Vlad Dracula, Dariusz Domagalski

Bellona / Runa, 2011

Liczba stron: 352

Niezbyt dobrze odnajduję się w książkach historycznych. A przynajmniej tak do tej pory myślałam, ponieważ lektura „Vlada Draculi” sprawiła, że muszę zrewidować ten osobisty przesąd. Książkę czytało mi się wyśmienicie i żałowałam, że tak szybko się skończyła.

Czas akcji przypada na lata sześćdziesiąte piętnastego wieku. Po porażce w bitwie pod Warną kraje europejskie obawiają się inwazji niewiernych. Węgierski władca wysyła mały elitarny oddział Czarnych Legionów na Wołoszczyznę pod dowództwem Janosa Lechoczky’ego. Młody, choć doświadczony rycerz, ma nawiązać kontakt w hospodarem Wołoszczyzny Vladem Draculą i ocenić działania i politykę tego władcy, o którym krążą po Europie bardzo jednostronne opinie. Przypisuje się mu okrucieństwo i konszachty z samym diabłem. Węgierski władca rozważa jednak sojusz z Draculą i wspólną walkę z tureckim najeźdźcą. Czy posyła Czarne Legiony na pewną śmierć? Jakie przyjęcie czeka ich na Wołoszczyźnie? Czy uda się Janosowi wystarczająco poznać Draculę i motywy nim kierujące?

W książce aż gęsto od treści i akcji. Sceny bitew i potyczek odmalowane są z taką dokładnością i kunsztem, że niemal słychać szczęk oręża, rżenie koni, głuchy odgłos rozrąbywanych głów i okrzyki nacierających janczarów. Autor idealnie oddał nastrój i poczucie zagrożenia potęgowane nieprzychylnym krajobrazem tej niegościnnej krainy.

Na największą uwagę zasługuje jednak przedstawienie postaci Draculi. Dowódca Czarnych Legionów bardzo szybko odrzuca stereotypowe myślenie o hospodarze Draculi. Obserwuje i rozmawia z nim, walczy ramię w ramię i poznaje lepiej samą Wołoszczyznę. Okazuje się, że nie można o Vladzie Draculi wypowiadać się jednostronnie – za każdym jego działaniem idzie jakiś zamysł, a okrucieństwo w stosunku do poddanych i wrogów nie jest celem samym w sobie, a sposobem na zachowanie ładu, porządku na tych ziemiach. I chociaż „oczy cierpną” kiedy czyta się opisy tortur, to żaden czytelnik po lekturze książki Domagalskiego nie waży się nazwać Draculi wampirem.

Tak jak wspominałam na wstępie żałowałam, że książka dobiegła końca. A zakończenie daje również dużo do myślenia. Polecam, przede wszystkim tym, którzy uważają, że książki historyczne są nudne. Ci, którzy mają przeciwne zdanie, na pewno są już po lekturze „Vlada Draculi.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *