Uporczywe upodobanie, Jerzy Stelmach

Wydawnictwo Bosz, 2013

Liczba stron: 200

Profesor prawa i filozof Jerzy Stelmach w „Zapiskach kolekcjonera”, bo tak brzmi podtytuł książki, przedstawia swoje przemyślenia o sztuce, tworzeniu kolekcji, roli marszandów, galerii, muzeów oraz sposobach kreowania popularności niektórych artystów. Książka ilustrowana jest reprodukcjami dzieł z kolekcji autora. Zawarte w tym wydaniu zapiski to uporządkowany zbiór, poparty bibliografią oraz życiowym doświadczeniem. Na pewno powinni ją przeczytać ci, którzy zamierzają stworzyć własną kolekcję dzieł sztuki – niekoniecznie traktując zawarte w niej wskazówki jako jedynie słuszne, ale po to, by na ich podstawie stworzyć swój własny kodeks postępowania.

„Kolekcjonowanie jest tak naprawdę próbą zrealizowania marzenia o nieskończoności.”

Autor wyraźnie rozgranicza kolekcjonowanie od zbieractwa. Kolekcjoner dobiera eksponaty według klucza, zbieracz często bierze wszystko jak leci.

„Nasze upodobanie winniśmy kształtować ‚idąc za rzeczą’, a nie za ‚twórcą tej rzeczy.’ W przeciwnym przypadku będziemy kwalifikować rzecz nie ze względu na jej piękno, estetyczną wartość, szczególność, odrębność, rzadkość, lecz ze względu na możność przypisania jej określonemu artyście. Coś nie jest piękne, wartościowe, odrębne i rzadkie , bo jest czyjegoś autorstwa, tylko dlatego, że takie jest.”

Każdemu, nawet najlepszemu artyście, malarzowi, pisarzowi, poecie, zdarzają się dzieła kiepskie. Zbieracze, kupujący jak leci (od razu przypomina mi się Helena Rubinstein, która wszystko kupowała hurtowo, łącznie w obrazami i rzeźbami) nie patrzą na obraz i często od razu trafia on do magazynu. Jest to zaprzeczeniem idei kolekcjonerstwa – dzieła sztuki są po to, by je podziwiać, cieszyć nimi oko, ich podstawowa wartość to wartość estetyczną. Nie można sprowadzać zakupu dzieła sztuki do samej lokaty pieniędzy, co podobno zdarza się dość często.

Poglądy autora na muzealnictwo są dość jednoznaczne. Eksponaty w muzeach występują w ogromnym zagęszczeniu. W największych i najbardziej znanych placówkach ogląda się je zerkając ponad głowami pędzących tłumów. W innych ekspozycja nie jest zmieniana przez dziesięciolecia, a w magazynach spoczywają zakupione dzieła, które mają marne szanse na ujrzenie światła dziennego. Jerzy Stelmach wyraża też swój pogląd na obcowanie ze sztuką w muzeach. Są to słowa, które wyjątkowo mocno do mnie trafiają:

„Sztuka nie jest dla każdego i nie jest, na miłość Boską, rzeczą ani do pośpiesznego ‚zaliczania’, ani nadętej egzaltacji.”

Najlepsze w tej książce jest to, że są w niej fragmenty, z którymi można się nie zgodzić. W szczególności, pole do popisu w kontrargumentowaniu będą mieli miłośnicy sztuki postmodernistycznej, którą Jerzy Stelmach przyrównuje do śmietnika. Ja polemizowałabym z poglądami autora na fotografię. Lubię kiedy lektura pobudza mnie do myślenia, argumentowania, wymyślania przykładów. Lubię też mądre książki, przemyślane opinie. Ta książka zawiera to wszystko, czego oczekuję od pozycji tego gatunku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *