Zaklinacz słów, Shirin Kader

Lambook, 2013

Liczba stron: 316

Nie ciągnie mnie na wschód ani literacko, ani podróżniczo. Rzadko sięgam po książki opisujące kulturę inną niż zachodnią. Wyjątek czynię dla Rosji i jej wielu republik, które w równym stopniu mnie przerażają, co fascynują. Kultura państw arabskich, Indii, bliskiego i dalekiego wschodu ma przede mną wiele tajemnic. Do książek opisujących życie na wschodzie zniechęca mnie najczęściej szeroko pojmowana martyrologia. Patykiem nie tknę tych wszystkich pozycji z zakwefioną kobietą na okładce i tytułami w stylu: zhańbiona, wykorzystana, skrzywdzona, itp. Nie chodzi o to, że ignoruję problem, po prostu nie mam ochoty o nim czytać, kiedy już tytuł sugeruje opowieść z tezą. W przypadku powieści „Zaklinacz słów” napisanej przez Polkę noszącą pseudonim Shirin Kader, zapewniano mnie, że nie znajdę tam takiej tematyki. I to się zgadza.

Nina, dziewczyna z Lublina poszukuje w życiu opowieści, fascynują je te snute przez Szeherezadę. Udaje jej się wyjechać na staż do Londynu, miasta, gdzie przenikają się różne kultury. Tam poznaje dużo od siebie starszego mężczyznę, który zarabia na życie jako hakawati – opowiadacz. Gabriel jest wyjątkowym hakawatim, ponieważ jego głos fascynuje i przenosi w świat snutej opowieści. Znajomość błyskawicznie przeradza się w romans, a para zauroczona światem orientalnym przemierza Londyn w poszukiwaniu ludzi, którzy noszą w sobie nieopowiedziane historie. Po pierwszym zauroczeniu i zachłyśnięciu się sobą, Nina zaczyna zastanawiać się nad tym, kim naprawdę jest jej kochanek i jaką skrywa przeszłość. Zaczynają się dziać rzeczy, które wymykają się logice.

To nie jest książka akcji, więc nie dzieje się w niej zbyt wiele. Łatwo jest jednak dać się ponieść niespiesznie opowiadanej historii o losach Niny i Gabriela, które połączyły się ze sobą nie bez powodu. Mnie najbardziej podobały się opowieści wplecione w fabułę. Coraz bardziej przekonuję się do takiej szkatułkowej konstrukcji książki. W tym przypadku opowieści były ze sobą luźno splecione i zawierały klucz do zagadki, którą bohaterka próbowała rozwiązać.

To książka łącząca ze sobą kulturę orientalną z kulturą zachodu – postaciami są nowocześni, współcześni ludzie, natomiast fabuła raz po raz przywołuje elementy wschodnie – hakawatiego, opowieści przekazywane z ust do ust, wróżby, znaki, potrawy, klimaty i szaty. Obawiam się, że posiadając niewielką wiedzę o kulturze, tradycjach i historii państw arabskich, nie wyłapałam wszystkich niuansów i nawiązań. Nie powiem, że książka mnie zachwyciła – miałam wrażenie, że miejscami traci rytm, nie rozumiałam konieczności odwoływania się do tarota, magii, świata nadprzyrodzonego, drażniły mnie pewne uproszczenia. Nie uważam natomiast, że czas poświęcony tej książce jest stracony – pokazała mi ona, że literatura opowiadająca o kulturze wschodniej nie musi bazować na stereotypach i udowodniła, że opowieści z tysiąca i jednej nocy snuć można również w dużym mieście w Europie, gdzie nie tracą one swojego klimatu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *