Troje, Sarah Lotz

Akurat, 2014

Liczba stron: 480

Trudno znaleźć bardziej charakterystyczną książkę na księgarnianej półce. „Troje” jest zupełnie czarna, łącznie z brzegami stron, niepokojąca i intrygująca. Ma równie chwytliwy opis oraz pierwszą stronę okładki. Nie można przejść obok niej obojętnie, więc i ja dałam się namówić na lekturę.

Chociaż fabuła książki jest fikcyjna, to powieść ma formę książki dokumentalnej. Składają się na nią wywiady, fragmenty korespondencji, artykułów i reportaży. Powstała z nich opowieść o dziennikarskim śledztwie w sprawie nierozwiązanej tajemnicy katastrof czterech samolotów pasażerskich, które rozbiły się jednego dnia na czterech kontynentach. Cały świat z zapartym tchem śledzi postępy śledztwa w sprawie przyczyn katastrof, a zbiorową wyobraźnię podsyca fakt, że wypadki te przeżyła trójka dzieci. Co więcej, jedna z pasażerek samolotu lecącego do Japonii, który rozbił się w cieszącym się złą sławą lesie samobójców Aokigahara, tuż przed śmiercią nagrała tajemniczą notatkę głosową, która dała podstawy do różnych szaleńczych teorii.

Autorka prowadzi czytelnika za rękę, stopniowo odkrywając kolejne fakty i pokazując dokąd doprowadziła zbiorowa histeria. Mimo tego, że książka nie daje gotowych odpowiedzi, uświadamia jak łatwo ludzie dają sobą manipulować. Przerażające są te fragmenty, w których mowa o sektach, które żerują na ludzkiej naiwności i karmią swoich wyznawców obietnicą zbawienia. W pewnym momencie jest jasne, że niemal wszyscy na swój sposób pragną skorzystać na tragedii oraz cudownym ocaleniu trójki dzieci. Media mają stałą pożywkę, politycy używanie, a kaznodzieje argument, którym straszą ludzi i zbijają majątek na ich łatwowierności.

To bardzo wciągająca opowieść, choć w pewnym momencie czytelnik uświadamia sobie, że być może nie pozna satysfakcjonującego rozwiązania zagadki czterech katastrof i trojga ocalonych. Warto ją jednak poznać dla wyczerpujących opisów świata ogarniętego histerią. Odniosłam również wrażenie, że można by skrócić książkę z korzyścią dla odbiorcy. Rozdziały opowiadające o śledztwie przeprowadzonym przez dziennikarkę w Japonii, są zbędne i rozcieńczają skumulowane napięcie. Osobiście wolałabym zakończenie  niedopowiedziane niż przekombinowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *