Zamek z piasku, który runął, Stieg Larsson

Wydawnictwo Czarna Owca, 2009

Liczba stron: 784

No więc to już koniec… Ten tom dość mocno powiązany jest z poprzednim i również toczy się wokół osoby Liz Salander. Na skutek strzelaniny Salander ląduje w szpitalu, tuż obok leży jej największy wróg Zalachenko. Salander jest mocno pokiereszowana i powoli wraca do zdrowia. Niestety po wyjściu ze szpitala trafi prosto do aresztu, ponieważ ciążą na niej liczne zarzuty. Salander może trafić do więzienia na wiele lat, lub też co gorsza zostać ponownie zamknięta w zakładzie psychiatrycznym.

Blomkvist jest osobą najlepiej poinformowaną na temat mrocznej przeszłości Salander. Rozumie, że jest ona ofiarą systemu, który za wszelką cenę krył i bronił jej ojca, przestępcę i byłego rosyjskiego szpiega Zalachenkę, który dodatkowo znęcał się nad matką dziewczyny. Cóż z tego skoro Blomkvist nie ma dowodów na to, by udowodnić swoje racje. Zalachenko znany był tylko wąskiej tajnej grupie osób, wszystkie dokumenty na jego temat są utajnione, dokumenty na temat Salander, która jest najwyższym zagrożenim dla byłego szpiega są spreparowane tak, by ją obciążać. Medialna nagonka nazywająca dziewczynę morderczynią i satanistką również nie pomaga przed zbliżającym się procesem.

Blomkvist znajduje sprzymierzeńców, którym również zależy na sprawiedliwości. Są to przedstawiciele policji, tajnej policji Sapo oraz firma ochroniarska Armanskiego, w której pracowała Salander. Adwokatem Salander zostaje siostra Blomkvista Annika. Pozyskiwanie dowodów przestępstwa popełnionego na Salander w imię prawa przez najwyższych przedstawicieli państwowych i walka z tajną komórką Sapo zwaną Sekcją toczy się na wielu płaszczyznach – podsłuchy, fabrykowanie dowodów, zacieranie śladów poprzez m.in morderstwa popełnione na osobach będących zagrożeniem dla tajemnicy Sekcji, sterowanie pracą prokuratora itp. Czy tak misternie zbudowany plan przeciw Salander ma szansę runąć obnażając bezwzględność i bezprawne i kryminalne działania policji i polityków?

Czyta się to wszystko naprawdę bardzo dobrze, z małymi wyjątkami, o których za chwilę. Akcja toczy się szybko, pojawiają się wciąż nowe wątki, nie wszystkie związane z Salander. Niektóre dotyczą funkcjonowania magazynu Millennium i redaktorów odpowiedzialnych za kolejne wydania. Niemniej jednak przygotowania do procesu i brawurowo opisany sam proces to najważniejsze wątki książki. Kilka wątków nie zostaje zamkniętych i zapewne byłyby one kontynuowane w kolejnych częściach, gdyby te miały szansę powstać. Mam nadzieję jednak, że nikt nie będzie kontynuował serii Millennium po śmierci jej autora bazując na popularności trylogii.

Co mi się nie podobało? Powiem, mimo tego, że zapewne wyjdę na dewotkę i bigotkę, którą nie jestem. Nie podoba mi się opis związków damsko-męskich w całej trylogii, a w ostatniej części razi najbardziej. Erika Berger, naczelna Millennium, ma męża, który akceptuje bez mrugnięcia okiem jej romans z Blomkvistem. Wystarczy, że zadzwoni do domu, że noc spędzi z Mikaelem, a mąż już jest spokojny. Spokojny?!!! A wręcz nawet współczuje, gdy noc Eriki z Mikaelem upływa im na śnie, a nie na seksie. Biedna Erika, taka zmęczona, że nie ma siły kochać się ze swoim kochankiem. Podobnie wkurzający okazuje się kolejny związek Blomkvista z Figuerolą. Jedyną osobą, która chciałaby normalnego związku, bez wymieniania i wypożyczania sobie faceta jest Salander, opisywana jako wyjątkowo aspołeczna jednostka. WTF! Czy ja o czymś nie wiem? Czy przeoczyłam jakieś ważne zmiany społeczne? Czy to już się dzieje? Czy to jest normalnie akceptowane, że seks traktuje się jak ćwiczenia fizyczne? Że można sobie wypożyczać faceta? W takim razie ja się wypisuję, wolę nie mieć żadnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *