanką ani miłośniczką tego literata i bardzo słabo znam jego dokonania sceniczno-radiowo-taneczne. Jednak to nie autor, a forma przeważyła i z biblioteki wróciłam z tą niewielką książeczką.

Nie zawiodłam się, bo ilość wierszyków zadowoli każdego malkontenta i chyba każdy znajdzie wśród nich taki, który go rozśmieszy. Ja oczywiście nie potrafiłam przeczytać kilku i odłożyć na później. Jak wzięłam w łapy, to przeczytałam od deski do deski, czego nie polecam, bo wtedy jak się domyślacie, wszystko się ze sobą zlewa, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie. Przeważa tematyka damko-męska oraz erotyczna. Raczej odradzam podsuwanie tych wierszyków dzieciom, choć okładka i ilustracje w środku mogłyby nasunąć taki pomysł.

Na przynętę zacytuję:

„W niby to prowincjonalnym Krośnie

chińską knajpę otwarto na wiosnę.

I daję słowo –

aż tak stylową,

że oka w rosole były skośne.”

I jeszcze, żeby nie być gołosłowną:

„Pewna para z Trynidadu

seks uprawia tylko w czasie obiadu.

Perwersji dodaje fakt,

że zawsze robią to tak,

by na obrusie nie było śladów.”

Tylko dla dziewcząt, Magdalena Samozwaniec

Biblioteka Akustyczna, 2012

Czas nagrania: 5 godz. 30 min. Czyta: Anna Szawiel

Wydanie książkowe, liczba stron: 192

Magdalena Samozwaniec była autorką mojego szczenięcego wieku. Po zachwytach nad „Marią Magdaleną” i „Zalotnicą niebieską”, które nastąpiły u mnie około 11-12 roku życia i trwały przez dobrych kilka lat, zapragnęłam poznać inne pozycje tej satyryczki i pisarki. W tamtych czasach te książki były dość trudno dostępne, ale pamiętam, że miałam nawet kilka pozycji na własność. Żadna z książek nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak dwie wymienione, ale wspominam je ciepło. Książki „Tylko dla dziewcząt” chyba nie czytałam, a jeśli tak to zupełnie nic nie pamiętałam po upływie wielu lat. Jak wielu, nie powiem.

Na książkę składa się wiele rozdziałów, z których każdy stanowi jakąś odrębną historię i opowiada o innym przypadku. Nadrzędnym tematem jest miłość i polowanie na męża. Autorka w dość zabawny sposób pokazuje jak sprawy się miały na przestrzeni wieków ilustrując swoje wywody jakąś scenką rodzajową. W jednym z rozdziałów poświęconych strojeniu się młodych panien zamieściła rodzinną anegdotę z Marią Pawlikowską-Jasnorzewską w roli głównej. Bardzo podobały mi się perypetie młodych panien polujących na męża za granicą oraz próba usidlenia zamożnego panicza aby uratować zadłużony dwór.

Bardzo odpowiadała mi forma audiobooka w przypadku tej książki. Krótkie rozdziały mogą być odsłuchane nawet w pewnym odstępie czasowym, ponieważ nie trzeba zachowywać ciągłości. Książka, jeśli chodzi o treść, jest lekka i przyjemna, nadaje się dla całej rodziny, więc może lecieć na głośnikach w domu, czy podczas podróży samochodem. Interpretacja lektorki również nie budzi zastrzeżeń. Polecam dla tych, którzy podobnie jak ja mają problemy ze słuchaniem książek – na początek przygody z audiobookiem w sam raz.