Trzynasta opowieść, Diane Setterfield

Amber, 2006

Liczba stron: 342

To książka, o której słyszałam wiele dobrego. Chwalili ją różni książkomaniacy. Spodziewałam się Bóg wie czego i niestety… nieco się rozczarowałam. Poczucie zawodu sprawiło, że pisanie o tej powieści postanowiłam odłożyć na jakiś czas, żeby nie podchodzić zbyt emocjonalnie do sprawy.

Wszystko zaczyna się w antykwariacie należącym do Margaret Lea oraz jej ojca. Margaret żyje samotnie, realizuje się w pracy z książkami oraz jako biografka pisząca o życiu nieżyjących już artystów. Pewnego dnia Margaret otrzymuje list od znanej pisarki, która zaprasza ją do swojej posiadłości i składa ofertę. Margaret miałaby usłyszeć prawdę o życiu niezwykle popularnej i tajemniczej Vidy Winter będącej już u kresu swojego życia i spisać opowieść w formie autoryzowanej biografii. Początkowo Margaret nie chce się zgodzić na takie warunki, tym bardziej, że dotychczas nie pracowała z żyjącymi, a wiedzę na temat osób, o których pisała czerpała z książek i innych publikacji. Ostatecznie przyjmuje ofertę i wprowadza się do posiadłości Vidy Winter. Tam wysłuchuje najbardziej niesamowitej opowieści, którą skrupulatnie notuje.

Opowieść Vidy stanowi jądro całej powieści i ona najbardziej przyciąga. Postacie i wydarzenia, które miały miejsce przed szesnastym rokiem życia pisarki zaważyły na jej późniejszym życiu i ukształtowały jej osobowość. I choć opowiadana historia wydaje się miejscami nieco naciągana to ona stanowi o sile tej powieści.

Natomiast fragmenty dotyczące Margaret Lea doprowadzały mnie do pasji. Nie cierpię takich rozmemłanych bab, które całe swoje życie budują wokół jednego wydarzenia i nie potrafią żyć po swojemu, nie rozpamiętując wydarzeń, na które ani teraz ani w przeszłości nie miały żadnego wpływu. Postawa cierpiętnicy oraz przewrażliwionej laluni, która najchętniej skrywałaby się między regałami książek, szukając w nich potwierdzenia swojego istnienia to tylko część cech, które odrzucały mnie od tej bohaterki. Kiedy do akcji wkroczyły duchy, czy też ich wyobrażenie, wymiękłam całkowicie. Brrr… Nawet nie chce mi się wspominać tej bohaterki wiecznie popijającej kakao, wpatrującej się w ciemność za oknem i błąkającej się w nocy po ogrodzie. Stanowczo zepsuła ona mój odbiór tej powieści.

Czy polecam? Raczej tak, bo wiem, że niewielu ma alergię na takie postaci. Życzę Wam odporności na destrukcyjny wpływ Margaret i udanej lektury!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *