Z kamerą i strzelbą przez Mato Grosso, Antonio Halik

Niewątpliwie przyjemnie spędziłam czas podczas lektury tej książki. Z początku jednak nie zapowiadało się dobrze, pierwsze rozdziały męczyłam kilka dni, bo nie mogłam wejść w rytm opowieści. Być może to ja byłam zbyt zmęczona, żeby zanurzyć się w brazylijskiej selwie razem z Halikiem i jego żoną Pierrette.

Książka to zapis podróży małą indiańską łódką przez dżunglę oraz pieszo i konno przez suche równiny Brazylii. Istotną rolę podczas wyprawy odgrywają dwa przedmioty wymienione w tytule. Strzelba pomaga zdobyć pożywienie oraz zaskarbić sobie przyjaźń Indian, a kamera rejestruje świat tak odległy od naszych wyobrażeń.

Halik koncentruje się na dwóch wątkach: faunie i florze oraz życiu Indian licznych plemion zamieszkujących ten teren. Podczas podróży (niestety nie wiadomo jak długo trwała ta wprawa) małżeństwo Halików mieszka w dwóch Indiańskich wioskach, bierze udział w życiu plemiennym, dzieli z tubylcami radości, smutki i trudy życia na skraju dżungli i niejednokrotnie naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Opisy przyrody odbiegały stylem od pozostałych fragmentów, są trochę nieporadne, trochę pompatyczne, chociaż jak najbardziej szczere. Rozumiem, że przełożenie na słowa zachwytów i wzruszeń, jakich dostarcza natura bez zahaczania o śmieszność jest niezwykle trudne, dlatego wielkodusznie się nie czepiam. Opisy życia plemiennego, historii plemion, ich potyczek i uprzedzeń (słusznych) w stosunku do białego człowieka są znacznie lepsze, tętnią życiem, są malownicze i autentyczne.

Książka jest ilustrowana fotografiami z wyprawy, na których są zarówno ludzie oraz przyroda. Szkoda tylko, że zdjęcia nie są podpisane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *