Archiwa tagu: wywiad

Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem, Prezydentem Poznania, Włodzimierz Nowak & Violetta Szostak

Wydawnictwo Poznańskie, 2017

Liczba stron: 328

„Nie wierzę politykom” to tytuł piosenki grupy Tilt, z którym  zapewne zgodzi się spora część społeczeństwa. Ja także mocno im nie dowierzam i ogólnie staram się polityką nie denerwować. Jednak, jak każdy, nie jestem w stanie od polityki uciec zupełnie. Dlatego też z ciekawością sięgnęłam po książkę o człowieku „znikąd”, który wygrał wybory z pewniakiem szesnaście lat z rzędu sprawującym urząd Prezydenta Poznania.

Jacek Jaśkowiak to postać bez wątpienia bardzo charyzmatyczna. W świecie biznesu, którym się zajmował od lat, zyskał opinię człowieka bezwzględnego, potrafiącego dla swoich klientów wycisnąć konkurencję jak cytrynę. Był dobry w tym co robił. Bardzo dobry. Konsekwentny, pracowity, bardzo wymagający wobec siebie i wytrwały. To cechy zawodowego sportowca, którym Jaśkowiak nie mógł zostać przez chorobę oka. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że w sporcie odnosiłby duże sukcesy. A i teraz prezydent ma czym się pochwalić: uprawia sporty zimowe, jest zapalonym rowerzystą. Mało który amator stanąłby w ringu z Saletą, czy Michalczewskim. Jak bardzo nieudawane były to walki, Jaśkowiakowi będzie przypominać złamane na ringu żebro.

Prezydent w rozmowie z autorami książki bardzo często cytuje teksty z piosenek Jacka Kaczmarskiego. To właśnie twórczość barda sprawiła, że młody rekin biznesu inaczej spojrzał na swoje życie, można powiedzieć, że je przewartościował. Dzięki biznesowym przyjaciołom poznał swojego idola na prywatnym koncercie i w rezultacie poukładał zawodowe sprawy artysty, zostając jego menadżerem i przyjacielem. Jaśkowiak nie ucieka w książce od problemów osobistych, opowiada o relacjach z bliskimi, o swoim rozwodzie i nieswoim dziecku, które okazało się być jego dzieckiem. Nie boi się powiedzieć, co myśli o sytuacji politycznej i klasie rządzącej w Polsce, a jednocześnie,  dla tak zwanej opozycji, również nie jest łaskawy.

Jaśkowiak w wielu kręgach nie jest popularny, bo naruszył ciągłość władzy swojego poprzednika. A co za tym idzie „wietrzy  miasto”, chodzi na manifestacje środowisk LGBT i nie jest tak uległy jak poprzednik w sprawach gruntów kurii. Oczywiście ma też swoich zwolenników, którzy widzą, że chce dobrze dla swojego miasta i są z niego dumni. Dżej Dżej, jak zaczęto go nazywać od jego inicjałów, to prezydent jeżdżący do pracy na rowerze, można z nim pogadać stojąc na światłach. To prezydent stojący z latarką w dłoni  obok nas,  w tłumie protestujących przeciwko zmianom w sądownictwie.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i ciężko się od niej oderwać. Jest to zasługa samego Jaśkowiaka, który niemal całkowicie zdominował dwójkę dziennikarzy prowadzących z nim rozmowę. Można by rzec, że wyszło nieco laurkowo, że można było Jaśkowiaka bardziej przycisnąć, ale dzięki tej książce możemy go poznać odrobinę lepiej. Co istotne, Dżej Dżej nie pozuje na ideał, nie kryje swoich wad, nie udaje, że jest kimś innym. Prezydent Jacek Jaśkowiak to władza nie odcinająca się od suwerena kordonem policji, niepilnowana na każdym kroku przez ochroniarzy i dzięki niemu nieśmiało wierzę, „że Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”.

Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe. Wojciech Waglewski w rozmowie z Wojciechem Bonowiczem

wagielWydawnictwo Znak, 2017

Liczba stron: 277

Niedługo po wydaniu biografii Voo Voo, na rynku wydawniczym pojawiła się książka o Wojciechu Waglewskim. Ukazał się też nowy album grupy, więc intensywność różnego rodzaju wydawnictw dość spora. Miałam obawy co do książki „Jeszcze wszystko będzie możliwe”. Bałam się, że treść może być podobna do tego, co przeczytałam w biografii zespołu. Cytując artystę, o którym mowa, „to był mylny błąd”, a  moje obawy okazały się bezpodstawne.

Książka od pierwszych stron wciąga czytelnika. Waglewski to bystry obserwator rzeczywistości, świetny gitarzysta piszący ciekawe teksty do swoich pieśni. Dla niego istotne jest słowo, a nie techniczne sztuczki czy gitarowe solówki, które często są znakiem rozpoznawczym innych tuzów tego instrumentu. Jednak, jak sam mówi w swoich tekstach, nie poucza nikogo, nie mówi słuchaczom jak żyć. A jednak jest wzorem dla innych! Tu pozwolę sobie na małą dygresję, pewnego upalnego dnia na poznańskim Placu Wolności ubrany w marynarkę młody chłopak cierpliwie znoszący docinki znajomych czy nie za ciepło mu w tym przyodziewku powiedział: „Wojtek Waglewski uważa, że facet w pewnym wieku powinien nosić marynarkę!” Utkwiło mi to w pamięci, bo sama lubię Waglewskiego i czytałam wywiad,  o którym wspominał ten młodzieniec.

Książka pokazuje nam muzyczną ewolucję Wagla od dobrze zapowiadającego się gitarzysty studyjnego, poprzez poszukiwania swojego muzycznego „ja” w zespole Osjan,  aż po lidera własnej grupy, którą „zarządza” od trzydziestu lat. Waglewski od dawna jest artystą przez duże A, szanowanym przez innych muzyków, mającym swoich wiernych fanów: wielbicieli i wielbicielki. A nawet psychofanki. Z książki dowiemy się jak branża muzyczna wyglądała kiedyś, ile trudu kosztowało muzyków wydanie płyty czy wyjazd za granicę, ale także jak łatwo można było odpowiednim ludziom uprzykrzyć życie członkom zespołu.

Wagiel to także ojciec dwóch muzyków: Fisza i Emade, którzy także sporo zwojowali w branży i mają wpływ na twórczość ojca. Waglewski senior przyznaje się, że ich słucha i wiele im zawdzięcza. Voo Voo w swoim płytowym dorobku ma album pod tytułem „Wszyscy muzycy to wojownicy”, po przeczytaniu książki wydaje się to takie oczywiste. Polecam!

Voo Voo. Dzień dobry wieczór, Piotr Metz

voo-vooAgora, 2016

Liczba stron: 328

Voo Voo wzięło nazwę się od inicjałów Wojciecha Waglewskiego, jednak nieoczywista pisownia sprawia, że łatwo pomylić ją z voo doo. Dodając do tego wizualną oprawę grupy i „darcie japy” w niezrozumiałym języku przez Mateusza Pospieszalskiego, można założyć, że istotnie to zespół szamanów. Zapewne potrafiło to niektórych zniechęcić do kupienia płyt, czy obejrzenia koncertu. Jednak z drugiej strony Voo Voo ma w sobie coś tajemniczego, nieoczywistego, energię, która sprawia, ze długo czujemy ciarki na plecach. Piotr Metz, dziennikarz muzyczny, radiowiec, fan The Beatles, potrafiący swoimi radiowymi audycjami przykuć mnie do odbiornika, co nie jest łatwe, postanowił zmierzyć się z biografią Voo Voo. Podzielił książkę na cztery części – wywiady z każdym z obecnych muzyków z zespołu. Wszystkie te ciekawe opowieści w jakimś momencie splatają się ze sobą, przedstawiając nam Voo Voo od środka.

wagl

Waglewski spytany kiedyś przez dziennikarza, kogo chciałby mieć w swoim zespole, odpowiedział, że nikogo, bo ma samych najlepszych. Parafrazując fragment piosenki Wagla, jest to prawda najprawdziwsza z prawd. Waglewski, podobnie jak Lech Janerka, nie pcha się na listy przebojów, nie podlizuje fanom ani ludziom z branży. Jest artystą chodzącym ścieżkami swojej własnej wrażliwości, co przekłada się na niebanalność w warstwie tekstowej i muzycznej, stanowiącą jego wielką siłę. Pomimo że jest znakomitym gitarzystą, na koncertach nie epatuje słuchaczy solówkami, bez których inni nie potrafią żyć. Ma swoją publiczność, która dopisuje na koncertach, a jednak, jak sam zauważa, do zespołu przylgnęła łatka „ludyczności”. Wspólne śpiewanie z publicznością łobi jabi zaczęło zespół trochę męczyć. Szamański wizerunek ciążyć. Dlatego też zmienił się image Wagla. Mogliśmy go zobaczyć w hipsterskich okularkach i z długą brodą, co moim zdaniem, jest wpływem jego synów – Fisza i Emade.

Wrażliwość muzyczna czwórki muzyków powoduje, że „sound” zespołu jest oryginalny, wokalizy „Matełki”, jak i jego styl gry na saksofonach, są nie do podrobienia. Niestety zespół doświadczył tragedii, która pomimo całego dorobku postawiła jego przyszłość w niepewnym świetle. Śmierć Piotra Żyżelewicza, znakomitego perkusisty, świetnego kolegi, sprawiła, że Waglewski z kolegami rozważali rozwiązanie zespołu.. Szczęśliwie dla nas grupa nie miała czasu na myślenie, a miejsce Stopki, jak nazywali go koledzy, zajął Michał Bryndal.

Autor książki umiejętnie zadaje pytania każdemu z artystów, dzięki czemu obraz grupy staje się pełny. Oczywiście najwięcej do powiedzenia mieli Waglewski i Pospieszalski, ale bardzo ciekawe jest to, czym podzielił się z nami basista Karim Martusewicz. Z książki  dowiemy m.in. z czym borykał się Waglewski w czasach, kiedy płytę można było wydać raz na dwa lata i jaką drogę przebył Karim, by stać się profesjonalnym muzykiem i częścią historii jaką jest Voo Voo. Materiał uzupełniają liczne fotografie. Całość jest zajmująca, odświeżająca, warta przeczytania. POLECAM!