W mrok, Andriej Diakow (Uniwersum Metro 2033)

Insignis, 2012

Liczba stron: 430

Po ogromnym, pozytywnym zaskoczeniu jakie przeżyłam podczas lektury pierwszej części cyklu Diakowa, bez zwłoki sięgnęłam po drugi tom przygód stalkera Tarana i jego przybranego syna Gleba. Nie powiedziałabym, że spodobało mi się w Metrze, ale na pewno mocno oswoiłam się z tym wymyślonym, postapokaliptyczym światem. Dla przypomnienia – akcja książki dzieje się ok. 20 lat po zniszczeniu ziemi przez wojnę nuklearną. Ocaleni mieszkają pod ziemią zaludniając stacje metra i unikając wyjść na zamieszkałą przez zmutowane zwierzęta i napromieniowaną powierzchnię.

„W mrok” zaczyna się od wielkiego booom. Na oczach załogi pływającej platformy wiertniczej dochodzi do wybuchu atomowego, w wyniku którego unicestwiona zostaje dotychczas nieskażona wyspa, na którą rozpoczęto ewakuację ludzi z metra. Mieszkańcy metra postanawiają znaleźć winnego dywersji – zwołują obrady, na które przybywają przedstawiciele wszystkich najważniejszych grup zamieszkujących podziemia Petersburga. Uradzają żeby wysłać Tarana, jako niezależnego obserwatora, do zbadania poszczególnych stacji. Ten niechętnie przystaje na to żądanie. Tym bardziej, że okazuje się, że jego syn – Gleb znika z zajmowanego przez nich schronu. Myśli Tarana bardziej zajmuje kwestia poszukiwań Gleba niż misja, na którą go wysłano. Okazuje się jednak, że ojciec i syn często trafiają na swoje ślady, lecz nie mogą znowu się połączyć. Na drodze staje im wiele niebezpieczeństw.

W powieści śledzimy trasę Tarana i trasę Gleba podróżującego w towarzystwie nowej przyjaciółki, która ma zaprowadzić go w miejsce, o którym w metrze krążą legendy. Na ich drodze znowu pojawiają się zmutowane stwory i ludzie, którzy pozbyli się wszelkich zasad etycznych i moralnych. Bohaterowie nie wiedzą komu mogą wierzyć, a kto bezczelnie ich wykorzysta, oszuka i zostawi na pastwę losu. Dzięki ciągłym zwrotom akcji, scenom walki, opisom miejsc odwiedzanych przez stalkerów oraz humorowi, którym podszyte są dialogi pędzimy z Glebem i Taranem przez ponury świat metra. Nie dłuży nam się ta podróż ani przez jedną chwilę. A w walce dobra ze złem stajemy zawsze po właściwej stronie. Kibicujemy również tym, którzy nie utracili wiary w normalność i szansę znalezienia miejsc, w których życie na powierzchni ziemi jest wciąż możliwe.

Powoli staję się fanką Metro Uniwersum i Wam również polecam tę serię. Szczególnie jeśli uważacie, że nie lubicie fantastyki. Diakow pomoże Wam zmienić zdanie o tym gatunku literackim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *