Tato, Anne Goscinny

Znak Emotikon, 2013

Liczba stron: 190

Anne Goscinny jest córką francuskiego pisarza, autora wielu znanych na całym świecie postaci, w tym Mikołajka, którego osobiście uwielbiam. Jej książka o wymownym tytule „Tato” została wydana w zeszłym roku i ozdobiona bardzo ładną okładką, na której, żeby nikt nie miał wątpliwości, napisano: „O autorze Mikołajka.” Widząc zdjęcie Rene Goscinnego oraz zapewnienie, że książka jest o nim, przystąpiłam do lektury z nadzieją, że otrzymam krótką, ciepłą biografię autorstwa córki (książka jest cienka). Okazało się, że nic nie jest takie, jakiego się spodziewałam. Moim zdziwieniom nie było końca.

Książka składa się z dwóch części. Rozpoczyna od dwóch tekstów. Pierwszy to „Odgłos kluczy”, będący inwokacją, listem do ojca, który wyszedł z domu i już nigdy nie wrócił. Gdy Rene umarł, Anne była kilkuletnią dziewczynką, która nie do końca pojmowała rozmiar tragedii. Opisuje dni po jego śmierci i pogrzebie oraz swoje irracjonalne, narastające z wiekiem pretensje o to, że ją opuścił, czym zniszczył rodzinę. Druga część to mniej więcej ten sam temat, lecz bardziej pogłębiony, z większą ilością przykładów upadku Anne oraz jej matki, a wszystko to w stylu fabularnym. Anne otrzymuje tu inne imię, lecz z łatwością można oddzielić fikcję od prawdy.

To, co wyłania się z tej książki to nie sylwetka Rene Goscinnego, lecz jego córki, która zanim została tym, kim została, zaliczyła fazę buntu zapoczątkowaną śmiercią ojca. Książka jest próbą uporządkowania przeszłości. Nie zdziwiłabym się jakby powstała na prośbę psychoterapeuty. Po przeczytaniu wiem jednak, że nie lubię Anne Goscinny (a tak słodko wygląda na zdjęciu z ojcem). Wiem też, że nie warto wierzyć temu, co na wydawca umieszcza na okładce. „Nieznane oblicze Rene Goscinnego, najsłynniejszego francuskiego humorysty” – to kpina. O Rene dowiadujemy się, że miał dużo młodszą żonę i umarł w okolicznościach zakrawających na farsę, osieracając małą Anne, która przez całe życie obwiniała nieobecnego ojca o swoje depresje, smutki i upadki. Tyle. Nie warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *