Wyspa kanibali, Nicolas Werth

Znak literanova, 2011

Liczba stron: 290

Lata trzydzieste w Związku Radzieckim przebiegały bardzo burzliwie. Wpływ na procesy społeczne wówczas zachodzące miała przede wszystkim polityka Stalina narzucająca rolnikom powszechną kolektywizację, wysokie normy produkcji przekraczające ich możliwości oraz proces oczyszczania dużych miast z „elementów zdeklasowanych i szkodliwych społecznie”. Kto zaliczał się do tego niechlubnego grona? Przede wszystkim tzw. kułacy, którzy wywodzili się głównie z byłych posiadaczy ziemskich, osoby zajmujące się handlem, osoby bez stałego meldunku, byli przestępcy, włóczędzy, żebracy. Wszystkie te osoby przymusowo wywożone były na tereny Syberii, by osiedlać nieprzyjazne okolice. Nie trzeba dodawać chyba, iż tak ogromne przedsięwzięcie było skazane na porażkę.

Przesiedleńcom nie zapewniono najbardziej niezbędnych narzędzi, żywności, ciepłych ubrań. Spiętrzały się problemy logistyczne w obozach pośrednich, z których wysyłano transporty w głąb kraju.  Na skutek zaniedbań wiele osób zapadało na choroby, umierało z głodu, chłodu i wycieńczenia. Ci, którzy dotarli na miejsce przeznaczenia byli albo zbyt słabi by zająć się stawianiem baraków i organizowaniem obozowiska w środku lasu, albo też brakowało im do tego motywacji. Wielu próbowało uciec, inni koczowali w ziemiankach, licząc na opiekę państwa, które skazało ich na pobyt w syberyjskiej tajdze. Służby odpowiedzialne na miejscu za logistykę i wyposażenie osiedleńców w niezbędny sprzęt były niezbyt liczne, brakowało im autorytetu, naglił czas, kolejne przybywające z Moskwy i Leningradu transporty z tysiącami wygnańców zawężały pole działania. Wszystko to złożyło się na przyczyny tragedii, do której doszło na wyspie Nazino – od 1933 roku nazywanej Wyspą Kanibali.

Grupa ponad 6 tysięcy osób została przewieziona na niewielką wyspę na rzece Ob bez odpowiedniego zaopatrzenia w żywność, leki, ciepłe ubrania czy sprzęt niezbędny do postawienia baraków zapewniających dach nad głową. Spadająca poniżej zera temperatura, brak dostępu do żywności, nieudolność strażników oraz szerząca się anarchia doprowadziły do zachowań nieludzkich na wyspie. Oprócz aktów kanibalizmu, do których dopuszczali się wycieńczeni ludzie, dochodziło do samosądów, a także nadużywania władzy przez wyposażonych w karabiny i pistolety nielicznych strażników.

W czasie lektury nie sposób nie myśleć o nieludzkiej machinie władzy, która nie dość, że wysysała z ludzi wszystkie siły i środki, to jeszcze dopuszczała do sytuacji, w których życie człowieka nie miało najmniejszego znaczenia. Najważniejsze w tym kraju były i są normy, które należy wykonać, a najlepiej przekroczyć. Absurdalne i horrendalne są fragmenty dotyczące odgórnie narzuconych norm dotyczących likwidacji „elementów niepożądanych”. Nadgorliwi wykonawcy egzekucji częstokroć zwracali się do przełożonych z prośbą o zwiększenie norm. Podobnie było w przypadku oczyszczania miast z niechcianych tam mieszkańców – aby sprostać normom organizowano regularne łapanki, w wyniku których deportowano dzieci, przyjezdnych, czy osoby, które nie zabrały ze sobą dokumentu potwierdzającego tożsamość. Człowiek w ZSRR nie znaczył wiele, na pewno nawet w połowie nie był tak ważny jak górnolotne a niewykonalne plany polityków. To smutna ale prawdziwa książka, rzetelnie udokumentowana pod względem historycznym. Obnaża mechanizmy władzy, pokazuje w jaki sposób budowane było imperium radzieckie i pośrednio wskazuje przyczyny upadku Związku Radzieckiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *