Warstwy, czyli obrazy miasta, Grzegorz Kosson

Wydawnictwo Słowa i Myśli, 2013

Liczba stron: 147

„Warstwy” są obrazami miasta, którego nazwa, ta jaką widzimy na mapach, nigdy nie pada w treści, choć już sama okładka nie pozostawia wątpliwości jakie to miasto. Nazywa się je różnorako, przywołuje wydarzenia historyczne oraz ludzi, którzy w nim żyli, choć ich również nie określa się w sposób zwyczajowy. Przedstawiona w książce opowieść o mieście oraz postrzeganiu tego miejsca przez narratora powstała z fragmentów luźno ze sobą splecionych.

Tytuł książki rozwinięty jest w treści. Mówi się, że miasto, jakie znamy, złożone jest z warstw, te najstarsze, przysypane kurzem historii, znajdują się na dole, nad nimi piętrzą się coraz nowsze. Uważny obserwator jest w stanie zauważyć ślady dawnych czasów, zbadać pochodzenie i historię rzeczy i ludzi. Aby jednak tego dokonać, trzeba skupić się na tym, co nie jest oczywiste, mieć w sobie cechy ciekawskiego archeologa.

Ogrody Ostatnich Ogrodników, Pierwszy Fabrykant, Nowi Ludzie, Ostatni Erudyci to przykłady nazw, którymi operuje się w książce. Zadziwia również układ graficzny oraz interpunkcja. Dla przykładu krótki cytat:

„Podróż z sakwojażem była nauką i doskonaleniem się. Taka podróż wymagała polecających listów. Specjalnego albumu. Pióra. Poruszania się z punktu A do punktu B. W miarowym. Powolnym. Niespiesznym tempie.”

Trudno czyta się taki poszarpany tekst, trzeba się mocno skupiać na znaczeniu słów, by zrozumieć sens. Z drugiej strony, tego typu lakoniczność pobudza wyobraźnię, czytelnik wypełnia niedopowiedzenia, buduje historię. Po co podróżnemu pióro i album? Zapewne będzie coś notował, coś przyklejał, zbierał. Może spisze kolejne etapy podróży, coś naszkicuje, zanotuje przemyślenia. Piękne jest takie niespieszne podróżowanie, kiedy człowiek ma czas na refleksje, wyjęcie albumu, napełnienie pióra.

Sporo w książce jest takich fragmentów, nad którymi zatrzymywałam się i popuszczałam wodze wyobraźni. Przyznam jednak, że nie doczytałam książki do końca. W pewnym momencie poczułam przesyt taką konwencją, zmęczyło mnie nienazywanie rzeczy po imieniu, poszarpane zdania. Może kiedyś jeszcze do niej wrócę, bo ze względu na fragmentaryczność można ją czytać od dowolnego momentu. Wydaje mi się, że warto zmierzyć się z nietypową konwencją, wobec tego zachęcam Was do spróbowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *