Znaki szczególne, Paulina Wilk

Wydawnictwo Literackie, 2014

Liczba stron: 249

Paulina Wilk napisała książkę o pokoleniu, do którego i ja należę, rozpoznawałam więc w jej prozie znajome wątki. Okazało się, że nie do końca dostałam to, czego się spodziewałam. Dostałam książkę głębszą, dotykającą współczesności oraz życia pokolenia obecnych 30-40 latków tuż po transformacji oraz współcześnie.

Zaczyna się od dzieciństwa w niewielkim miasteczku podzielonym murem – za murem, w jednostce wojskowej, mieszka bohaterka książki wraz z rodziną, po drugiej stronie reszta miasta. Najpierw jest więc przechodzenie na drugą stronę, poznawanie większego kawałka dziecięcego świata, równie przaśnego i szaro-burego jak za murem. Rzeczy pochodzące z zagranicy – tak błahe jak serwetki, jednorazowe sztućce, puszki po napojach otoczone były przez dzieci kultem i jak nic innego pobudzały wyobraźnię. Wspaniała jest ta umiejętność bawienia się, przy czym, do zabawy nie potrzebne były żadne drogie zabawki, lecz przede wszystkim dziecięca wyobraźnia podsycana lekturą, bajką, opowieścią.

I chociaż pierwsze rozdziały czytałam z sentymentem, to tak naprawdę poruszyły mnie te części książki, które mówią o tym, co zrobiliśmy z daną nam wolnością. Jesteśmy pierwszym powojennym pokoleniem, które ma nieograniczone możliwości – możemy się kształcić, wyjeżdżać w dowolną stronę świata, nikt nas nie kontroluje, nie stawia murów. Po wstąpieniu do UE przyszły pieniądze na upiększanie miejsc, w których żyjemy. Mamy to, o czym marzyliśmy będąc dziećmi, a o czym nawet nie śmieli marzyć nasi dziadkowie i rodzice. A jednak dla wielu z nas szczytem marzeń jest posada w korporacji lub wyjazd gdzieś na zachód. Czy mnie to dziwi? Nie bardzo. Jestem świadoma tego, że Polska nie oferuje nam praktycznie żadnych autorytetów. Nie mamy szanowanych elit politycznych, a każde wybory to głosowanie na mniejsze zło. Instytucje finansowane z budżetu państwa wołają o pomstę. W takiej sytuacji młody, wykształcony człowiek szybko może stanąć przed murem nie do pokonania, bo chociaż fizycznie mury nie istnieją, to pozostały zasieki stawiane nam przez absurdalne przepisy.

Pewnie zabrzmiałam pesymistycznie, ale rzeczywistość polska ponad 20 lat po transformacji nie wprawia mnie w dobry nastrój. Autorka pokazuje jednak, że mając za sobą kochającą i wpierającą rodzinę można znaleźć dla siebie jakąś wygodną niszę i nie rezygnować ze wszystkiego, co polskie. Warto!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *