Fabryka lalek, Elizabeth Macneal

WAB, 2020

Liczba stron: 384

Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik

Iris i Rose są bliźniaczkami. Pracują w sklepie z lalkami, gdzie jedna z nich szyje ubranka, druga, maluje twarze lalkom. To praca nużącą, ciężka, dziewczyny nie mają żadnego życia, ich rodzice nie obdarzają ich ciepłem, a i między nimi wisi niewypowiedziany żal i wzajemne pretensje. Gdy Iris dostaje propozycję pozowania malarzowi, co wiąże się nie tylko z dużym zarobkiem, lecz również z tym, że będzie mogła przy jego boku doskonalić swój talent plastyczny, postanawia postawić wszystko na jedną kartę, nie zastanawiając się długo nad konsekwencjami tego czynu. W międzyczasie wpada w oko mężczyźnie, który zajmuje się taksydermią, a wypchane zwierzęta często sprzedaje malarzom, którzy potrzebują takich modeli do swoich obrazów. Silas nie może o niej zapomnieć, z czasem jego fascynacja piękną dziewczyną narasta aż zmienia się w obsesję.

Bardzo podobało mi się, że malarz, któremu pozowała Iris, to (fikcyjny) przedstawiciel Bractwa Prerafaelitów, więc gdzieś tam od czasu do czasu pojawia się Millais, Dante Rossetti, czy Elizabeth Siddal, sporo rozmawia się o sztuce, malarstwie, ideach, wystawach. Idealnie, że autorka umieściła akcję w roku otwarcia Wielkiej Wystawy w Londynie i wykorzystała to wydarzenie w fabule. Najlepsze jednak w tej książce jest to, jak zbudowane są postaci: Rose, zgorzkniała siostra, która miała kiedyś więcej od bliźniaczki, lecz los zepchnął ją na margines i pozbawił marzeń; Silas, który budzi litość i współczucie, krzywdzony od dzieciństwa, podążający za swoją pasją, z której w końcu uczynił źródło swojego utrzymania, ostatecznie zaskakuje czytelnika; Iris odważna, przeciwstawiająca się konwenansom, wykraczająca poza swoją epokę, szczera i zdeterminowana. Wrażenie robi też opis biedoty zamieszkującej najuboższe dzielnice i parającej się najokropniejszymi rzeczami za kilka pensów, które pozwalają przetrwać z dnia na dzień, choć nie dają godnie żyć.

Dziewiętnastowieczny Londyn, bohema artystyczna, silna kobieta i człowiek ogarnięty niebezpieczną obsesją, czyli wszystko, co mnie pociąga w powieściach w jednym miejscu. Czy coś mogło tu pójść źle? Nie, poszło lepiej niż sądziłam. Zawsze boję się, że tego rodzaju książka za bardzo skłoni się ku romansowi i będzie okropnie. Tutaj autorka dobrze zrównoważyła wątki, na żaden z nich nie położyła szczególnego nacisku, stąd zadowoleni będą ci, którzy szukają romansu, ci, którzy szukają napięcia thrillera i ci, którym bliskie są tematy artystyczne. Bardzo udana powieść, koniecznie przeczytajcie.

Uprowadzenie Madonny. Sztuka zagrabiona, Monika Kuhnke & Włodzimierz Kalicki

uprowadzenie madonny sztuka zagrabiona kuhnke kalicki

Agora, 2014

Liczba stron: 344

Ta książka mnie wymęczyła. Nie dlatego, że jest źle napisana i nudna, lecz dlatego, że jest świetnie napisana i opowiada sensacyjne historie. Wkurzałam się na bezczelność Niemców i Rosjan i bezradność Polaków. Jedenaście zawartych w niej opowieści dotyczy bowiem zaginionych (czytaj: ukradzionych) w czasie wojny dzieł sztuki, z których większość dotychczas nie została zwrócona Polsce.

Autorzy opisują sprawy bulwersujące, ciągnące się przez lata, sprawy rozwiązane i te odłożone ad acta. Ich opowieści są barwne i bogate, nie skupiają się jedynie na opisie okoliczności zaginięcia i szczęśliwego odnalezienia cennego przedmiotu, lecz także przedstawiają jego twórców i właścicieli. Są tu także dwie historie mówiące o heroicznych wysiłkach polskich opiekunów w celu ukrycia dzieł przed okupantem. Dzięki poświęceniu kilku osób, ich tytanicznej pracy zdołano uchronić przed niechybnym zniszczeniem obraz-symbol, czyli „Bitwę pod Grunwaldem” Jana Matejki. Znalazła się ona na liście dzieł, które ze względu na swoją tematykę, miały zostać zajęte przez Niemców w pierwszych dniach po wybuchu wojny. Tę historię czyta się jak powieść awanturniczo-kryminalną.

Wiecie, gdzie można obejrzeć dwa z pięciu portretów rodziny Chopinów? W NRD-owskich filmach fabularnych! Wiele lat po zakończeniu wojny zupełnym przypadkiem polscy historycy sztuki zauważyli zaginione w czasie okupacji portrety w telewizji. Służyły jako element dekoracji w filmie. Powzięte działania na szczeblu ministerialnym rozbiły się o mur milczenia. Co zdziałano w tej sprawie? Jak potoczyły się losy tych portretów? Nie powiem, żeby nie zabierać Wam okazji do podenerwowania się nad książką.

Każda zawarta w „Uprowadzonej madonnie” opowieść daje do myślenia, bulwersuje, złości, doprowadza do szału, a często również smuci. Zdjęcia, reprodukcje, ilustracje uprzyjemniają lekturę i ułatwiają czytanie. Podoba mi się taka dbałość o czytelnika, który dzięki zapobiegliwości autorów i wydawcy nie musi odrywać się od książki, żeby sprawdzić w albumie lub internecie, o jakim dziele mowa. Nie miałam pojęcia, że to taka zajmująca i emocjonująca książka, bo mało kto potrafi tak zajmująco opowiadać o sztuce. Monika Kuhnke i Włodzimierz Kalicki nie tylko nie nudzą, oni potrafią zafascynować nawet laika.

Czujecie się zachęceni? Powinniście!

Sztuki piękne pod Tatrami, Teresa Jabłońska

sztuki piękne pod tatrami Teresa Jabłońska

Tatrzański Park Narodowy,  2015

Liczba stron: 480

Niemal każdy z moich pobytów w Zakopanem zwieńczony jest wizytą w co najmniej jednym z muzeów. Zwykle te wizyty dostosowane są do programu wycieczki szkolnej, którą się opiekuję. Ostatnio jednak, gdy w Tatrach byliśmy prywatnie, pogoda nie sprzyjała pieszym wędrówkom, więc postawiliśmy na pobyt kulturalny. Był szczyt sezonu, pogoda kiepska, Krupówki zatłoczone do granic możliwości, a w  oddziałach Muzeum Tatrzańskiego pustki. To był cudowny dla mnie czas. Nie musieliśmy się nigdzie spieszyć, nikt nas nie popychał, nie popędzał. Mogłam się napatrzeć do woli na wszystko to, co tak mi się tam podoba, obejrzeć wystawy czasowe, stałe eksponaty, porozmawiać z przesympatycznymi i bardzo kompetentnymi osobami zatrudnionymi w muzeum (pozdrawiam!) Z tego luksusu w końcu zaczęłam wymyślać, co bym chciała mieć na własność w domu. Nierealne marzenia, ale jakie fajne!

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Za sprawą albumu „Sztuki piękne pod Tatrami” moje marzenia częściowo zostały spełnione, chciejstwo zaspokojone. Ulubione pejzaże mam pod ręką, mogę ich dotykać, studiować i dowiedzieć się więcej na temat tego, co tak mnie zauroczyło. Album, o którym mowa to imponujące wydawnictwo. Najpierw poczułam się onieśmielona i zdominowana za sprawą jego wagi i formatu. Nie ma mowy o czytaniu w łóżku, czytanie na fotelu czy kanapie również może być problematyczne. Do sztuki trzeba podchodzić z należytą powagą i celebrą – nie ma rady, trzeba czytać na siedząco, trzymając książkę na stole.

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Autorka podzieliła zbiory przedstawiające sztukę inspirowaną i związaną z Podhalem na kilka działów, przy czym stara się zachować chronologię powstawania. Ogromnie ucieszyło mnie to, że włączono do albumu reprodukcje fotografii oraz karykatury. Są również zdjęcia wnętrza Koliby jako przykładu stylu zakopiańskiego w architekturze, szkice, malarstwo olejne, pastele, fotografie rzeźb, makatki i wiele innych eksponatów. Nie potrafię obejrzeć całego albumu od początku do końca. Za każdym razem, gdy próbuję, wciąga mnie jakiś detal, opis i przepadam.

(Do zdjęć zdjęłam z lodówki magnesy przedstawiające dzieła reprodukowane również w albumie. Nie są sprzedawane w zestawie z książką.)

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońskasztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Moje fotografie skupiają się głównie na szacie graficznej, jednak „Sztuki piękne pod Tatrami” to nie tylko obrazki, lecz równie bogata i interesująca treść dotycząca sztuki ludowej oraz twórczości artystów inspirujących się ludowością, zafascynowanych krajobrazami i kulturą Podhala. Dobra wiadomość jest taka, że album został wydany w wersji polsko-angielskiej, więc zagraniczni turyści mogą zabrać go ze sobą jako cudną pamiątkę z pobytu w Tatrach. Cieszy również i to, że sporo miejsca poświęca się tym, którzy pomogli „rozreklamować” Tatry i stworzyć tzw. nurt tatrzański. To głównie przedstawiciele Młodej Polski, artyści, malarze, pisarze, architekci.

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Oczywiście nie wszystkie dzieła sztuki pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego, są tu również eksponaty z innych polskich muzeów, dzięki czemu przegląd jest pełniejszy.

Jestem zachwycona tym albumem, mam wreszcie w domu namiastkę takiego Zakopanego, jakie lubię najbardziej. Ulubione zdjęcia i obrazy mogę obejrzeć bez kilkunastogodzinnej jazdy pociągiem i bez przedzierania się przez jarmarki na Krupówkach. Polecam!

Bezcenne. Naziści opętani sztuką, Anders Rydell

bezcenne nazisci opetani sztuką anders rydellAlbatros, 2015

Liczba stron: 448

Nie trzeba szczególnie interesować się tematem, by wiedzieć, iż hitlerowcy nie tylko próbowali podbić świat, lecz również chcieli zagrabić wszystko, co wartościowe. Adolf Hitler, niedoszły artysta,  upodobał sobie zwłaszcza dzieła sztuki i zapragnął zgromadzić w jednym miejscu najważniejsze światowe arcydzieła. Myli się jednak ten, kto myśli, że dopiero wybuch wojny był początkiem nieograniczonej niczym grabieży. Na skutek represji wielu niemieckich i austriackich Żydów musiało oddać lub sprzedać za bezcen swoje cenne zbiory, żeby ratować życie.

Autor książki pokazuje, że grabież była doskonale zorganizowana. Naziści mieli dobre rozeznanie w temacie, stąd niełatwo było wywieść ich w pole. To, co zrabowali w Europie, wysyłane było do Berlina, austriackiego Linzu, gdzie miało powstać Führermuseum lub znajdowało miejsce w prywatnej galerii Goringa w Carinhall. O tym jak wielką kolekcję zebrał niech świadczy ten cytat: „Marszałek miał kolekcję mniejszą niż Hitler, ale i tak należała do najwspanialszych na świecie. Liczyła tysiąc trzysta siedemdziesiąt pięć obrazów, dwieście pięćdziesiąt rzeźb, sto osiem gobelinów, dwieście antycznych mebli, sześćdziesiąt perskich i francuskich dywanów oraz siedemdziesiąt pięć witraży, w tym część pochodzących ze średniowiecza. Większość kolekcji obrazów stanowiły dzieła starych mistrzów.”

Hitler nie cierpiał sztuki nowoczesnej. Grzmiał: „Dla kubizmu, dadaizmu, futuryzmu, impresjonizmu i tym podobnych kierunków nie ma miejsca wśród narodu niemieckiego.” W związku z tym wiele skonfiskowanych dzieł zostało po prostu zniszczonych, spalonych lub spleśniały w magazynach. Hitler wydał  wojnę nie tylko ludzkości, lecz także sztuce, która według niego podkopywała aryjską kulturę.

W książce czytamy również o czasach powojennych oraz licznych procesach, w których byli właściciele próbują udowodnić swoje prawa do skonfiskowanych obrazów. Według międzynarodowych przepisów prawo do odzyskania swojej własności mają również ci, którzy musieli sprzedać za bezcen swoje kolekcje pod wpływem represyjnej polityki Hitlera.

To bardzo ciekawa książka, która otwiera oczy na różne kwestie etyczne związane z grabieżami dzieł sztuki w latach 30. i 40. ubiegłego wieku. Kto by pomyślał, że tak wiele spraw o odzyskanie mienia nie znalazło jeszcze finału. Autor poświęca sporo miejsca opisom procesów, jakie byli właściciele wytoczyli muzeom, które wystawiały dzieła przed wojną należące do nich lub ich przodków. Opinia publiczna oraz prawo zwykle są po stronie byłych właścicieli, aczkolwiek pojawiają się również głosy, iż należy postawić graniczną datę ubiegania się o zwrot zagrabionych kolekcji. Różne państwa inaczej podchodzą do problemu, wśród nich wyróżnia się Austria, która sama wyszukuje w magazynach państwowych muzeów dzieła, które mogły zostać zrabowane i poszukuje ich prawowitych właścicieli. Polska nie może poszczycić się tak uczciwym podejściem do tej kwestii. Z drugiej strony jest krajem, który podczas działań wojennych ucierpiał chyba najbardziej.

Bardzo ciekawie napisana, pouczająca i zapadająca w pamięć lektura dla każdego, kto interesuje się historią, sztuką lub lubi czytać literaturę faktu. POLECAM.

Saturn, Jacek Dehnel

WAB, 2011

Liczba stron: 270

Jakże mogłabym nie przeczytać książki, która opowiada o Francisco Goi i napisana została przez Dehnela? Odpowiadam spiesznie, że nie było takiej możliwości… Lubię powieści poruszające tematy związane z szeroko pojętą sztuką, lubię również specyficzny, bogaty język Jacka Dehnela. Czytanie tej fikcyjnej powieści opartej na faktach z życia malarza przysporzyło mi mnóstwo przyjemności.

To opowieść snuta na trzy głosy. Opowiadają mężczyźni z rodu Goya: Francisco – znany malarz, popularny już za życia; jego syn Javier – nieudacznik, pogrążony w ciągłej depresji oraz wnuk Mariano – mężczyzna nieprzejawiający zdolności plastycznych, ale ambitny i żądny tytułów. Francisco przedstawiony jest jako uzdolniony satyr – uciążliwy w codziennych kontaktach, głośny, wulgarny, sprośny, chciwy i dominujący wszystkich wokół. Jego małżeństwo opiera się tylko na wierności żony, on sam nawet nie zachowuje pozorów. Jedyny syn tej pary rozczarowuje malarza, który bez ogródek krytykuje chłopca, traktując go obcesowo i okrutnie.

Javier, żyjący w cieniu swojego sławnego ojca, wyrasta na człowieka zamkniętego w sobie, szukającego ucieczki w książkach. Podejmuje nieśmiałe próby malarskie, ale nie porywa się na malowanie w pracowni ojca. Nie potrafi cieszyć się z życia. Nawet po śmierci ojca nie staje się innym człowiekiem. Jego cechami nadrzędnymi są depresyjność, wrażliwość, podejrzliwość i chciwość.

Syn Javiera, Mariano, jest oczkiem w głowie dziadka. Od dziecka nastawiany jest przeciw ojcu. Wyrasta na człowieka egoistycznego, żyjącego na pokaz, zabiegającego o tytuły i pragnącego pomnażać odziedziczoną fortunę. O tym członku rodziny Goya wiemy najmniej, aczkolwiek jest on najlepszym przykładem tego, że wzajemny szacunek i miłość nie były wartościami, które wpajano dzieciom.

Chociaż motyw malarstwa (Czarnych Obrazów) przewija się przez całą książkę, to sama analiza obrazów i proces twórczy nie są najważniejsze w powieści. Dehnel koncentruje się na dysfunkcyjności tej rodziny, skrywanych przez nią sekretach i wzajemnych relacjach między członkami rodu. Portrety psychologiczne są mocną stroną tego autora. Ja uwielbiam go także za styl, który charakteryzuje ogromne bogactwo metafor.