Wołanie grobu, Simon Beckett

wolanie-grobu simon beckettAmber, 2011

Liczba stron: 362

Trzy pierwsze części cyklu o doktorze Hunterze  czytałam już dość dawno. W pamięci pozostały takie hasła jak: antropologia, kości, obrzydliwe opisy, emocjonująca akcja, Nic dziwnego, że wreszcie sięgnęłam po ostatnią (jak na razie) część tej serii.

„Wołanie grobu” na dzień dobry przenosi nas w czasy sprzed oszołamiającej kariery Davida Huntera, antropologa współpracującego z policją przy sprawach wymagających badania kości ofiar zbrodni. Osiem lat wcześniej Hunter był konsultantem podczas dość paskudnej sprawy, w której policja miała winnego, lecz nie mogła znaleźć ciał zamordowanych przez niego młodych kobiet. Po dużej ulewie jedna z zabitych dziewczyn została przypadkiem znaleziona na wrzosowisku w pobliżu Dartmoor. Pozostała jeszcze kwestia wskazania miejsc pochowania ciał bliźniaczek, które zaginęły mniej więcej w tym samym czasie. W śledztwo zaangażowany był również antypatyczny archeolog, młoda behawiorystka, która miała pomóc w przesłuchiwaniu winnego, a prowadził je dawny znajomy Huntera, z którym antropolog nie utrzymywał już kontaktów towarzyskich. Po ośmiu latach, gdy wciąż jeszcze nie znaleziono bliźniaczek, oskarżony ucieka z więzienia. Czyżby chciał się zemścić na pomagających podczas wizji lokalnej? Wiele na to wskazuje. Hunter zostaje wmieszany w sprawę, która jest dla niego równie zagadkowa i nieprzyjemna jak śledztwo sprzed lat.

Mam kilka spostrzeżeń po lekturze. Po pierwsze, Hunter praktycznie nie prowadzi żadnego śledztwa, nie ogląda kości, nie stawia hipotez. Nie ma tu robali, larw i procesów gnilnych. Po drugie, zupełnie nie rozumiem jego zaangażowania w opiekę nad behawiorystką, która jako pierwsza ucierpiała po ucieczce przestępcy z więzienia. Babka była antypatyczna, od początku wiadomo było, że z prawdą jej nie po drodze, a Hunter rycersko przy niej trwał w jakimś położonym na odludziu domu. Po trzecie, książka rzeczywiście wciąga i czyta się ją bardzo szybko. Sporo się dzieje, to, co wydawało się faktem, zmienia się w kłamstwo. Jak do tego dorzucimy dużo plenerów nocnych, odludnych, spowitych mgłą, robi się mrocznie i strasznie. A potem, jeszcze bardziej hardcorowo, akcja przenosi się pod ziemię.

Jeśli wyczuliście ironię, to właściwie. Za dużo tu sensacji, za dużo niezbyt umiejętnie ukrytych zagadek, bo w związku z tą nieumiejętnością niewiele może czytelnika zaskoczyć. Pościgi, strzelanki, kłamstwa, kłamstwa i naiwność. Przeczytałam, bo mnie wciągnęło – nie twierdzę, że Beckett nie potrafi zainteresować, twierdzę, że nieco rozczarowałam się tą częścią. Autor za bardzo próbował wyrwać się z gatunku, który sam stworzył. Rzucił tę antropologię w cholerę i zabrał się za zwykły kryminał, co niestety nie wyszło mu najlepiej. Dla tych, którzy dopiero odkrywają kryminały, pewnie będzie w porządku, bo jest tu wszystko to, co powinno być w kryminale. Dla tych, którzy nieco już poczytali, „Wołanie grobu” może okazać się za grubymi nićmi szyte.

6 myśli nt. „Wołanie grobu, Simon Beckett”

  1. Hm.. mnie za to.wciągnęła. bardzo podobaly mi się odniesienia do przeszłości. David zawsze byl bardzo tajemniczy i w pozostalych czesciach tylko aluzjami autor wracal do przeszłości.
    Jakbym sie przyczepila, to do tej części pod ziemią – taka juz trochę przegieta i ewentualnie troche szybko sie rozwinęła znajomosc w domku na odludziu.
    Generalnie jednak Beckett jak zwykle mnie porwał. Potem jeszcze Rany kamieni czytalam, ale to nie wchodzi w cykl.

    1. Mnie też wciągnęła, czytałam do późnej nocy, ale ostatecznie nie zrobiła takiego wrażenia jak pozostałe. W tamtych lubiłam mroczny klimat i składanie rozwiązania z fragmentów, które Hunter odczytywał ze szczątków. Tutaj tego nie było. Poza tym, o czym powinnam wspomnieć w recenzji, postacie były jakieś takie przerysowane i przez to płaskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *