Zniknieni, Michał Łowicz

zniknieni michał łowiczWydawnictwo Penelopa, 2014

Liczba stron: 328

Nie wiem na ile jest to widoczne, lecz na okładce pod tytułem dostrzeżecie zdanie: „Z tej książki dowiesz się prawdy o policjantach”, co może być mylące, ponieważ nie jest to reportaż, tylko rasowy kryminał. A że napisany przez osobę zawodowo blisko związaną z policją, to zapewne dość prawdziwy w szczegółach związanych z działalnością operacyjną i nie tylko.

W podwarszawskiej miejscowości Góra dzieją się przykre rzeczy. Na miejscowym cmentarzu bledną zdjęcia zamieszczone na niektórych nagrobkach. Miejscowy przedsiębiorca zajmujący się kamieniarstwem, ma pełne ręce roboty, bo ludzie przychodzą z reklamacjami. Wkrótce kamieniarza znajdują martwego. Czyżby komuś nie chciał uznać reklamacji?

W międzyczasie toczy się drugi wątek, odległy od spraw wiecznych, a związany z rynkiem dóbr luksusowych. W antykwariatach w całej Polsce pojawiają się drogocenne, świetnie zachowane porcelanowe figurki. Sprzedający szybko dobija wielotysięcznych transakcji i znika. Niestety, wkrótce wychodzi na jaw, że chciwi antykwariusze dali się nabrać. Nikt nie zgłasza blamażu na policję, ta wpada na ten trop zupełnie przypadkiem. Antykwariusze próbują dopaść oszusta własnymi siłami. A możliwości i powiązania mają naprawdę imponujące.

Obie sprawy spadają na najmłodszego stażem policjanta w Wydziale Zabójstw o wdzięcznej ksywce Pomidor. Mężczyzna chce się wykazać, więc przykłada się do pracy.  Liczy na wyniki i przychylność szefa. Po kilku dniach drogę do Góry mógłby już pokonać z zamkniętymi oczami i o ile sprawa kamieniarza zaczyna się powoli klarować, to ta związana z porcelanowymi figurkami coraz bardziej się komplikuje.

„Zniknieni” to debiut literacki autora i całkiem sprawnie napisana książka, niepogmatwana, nieprzekombinowana, nieprzegadana. Jest w niej dokładnie to, czego oczekuje czytelnik kryminałów – ciekawe postaci, zagadka kryminalna, dobre dialogi, odrobina życia osobistego bohatera, no i te wspomniane na okładce realia polskiej policji. Tylko, że tym akurat bym się nie ekscytowała, bo wystarczy poczytać kilka polskich kryminałów i jest to samo – spychologia, powolne tempo pracy laboratoriów, ukręcanie łba sprawom, które godzą w dobre imię „kolesiów” z dawnej nomenklatury.

Jest jedna rzecz, do której muszę się przyczepić – brak redakcji. Lub brak porządnej redakcji. Naprawdę książkę czytałoby się o wiele lepiej, gdyby przecinki były na właściwych miejscach i gdyby w ogóle były.

Niech Was to jednak nie zniechęca, bo książka się broni treścią. Ja mam już drugą odsłonę cyklu i wkrótce zamierzam jej użyć. Polecam.

4 myśli nt. „Zniknieni, Michał Łowicz”

  1. Przecinki zawsze można dopisać samemu, w ramach ćwiczeń 😉 A tak serio – mnie też to zawsze irytuje. Teraz mam tak ze „Ścieżkami północy”, w których dialogi są prowadzone „niedialogowo”, czyli bez interpunkcji. Zakładam, że to świadomy wybór, ale i tak mnie gryzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *